16.07.2024, 22:33 ✶
Kobieta była zadziwiająco chętna do współpracy.
- Widzicie drogie panie, z tym co stało się na wyspach, jest tak, że niewiele nowego wniesie wam do tego ktokolwiek, kogo odwiedzicie. Znam historię tego kraju jak własną kieszeń, a zapewniam was o mojej drobiazgowości i mogę was zapewnić - nic identycznego się tutaj nie wydarzyło. - A później zaśmiała się, słysząc twoje pytanie. - Jak bardzo jest źle? - Najwyraźniej ukuło ją w brzuchu na samą myśl, jakoby miałoby być z tobą cokolwiek nie tak. - Panno Lestrange, jest z panną nadzwyczaj dobrze. Jeżeli miałabym doszukiwać się tutaj zagrożenia, to w tym jak wiele osób wie o pani przypadłości i kiedy zorientują się w tym jak to działa, mogą zechcieć zdobyć to dla siebie. - Złapała cię za dłoń, naruszając twoją przestrzeń osobistą jeszcze raz i to tylko po to, aby przyłożyć twoją dłoń do twojego dekoltu. Pokazywała ci, że mimo tych wszystkich męk, mimo przeszywającego cię zimna, wciąż biło ci serce. - U żywych trupów nie wyczuwa się tętna. Ciebie wypełnia energia. Energia ludzka, energia nieróżniąca się od naszej. - Nie skomentowała tego, że przeszywał cię wciąż wielki, odbierający chęć uśmiechania się chłód. - Mężczyzna mianujący się Czarnym Panem odnalazł sposób, aby zajrzeć do źródła samego życia i zaciągnąć z niego to, co chciał zdobyć. Nie wiem, w jaki dokładnie sposób udało się to tobie, skoro przypłynęłaś tu aż z Brytanii, aby zadawać mi takie pytania. Zamiast wrócić do cyklu, odwróciłaś go i zaczerpnęłaś z niego.
Odsunęła się od was, żeby usiąść na moment na swoim fotelu, a konkretniej - przysiąść na jego oparciu. Widać po niej było, że nie chciała się w nim wygodnie układać, wolała pozostać w ciągłym ruchu.
- Co może się z tobą wydarzyć? Cóż, nie wiem, nie była mi pisana w życiu taka wiedza, ale co dokładnie miałoby się stać? Wybuchniesz od jej nadmiaru? To już by się przecież wydarzyło. Pozostaje tu tylko sprawa moralna - nosisz w sobie coś, co do ciebie nie należy, mogłabyś nauczyć się nad tym panować i wykorzystać to na swoją korzyść, albo zwrócić to tam, gdzie powinno się znajdować, gdzie brak tej energii może tworzyć jakieś anomalie w istniejącym świecie. Szczerze wątpię, aby ten mężczyzna w ogóle się nad tym wahał. Musiał zjawić się tam w konkretnym celu, chciał przedłużyć swoje istnienie. Lub istnienie kogoś innego.
I zgodnie z tym czego się domyślaliście, kobieta wstała z miejsca, żeby obejść pomieszczenie. Nie spuszczała was przy tym z oczu.
- Nekromancja została w Wielkiej Brytanii zakazana, ponieważ energia płynąca w naszych ciałach nigdy nie była wystarczająca. Doprowadzała ludzi do rozterek: czyje życie jest ważniejsze, mojej matki czy pięciu krów? - Uśmiechnęła się szerzej. - Mordercy tkwiącego w więzieniu, czy mojego umierającego dziecka? Nekromanci prędzej czy później ulegali pokusom, którym ulegać nie powinni.
Wiedziałaś to, Victorio. Istniała jedynie jedna rzecz, która potrafiła sprawić, że nekromancja wyższego poziomu nie wymagała przelewania cudzej krwi. Kamień filozofów. Mit czy prawda? Ale jeżeli każda energia musiała skądś pochodzić, alchemicy... niekoniecznie stworzyli tę substancję w uczciwy sposób.
- Potrafisz to robić? Przekazywać w coś energię?
- Widzicie drogie panie, z tym co stało się na wyspach, jest tak, że niewiele nowego wniesie wam do tego ktokolwiek, kogo odwiedzicie. Znam historię tego kraju jak własną kieszeń, a zapewniam was o mojej drobiazgowości i mogę was zapewnić - nic identycznego się tutaj nie wydarzyło. - A później zaśmiała się, słysząc twoje pytanie. - Jak bardzo jest źle? - Najwyraźniej ukuło ją w brzuchu na samą myśl, jakoby miałoby być z tobą cokolwiek nie tak. - Panno Lestrange, jest z panną nadzwyczaj dobrze. Jeżeli miałabym doszukiwać się tutaj zagrożenia, to w tym jak wiele osób wie o pani przypadłości i kiedy zorientują się w tym jak to działa, mogą zechcieć zdobyć to dla siebie. - Złapała cię za dłoń, naruszając twoją przestrzeń osobistą jeszcze raz i to tylko po to, aby przyłożyć twoją dłoń do twojego dekoltu. Pokazywała ci, że mimo tych wszystkich męk, mimo przeszywającego cię zimna, wciąż biło ci serce. - U żywych trupów nie wyczuwa się tętna. Ciebie wypełnia energia. Energia ludzka, energia nieróżniąca się od naszej. - Nie skomentowała tego, że przeszywał cię wciąż wielki, odbierający chęć uśmiechania się chłód. - Mężczyzna mianujący się Czarnym Panem odnalazł sposób, aby zajrzeć do źródła samego życia i zaciągnąć z niego to, co chciał zdobyć. Nie wiem, w jaki dokładnie sposób udało się to tobie, skoro przypłynęłaś tu aż z Brytanii, aby zadawać mi takie pytania. Zamiast wrócić do cyklu, odwróciłaś go i zaczerpnęłaś z niego.
Odsunęła się od was, żeby usiąść na moment na swoim fotelu, a konkretniej - przysiąść na jego oparciu. Widać po niej było, że nie chciała się w nim wygodnie układać, wolała pozostać w ciągłym ruchu.
- Co może się z tobą wydarzyć? Cóż, nie wiem, nie była mi pisana w życiu taka wiedza, ale co dokładnie miałoby się stać? Wybuchniesz od jej nadmiaru? To już by się przecież wydarzyło. Pozostaje tu tylko sprawa moralna - nosisz w sobie coś, co do ciebie nie należy, mogłabyś nauczyć się nad tym panować i wykorzystać to na swoją korzyść, albo zwrócić to tam, gdzie powinno się znajdować, gdzie brak tej energii może tworzyć jakieś anomalie w istniejącym świecie. Szczerze wątpię, aby ten mężczyzna w ogóle się nad tym wahał. Musiał zjawić się tam w konkretnym celu, chciał przedłużyć swoje istnienie. Lub istnienie kogoś innego.
I zgodnie z tym czego się domyślaliście, kobieta wstała z miejsca, żeby obejść pomieszczenie. Nie spuszczała was przy tym z oczu.
- Nekromancja została w Wielkiej Brytanii zakazana, ponieważ energia płynąca w naszych ciałach nigdy nie była wystarczająca. Doprowadzała ludzi do rozterek: czyje życie jest ważniejsze, mojej matki czy pięciu krów? - Uśmiechnęła się szerzej. - Mordercy tkwiącego w więzieniu, czy mojego umierającego dziecka? Nekromanci prędzej czy później ulegali pokusom, którym ulegać nie powinni.
Wiedziałaś to, Victorio. Istniała jedynie jedna rzecz, która potrafiła sprawić, że nekromancja wyższego poziomu nie wymagała przelewania cudzej krwi. Kamień filozofów. Mit czy prawda? Ale jeżeli każda energia musiała skądś pochodzić, alchemicy... niekoniecznie stworzyli tę substancję w uczciwy sposób.
- Potrafisz to robić? Przekazywać w coś energię?