17.07.2024, 03:18 ✶
scena -> magiczne różności
Dora uśmiechała się troszkę nieśmiało, kiedy zabrała się do całego procesu powtarzania ruchów wykonywanych przez Millie. I początkowo miała wrażenie, że nie szło jej tak źle, ale z każdym kolejnym uderzeniem wyraz jej twarzy zmieniał się, poważniał i martwiał, w miarę jak uświadamiała sobie, że wcale nie idzie jej tak dobrze jak by sobie tego życzyła. Szło jej wręcz tragicznie.
Crawley czuła, jak zaczynają ją piec oczy bo nie była przygotowana na tak godny pożałowania występ. Może i nigdy, nawet w najśmielszych snach, nie uważała siebie za przesadnie wysportowaną (w sumie to wcale) ale to już było żałosne. Przyjęła ten gwizdek z miną sarny, w którą właśnie miał wjechać rozpędzony na drodze w środku nocy samochód. Dygnęła potem za nią, z ulgą przyjmując fakt, że mogła już stąd uciec, a potem w pośpiechu zeszła ze sceny.
Schowała ten nieszczęsny gwizdek do torebki - odwieczny już chyba symbol jej porażki. Miała też szczerą nadzieję, że nikt ze znajomych nie zwracał akurat podczas występu Millie większej uwagi na scenę, bo bardzo, ale to bardzo nie chciała żeby potem ktoś to jakoś skomentował, kiedy ją zobaczy.
Ruszyła ponownie wzdłuż straganów, oburącz trzymając się paska przewieszonej przez ramię torby, jakby to w niej próbując znaleźć jakieś większe wsparcie. W końcu jednak, przystanęła koło Magicznych Różności, nieco niemrawym spojrzeniem przypatrując się wystawionym na sprzedaż przedmiotom. Chyba wszystko co chciała ręcznej roboty to kupiła u Viorici, a eliksiry zawsze mogła zrobić własnoręcznie. Ale nie szkodziło sobie pooglądać.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.