17.07.2024, 03:51 ✶
Pomijając to, że zleciał z miotły na oczach innych uczestników zabawy i wciąż był trochę poobijany i pewnie dalej miał trochę piasku we włosach, to bawił się całkiem dobrze. Zwłaszcza, że muszla najwyraźniej dalej działała na tyle, by wyjątkowo nie musiał zawracać sobie głowy tym jak bardzo będzie zaraz zmęczony. Tylko, że nawet dodającą trochę energi muszla nie mogła uchronił Prewetta od zmęczenia tym całym zgiełkiem. Dlatego też w pewnym momencie po prostu postanowił przewietrzyć się na chwilę z dala od hałasów dobrej zabawy. Najlepiej po prostu jedząc w spokoju kanapkę, którą zgarnął ze stołu po drodze.
Nie zaszedł jednak daleko, kiedy zobaczył znajomą sylwetkę. Millie. Po pogodnym obliczu czarodzieja, przejechał cień zmartwienia. Przyjaciółka większość imprezy spędziła w pewnym oddaleniu od reszty, chociaż może tyle się tutaj działo, że może po prostu czegoś nie wyłapał.
Skinął głową, próbując przywołać na swoją twarz, poprzednie zadowolenie, udając jakby wcale się o nią nie martwił.
– Tak, zdecydowanie mam dosyć tej muzyki na dłuższą chwilę. I rozmawiania z większą ilością osób, niż jedną na raz– skłamał, bo prawdę mówiąc planował jedynie krótką przerwę, tak by zaraz ponownie dołączyć do zabawy. – Chodźmy. – Morze rzeczywiście mogło wyglądać zajebiscie dopóki miało się gwarancję, że się do niego nie wpadnie. A zwłaszcza nie z klifów i nie w nocy, ale cokolwiek mogliby o tym sądzić niektórzy przy Millie czuł się na tyle bezpiecznie, by nie musieć się obawiać, nawet irracjonalnie, spowodowanego głupotami upadku do tej bezkresnej toni zagłady.
Nie podzielił się jednak z nią tymi przemyśleniami na głos, a zamiast tego, gdy już przeszli kilka kroków, podsunął jej kanapekę z warzywami.
– Wszystko w porządku? – spytał się cicho, uważanie studiując twarz przyjaciółki, jakby to miało odsłonić mu wszystkie sekrety Millie Moody.[/b]
Nie zaszedł jednak daleko, kiedy zobaczył znajomą sylwetkę. Millie. Po pogodnym obliczu czarodzieja, przejechał cień zmartwienia. Przyjaciółka większość imprezy spędziła w pewnym oddaleniu od reszty, chociaż może tyle się tutaj działo, że może po prostu czegoś nie wyłapał.
Skinął głową, próbując przywołać na swoją twarz, poprzednie zadowolenie, udając jakby wcale się o nią nie martwił.
– Tak, zdecydowanie mam dosyć tej muzyki na dłuższą chwilę. I rozmawiania z większą ilością osób, niż jedną na raz– skłamał, bo prawdę mówiąc planował jedynie krótką przerwę, tak by zaraz ponownie dołączyć do zabawy. – Chodźmy. – Morze rzeczywiście mogło wyglądać zajebiscie dopóki miało się gwarancję, że się do niego nie wpadnie. A zwłaszcza nie z klifów i nie w nocy, ale cokolwiek mogliby o tym sądzić niektórzy przy Millie czuł się na tyle bezpiecznie, by nie musieć się obawiać, nawet irracjonalnie, spowodowanego głupotami upadku do tej bezkresnej toni zagłady.
Nie podzielił się jednak z nią tymi przemyśleniami na głos, a zamiast tego, gdy już przeszli kilka kroków, podsunął jej kanapekę z warzywami.
– Wszystko w porządku? – spytał się cicho, uważanie studiując twarz przyjaciółki, jakby to miało odsłonić mu wszystkie sekrety Millie Moody.[/b]