17.07.2024, 14:25 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.07.2024, 20:41 przez Brenna Longbottom.)
Dlaczego? - miała ochotę spytać: dlaczego pytał ją, co powinien, a czego nie powinien robić? Pytanie kładło ciężar na ramionach, odpowiedzialność za to, co mogłoby się stać, gdyby go nie powstrzymała, a i za to, do czego mogłoby dojść, gdyby to robiła: gdyby każdemu mówiła, by nie ryzykował i dbał o własną skórę.
Ale może po prostu nie miał kogo pytać o zdanie.
– Myślę… – odparła, z pewnym zawahaniem, (zwykła rozmowa, wcale nie ma znaczenia, tak, czemu musisz ważyć starannie słowa, Brenna?). – Że chcesz trochę za dużo na raz. Wcale nie musisz namawiać ludzi, żeby szli na barykady i ryzykowali życiem, i robić tego pod własnym nazwiskiem, by pokazać, że ty się nie boisz. Czy naprawdę chcemy, żeby ludzie, którzy nie potrafią walczyć, szli bić się ze śmierciożercami? Może na początek należałoby po prostu zwracać uwagę na pewne rzeczy, które się dzieją? Na to, że wichura podczas Beltane nie wybierała, kto jest czystej krwi. Że gdyby czystokrwiści faktycznie byli specjalni, z łatwością uzyskiwaliby lepsze noty w szkole od mugolaków, a tak nie jest. Jakie skutki może mieć nadmierne mieszanie krwi. Że mordowanie dzieci nigdy nie jest usprawiedliwione. I tak dalej. I już ten Sam Wiesz Kto brzmi lepiej niż Czarny Pan. Mniej... służalczo.
Wzruszyła lekko ramionami, jakby chcąc pokazać w ten sposób, że sama nie jest pewna: skąd miała w końcu wiedzieć, o czym należało pisać i jakimi słowy, skoro nie była dziennikarką, pisarką, a zwyczajną dziewczyną z Doliny Godryka?
– Czujesz się takim liderem? – spytała wprost. Nie zamierzała tego kwestionować, raczej była ciekawa, czy odnajdywał się w tej roli. Zgadzała się, że takich ludzi potrzeba: sama zwracała przecież spojrzenie ku Albusowi, który otwarcie krytykował Voldemorta. Nie krzyczała na brata, gdy zdecydował się udzielić wywiadu do gazety, bo… nie mogli wszyscy bać się mówić.
A sama jednocześnie próbowała od niedawna pozostać w cieniach. Nie nadawała się na liderkę. I niestety pozostając w świetle, narażałaby w tej chwili trochę zbyt wiele osób: za dużo informacji kryło się w jej głowie.
Może też trochę go wybadywała.
– Będziesz musiał z tym żyć. Kwiatek, sznur, ogień – powiedziała Brenna po prostu, spoglądając na wyczarowane przez niego kajdany. Kiwnęła głową z aprobatą, gdy opadły na ziemię. – Sama magia kształtowania zawsze działa podobnie – dodała, machając różdżką i obok dmuchawców, rosnących u ich nóg, wyrosły kolejne i kolejne, setki dmuchawców, stworzonych na mgnienie oka za pomocą magii. – Po prostu mając mniej wprawy wyczarujesz iskrę, mając więcej słup ognia… który łatwo może wpaść w czarną magię – mruknęła.
Liczyły się intencje.
Ale nie uważała, aby to był czas na zastanawianie się za każdym razem, jakiego zaklęcia użyć, aby nikogo nie skrzywdzić. Czasem to skrzywdzenie było konieczne, aby uratować kogoś innego.
Ale może po prostu nie miał kogo pytać o zdanie.
– Myślę… – odparła, z pewnym zawahaniem, (zwykła rozmowa, wcale nie ma znaczenia, tak, czemu musisz ważyć starannie słowa, Brenna?). – Że chcesz trochę za dużo na raz. Wcale nie musisz namawiać ludzi, żeby szli na barykady i ryzykowali życiem, i robić tego pod własnym nazwiskiem, by pokazać, że ty się nie boisz. Czy naprawdę chcemy, żeby ludzie, którzy nie potrafią walczyć, szli bić się ze śmierciożercami? Może na początek należałoby po prostu zwracać uwagę na pewne rzeczy, które się dzieją? Na to, że wichura podczas Beltane nie wybierała, kto jest czystej krwi. Że gdyby czystokrwiści faktycznie byli specjalni, z łatwością uzyskiwaliby lepsze noty w szkole od mugolaków, a tak nie jest. Jakie skutki może mieć nadmierne mieszanie krwi. Że mordowanie dzieci nigdy nie jest usprawiedliwione. I tak dalej. I już ten Sam Wiesz Kto brzmi lepiej niż Czarny Pan. Mniej... służalczo.
Wzruszyła lekko ramionami, jakby chcąc pokazać w ten sposób, że sama nie jest pewna: skąd miała w końcu wiedzieć, o czym należało pisać i jakimi słowy, skoro nie była dziennikarką, pisarką, a zwyczajną dziewczyną z Doliny Godryka?
– Czujesz się takim liderem? – spytała wprost. Nie zamierzała tego kwestionować, raczej była ciekawa, czy odnajdywał się w tej roli. Zgadzała się, że takich ludzi potrzeba: sama zwracała przecież spojrzenie ku Albusowi, który otwarcie krytykował Voldemorta. Nie krzyczała na brata, gdy zdecydował się udzielić wywiadu do gazety, bo… nie mogli wszyscy bać się mówić.
A sama jednocześnie próbowała od niedawna pozostać w cieniach. Nie nadawała się na liderkę. I niestety pozostając w świetle, narażałaby w tej chwili trochę zbyt wiele osób: za dużo informacji kryło się w jej głowie.
Może też trochę go wybadywała.
– Będziesz musiał z tym żyć. Kwiatek, sznur, ogień – powiedziała Brenna po prostu, spoglądając na wyczarowane przez niego kajdany. Kiwnęła głową z aprobatą, gdy opadły na ziemię. – Sama magia kształtowania zawsze działa podobnie – dodała, machając różdżką i obok dmuchawców, rosnących u ich nóg, wyrosły kolejne i kolejne, setki dmuchawców, stworzonych na mgnienie oka za pomocą magii. – Po prostu mając mniej wprawy wyczarujesz iskrę, mając więcej słup ognia… który łatwo może wpaść w czarną magię – mruknęła.
Liczyły się intencje.
Ale nie uważała, aby to był czas na zastanawianie się za każdym razem, jakiego zaklęcia użyć, aby nikogo nie skrzywdzić. Czasem to skrzywdzenie było konieczne, aby uratować kogoś innego.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.