17.07.2024, 15:43 ✶
Przy stołach z Woodym i lewitującą szklanką
Gdyby był odrobinę wredniejszy powiedziałby, że jeszcze, Woody, jeszcze z nikim o nią nie konkuruje, ale oczywiście nie powiedział tego. Tak samo jak nie powiedział, że w sumie to gdzieś tam w ich niciach, jakieś pożądanie i miłość jeszcze dogorywają, więc czarodziej, jakieś szanse ma. Oczywiście odczytywał cudze nici, jedynie na wyraźną prośbę innych, więc o niczym takim pojęcia nie miał.
Jonathan jeszcze raz zerknął na cukrowego Adonisa, wyrzeźbionego z lukru przez chyba samą Matkę, kiedy uznała, że potrzebuje więcej przystojnych czarodziejów na tym świecie, a potem powrócił do swoich rozmówców. Jeśli chodziło o mężczyzn miał nieco inny, bardzo specyficzny gust, do którego cukrowy bożek się jednak nie zaliczał.
– Clemy, ja nie mam problemu z kapeluszami kochany. Sam w wielu wyglądam obłędnie i zgadzam się, że mogłyby bardziej powrócić do łask. — Chociaż nie wyglądał w nich tak obłędnie jak w diademach. – Po prostu pionierzy każdej dziedziny popełniają nie raz niewybaczalne błędy, a w historii mody jest nim krój twoich czapek.
Prawdę mówiąc Woody nie wyglądał w tych swoich kapeluszach, aż tak tragicznie. Z jakiegoś powodu naprawdę potrafił je nosić, ale do tego Selwyn przyzna się dopiero w liście odczytanym na jego pogrzebie, gdy sam już dawno będzie martwy.
– Z Polski – dopowiedział na temat Isaaca. – Pracuje w moim biurze. Isaac jest... Dobrym pracownikiem, chociaż może trochę nazbyt energicznym, ale wątpię, abyś się musiał nim przejmować. – Nawet nie potrzebował patrzeć na ich nici, aby być tego pewnym.
– Zatrute? – Żachnął się na tę sugestię. – Morphy, powiedz mi jako bezstronny świadek, czy ja kiedykolwiek kogoś otrułem, aby słyszeć od kogokolwiek takie oskarżenia?
Jakby naprawdę potrzebował kogoś otruć to pewnie i tak wziąłby najpierw kilka lekcji u Lottie, na której wspomnienie uśmiechnął się. Nie oczywiście dlatego, że została wydziedziczona, a na myśl jak do tego wszystkiego doszło.
– Jeśli wyjdą – powiedział przypatrując się nieco parze na plaży. – Myślicie, że to jest aż tak poważne, aby młoda Yaxley ryzykowała? A może wakacyjna zabawa?
Nie czekał ma odpowiedź. Po prostu zerknął na nici.
Nie ważne jednak co zobaczył, ważne było to czego, a raczej kogo, nie zobaczył chwilę później. Morpheus, który najpierw zakrztusił się piwem dwa razy, teraz po prostu zanikał, tak że chyba powinien wziąść coś na odporność, bo robił się niewyraźny, aż pozostała po nim jedynie lewitujaca szklanka z drinkiem.
– Morphy? – spytał kontrolnie, próbując patrzeć się w miejsce gdzie powinna być twarz przyjaciela, ale nieco źle oszacował wzrost młodszego Longnottoma w efekcie czego jego ciemne oczy skierowane były na klatkę piersiową czarodzieja.
Rzucam na nici łączące Thomasa i Geraldine
Gdyby był odrobinę wredniejszy powiedziałby, że jeszcze, Woody, jeszcze z nikim o nią nie konkuruje, ale oczywiście nie powiedział tego. Tak samo jak nie powiedział, że w sumie to gdzieś tam w ich niciach, jakieś pożądanie i miłość jeszcze dogorywają, więc czarodziej, jakieś szanse ma. Oczywiście odczytywał cudze nici, jedynie na wyraźną prośbę innych, więc o niczym takim pojęcia nie miał.
Jonathan jeszcze raz zerknął na cukrowego Adonisa, wyrzeźbionego z lukru przez chyba samą Matkę, kiedy uznała, że potrzebuje więcej przystojnych czarodziejów na tym świecie, a potem powrócił do swoich rozmówców. Jeśli chodziło o mężczyzn miał nieco inny, bardzo specyficzny gust, do którego cukrowy bożek się jednak nie zaliczał.
– Clemy, ja nie mam problemu z kapeluszami kochany. Sam w wielu wyglądam obłędnie i zgadzam się, że mogłyby bardziej powrócić do łask. — Chociaż nie wyglądał w nich tak obłędnie jak w diademach. – Po prostu pionierzy każdej dziedziny popełniają nie raz niewybaczalne błędy, a w historii mody jest nim krój twoich czapek.
Prawdę mówiąc Woody nie wyglądał w tych swoich kapeluszach, aż tak tragicznie. Z jakiegoś powodu naprawdę potrafił je nosić, ale do tego Selwyn przyzna się dopiero w liście odczytanym na jego pogrzebie, gdy sam już dawno będzie martwy.
– Z Polski – dopowiedział na temat Isaaca. – Pracuje w moim biurze. Isaac jest... Dobrym pracownikiem, chociaż może trochę nazbyt energicznym, ale wątpię, abyś się musiał nim przejmować. – Nawet nie potrzebował patrzeć na ich nici, aby być tego pewnym.
– Zatrute? – Żachnął się na tę sugestię. – Morphy, powiedz mi jako bezstronny świadek, czy ja kiedykolwiek kogoś otrułem, aby słyszeć od kogokolwiek takie oskarżenia?
Jakby naprawdę potrzebował kogoś otruć to pewnie i tak wziąłby najpierw kilka lekcji u Lottie, na której wspomnienie uśmiechnął się. Nie oczywiście dlatego, że została wydziedziczona, a na myśl jak do tego wszystkiego doszło.
– Jeśli wyjdą – powiedział przypatrując się nieco parze na plaży. – Myślicie, że to jest aż tak poważne, aby młoda Yaxley ryzykowała? A może wakacyjna zabawa?
Nie czekał ma odpowiedź. Po prostu zerknął na nici.
Nie ważne jednak co zobaczył, ważne było to czego, a raczej kogo, nie zobaczył chwilę później. Morpheus, który najpierw zakrztusił się piwem dwa razy, teraz po prostu zanikał, tak że chyba powinien wziąść coś na odporność, bo robił się niewyraźny, aż pozostała po nim jedynie lewitujaca szklanka z drinkiem.
– Morphy? – spytał kontrolnie, próbując patrzeć się w miejsce gdzie powinna być twarz przyjaciela, ale nieco źle oszacował wzrost młodszego Longnottoma w efekcie czego jego ciemne oczy skierowane były na klatkę piersiową czarodzieja.
Rzucam na nici łączące Thomasa i Geraldine
Rzut Z 1d100 - 24
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 10
Akcja nieudana
Akcja nieudana