17.07.2024, 17:36 ✶
Praca dla Shafiqa była wpisana w jego życie już od dwóch lat, a on i tak odczuwał ten cholerny dyskomfort za każdym razem, gdy dostawał wezwanie. Zwłaszcza w momentach, takich jak ten, gdy prośba pojawiała się niespodziewanie pod osłoną nocy.
Nie pomagały też zdecydowanie dziwne okoliczności, w których to wszystko się rozgrywało w tym przypadku. Basilius, gdy odebrał liścik od skrzata, nie pokazał po sobie zdenerwowania, a jedynie skinął głową I szybko przyszykował się do tej niespodziewanej wizyty medycznej, udając że przez głową wcale nie przesuwa mu się milion pytań Kto? Co? Dlaczego? Jak źle jest? I jak bardzo problematyczne to będzie dla mnie samego?
Czasami chyba żałował, że po prostu nie połamano mu wszystkich palców. Tak by było łatwiej ze wszystkimi konsekwencjami takiego urazu.
Czasami też żałował, że praca dla Shafiqa nie była wcale taka zła, jak w jego odczuciu powinna być. Że nie zmuszała go do zrobienia czegoś, po czym targany wyrzutami sumienia, postanowiłby rzucić pracę w Mungu, a potem spalić wszystkie papiery uprawniające go do wykonywania zawodu, który kochał. Albo, że nie spotkał się jeszcze z czymś takim na co i tak musiałby powiedzieć Shafiqowi nie i mierzyć się z konsekwencjami tej odmowy. Chyba po prostu czasem liczył, po cichu i wbrew swojemu własnemu interesowi, na większą karę, niż ta która spotkała go za tę nieostrożność, której dopuścił się dwa lata temu. Tak, by na zawsze pamiętał, czego nie robić i by tamta sytuacja dźgała jego wstyd jeszcze bardziej. Bo czasami w ogóle nie czuć było, że traktował tę sytuacjęna pewien sposób jako karę. Za bardzo przypominała zwykłą pracę jedynie okraszoną niecodziennymi prośbami. Miło jednak ze strony jego dobroczyńcy, że nie traktował go jako podrzędnego lekarza, frajera, który dostarczał mu jedynie potrzebne dokumenty, a naprawdę ufał jego zdolnością na tyle, by Prewett mógł robić dla niego to w czym był dobry.
Idąc białym pomieszczeniem skrzywił się nieznacznie, widząc drzwi, tak boleśnie przypominające mu o tamtej rozmowie, próbując szybko przekierować swoją uwagę na inne myśli. Kto potrzebował pomocy? Czy to był ponownie ten jeden Longbottom? Był tutaj? Czekał w pokoju do którego go prowadzono? To mógł być Longbottom, bo przecież Longbottomowie zawsze...
Skrzat otworzył drzwi i razem weszli do pogrążonej w półmroku sypialni.
To nie był Longbottom – pomyślał, odczuwając jednocześnie dziwną ulgę i pewne rozczarowanie.
Przeniósł wzrok na ponuro siedzącą na łóżku sylwetkę i zmarszczył brwi w pewnym przepływie niepokoju i może mawet troski. Gdyby to był Longbottom przynajmniej byłoby zrozumiałe czemu zrobił sobie krzywdę. To, że to Shafiq był pokiereszowany, sprawiło, że cała sytuacja stała się jeszcze bardziej poważna.
Prewett w milczeniu wysłuchał słów drugiego czarodzieja i skinął głową.
– Rozumiem – powiedział, nie wypytując się na razie o dalsze szczegóły, a zamiast tego po prostu zaczął szykować się do przeprowadzenia akcji ratunkowej, wyciągając ze swojej torby wszystko co było potrzebne. – Proszę zdjąć nakrycie i się położyć. Jest pan w stanie to zrobić? – powiedział, oferując mężczyźnie pomoc w tym zadaniu, gdyby sprawiało mu one zbyt duży ból. – Przepraszam, ale muszę zapalić światło. Co się stało? – Pytanie powinno raczej brzmieć Co z tego co się wydarzyło może mi pan wyjawić? i oboje o tym wiedzieli. Nie oczekiwał pełnej wersji zdarzeń, jeśli Shafiq sobie tego nie życzył. Potrzebował po prostu mniej więcej wiedzieć z czym się dzisiaj mierzył.
Nie pomagały też zdecydowanie dziwne okoliczności, w których to wszystko się rozgrywało w tym przypadku. Basilius, gdy odebrał liścik od skrzata, nie pokazał po sobie zdenerwowania, a jedynie skinął głową I szybko przyszykował się do tej niespodziewanej wizyty medycznej, udając że przez głową wcale nie przesuwa mu się milion pytań Kto? Co? Dlaczego? Jak źle jest? I jak bardzo problematyczne to będzie dla mnie samego?
Czasami chyba żałował, że po prostu nie połamano mu wszystkich palców. Tak by było łatwiej ze wszystkimi konsekwencjami takiego urazu.
Czasami też żałował, że praca dla Shafiqa nie była wcale taka zła, jak w jego odczuciu powinna być. Że nie zmuszała go do zrobienia czegoś, po czym targany wyrzutami sumienia, postanowiłby rzucić pracę w Mungu, a potem spalić wszystkie papiery uprawniające go do wykonywania zawodu, który kochał. Albo, że nie spotkał się jeszcze z czymś takim na co i tak musiałby powiedzieć Shafiqowi nie i mierzyć się z konsekwencjami tej odmowy. Chyba po prostu czasem liczył, po cichu i wbrew swojemu własnemu interesowi, na większą karę, niż ta która spotkała go za tę nieostrożność, której dopuścił się dwa lata temu. Tak, by na zawsze pamiętał, czego nie robić i by tamta sytuacja dźgała jego wstyd jeszcze bardziej. Bo czasami w ogóle nie czuć było, że traktował tę sytuacjęna pewien sposób jako karę. Za bardzo przypominała zwykłą pracę jedynie okraszoną niecodziennymi prośbami. Miło jednak ze strony jego dobroczyńcy, że nie traktował go jako podrzędnego lekarza, frajera, który dostarczał mu jedynie potrzebne dokumenty, a naprawdę ufał jego zdolnością na tyle, by Prewett mógł robić dla niego to w czym był dobry.
Idąc białym pomieszczeniem skrzywił się nieznacznie, widząc drzwi, tak boleśnie przypominające mu o tamtej rozmowie, próbując szybko przekierować swoją uwagę na inne myśli. Kto potrzebował pomocy? Czy to był ponownie ten jeden Longbottom? Był tutaj? Czekał w pokoju do którego go prowadzono? To mógł być Longbottom, bo przecież Longbottomowie zawsze...
Skrzat otworzył drzwi i razem weszli do pogrążonej w półmroku sypialni.
To nie był Longbottom – pomyślał, odczuwając jednocześnie dziwną ulgę i pewne rozczarowanie.
Przeniósł wzrok na ponuro siedzącą na łóżku sylwetkę i zmarszczył brwi w pewnym przepływie niepokoju i może mawet troski. Gdyby to był Longbottom przynajmniej byłoby zrozumiałe czemu zrobił sobie krzywdę. To, że to Shafiq był pokiereszowany, sprawiło, że cała sytuacja stała się jeszcze bardziej poważna.
Prewett w milczeniu wysłuchał słów drugiego czarodzieja i skinął głową.
– Rozumiem – powiedział, nie wypytując się na razie o dalsze szczegóły, a zamiast tego po prostu zaczął szykować się do przeprowadzenia akcji ratunkowej, wyciągając ze swojej torby wszystko co było potrzebne. – Proszę zdjąć nakrycie i się położyć. Jest pan w stanie to zrobić? – powiedział, oferując mężczyźnie pomoc w tym zadaniu, gdyby sprawiało mu one zbyt duży ból. – Przepraszam, ale muszę zapalić światło. Co się stało? – Pytanie powinno raczej brzmieć Co z tego co się wydarzyło może mi pan wyjawić? i oboje o tym wiedzieli. Nie oczekiwał pełnej wersji zdarzeń, jeśli Shafiq sobie tego nie życzył. Potrzebował po prostu mniej więcej wiedzieć z czym się dzisiaj mierzył.