17.07.2024, 19:43 ✶
Olivia należała raczej do samodzielnych kobiet - tych, które nienawidziły czuć się słabe i nie dopuszczały do siebie myśli, że ktokolwiek mógłby dostrzec ich wahanie czy chwile, w których potrzebowały pomocy. Co prawda to wszystko była maska, jedna z wielu, którą przywdziewała gdy rozmawiała z nieznajomymi, lecz Charles był właśnie nieznajomym. I w zasadzie to w ogóle nie powinna pozwolić mu odprowadzać się do domu, bo czasy były niepewne, a zdradzanie swojego adresu było głupotą. Z drugiej jednak strony przeganianie chłopaków, którzy wyglądali dość miło i niewinnie, nie leżało po prostu w jej naturze. I chociaż powinna była się nauczyć po ostatnich latach, że nie wolno było ufać każdemu, tak... Po prostu jej instynkt samozachowawczy czasem przestawał działać poprawnie.
- Mogłabym, ale nie wypada - rozłożyła ręce ze śmiechem. Być może gdyby była sama, być może gdyby to była inna sytuacja, to nie tylko skorzystałaby z pomocy, ale również zaproponowała chłopakowi pójście gdzie indziej, by kontynuować rozmowę przy piwie lub czymś mocniejszym. Ale dla niej czasy się zmieniły i to diametralnie. Z reguły nie dbała o konwenanse, lecz nie można było powiedzieć, że nie dbała o uczucia innych. Nie chciałaby wiedzieć, jak zareagowałby Tristan, gdyby się dowiedział, że nie dość, że miała zjawić się na tej randce w ciemno jako jedna z uczestniczek, to jeszcze wyszła z Kotła w towarzystwie mężczyzny, wspierając się na jego ramieniu. - Borgin, Borgin...
Powtórzyła nazwisko, ale nic jej to nie mówiło. Gdzieś dzwoniło, ale nie w tym kościele, w którym powinno. Uznała to za dobry omen - skoro nie widziała nic o Borginie, to znaczyło, że raczej nie był poszukiwany. A to dobrze. Ale z drugiej strony zjawili się Aurorzy i to właśnie jej tutaj bardzo nie pasowało.
- Jeśli ona będzie piła herbatę z lawendą, wy będziecie potrzebować wina. Być może również lawendowego - odpowiedziała pogodnie, uśmiechając się pocieszająco. - Jest dobre, chociaż mało popularne. Nie jestem jednak pewna, czy uspokaja... Chociaż w domyśle powinno, bo lawenda ma takie właściwości. Olivia westchnęła, zwalniając nieco. Widziała, że się martwi i nie dziwiła się. Trochę przypominało to jej własną sytuację sprzed kilku lat, gdy zniknęła. Co prawda Sophie wydawała się raczej przestraszona, niż przebojowa, ale efekt był ten sam: zniknęła.
[b]- Dobrze, nie będę pytać. Ale skoro twój ojciec jest aurorem... To myślę, że nie chciałabym być na miejscu tego całego Borgina - powiedziała łagodnie, zaciągając się papierosem. - Kiedy ja zniknęłam, ojciec sam mnie odnalazł. A nie jest Aurorem. Rodzice mają szósty zmysł, jeśli chodzi o odnajdywanie swoich dzieci, wiesz? I poruszą niebo i ziemię, żeby je odnaleźć.
Nie chciała wdawać się w szczegóły, ale to była prawda: jej ojciec wpadł do meliny, w której została zadekowana, i zrobił taką masakrę, że gdyby nie fakt, że ledwo żyła, kto wie czy uszłoby mu to na sucho. Chyba tylko to, że była umierająca sprawił, że odstąpił od napastników. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł po jej ciele.
- Chcesz się czegoś napić może? Niedaleko jest pub, taki mały i spokojny - powiedziała, bo absolutnie nie miała pomysłu jak sprawić, żeby Charles przestał się zamartwiać. Czy w ogóle dało się cokolwiek zrobić poza wyłączeniem racjonalności?
- Mogłabym, ale nie wypada - rozłożyła ręce ze śmiechem. Być może gdyby była sama, być może gdyby to była inna sytuacja, to nie tylko skorzystałaby z pomocy, ale również zaproponowała chłopakowi pójście gdzie indziej, by kontynuować rozmowę przy piwie lub czymś mocniejszym. Ale dla niej czasy się zmieniły i to diametralnie. Z reguły nie dbała o konwenanse, lecz nie można było powiedzieć, że nie dbała o uczucia innych. Nie chciałaby wiedzieć, jak zareagowałby Tristan, gdyby się dowiedział, że nie dość, że miała zjawić się na tej randce w ciemno jako jedna z uczestniczek, to jeszcze wyszła z Kotła w towarzystwie mężczyzny, wspierając się na jego ramieniu. - Borgin, Borgin...
Powtórzyła nazwisko, ale nic jej to nie mówiło. Gdzieś dzwoniło, ale nie w tym kościele, w którym powinno. Uznała to za dobry omen - skoro nie widziała nic o Borginie, to znaczyło, że raczej nie był poszukiwany. A to dobrze. Ale z drugiej strony zjawili się Aurorzy i to właśnie jej tutaj bardzo nie pasowało.
- Jeśli ona będzie piła herbatę z lawendą, wy będziecie potrzebować wina. Być może również lawendowego - odpowiedziała pogodnie, uśmiechając się pocieszająco. - Jest dobre, chociaż mało popularne. Nie jestem jednak pewna, czy uspokaja... Chociaż w domyśle powinno, bo lawenda ma takie właściwości. Olivia westchnęła, zwalniając nieco. Widziała, że się martwi i nie dziwiła się. Trochę przypominało to jej własną sytuację sprzed kilku lat, gdy zniknęła. Co prawda Sophie wydawała się raczej przestraszona, niż przebojowa, ale efekt był ten sam: zniknęła.
[b]- Dobrze, nie będę pytać. Ale skoro twój ojciec jest aurorem... To myślę, że nie chciałabym być na miejscu tego całego Borgina - powiedziała łagodnie, zaciągając się papierosem. - Kiedy ja zniknęłam, ojciec sam mnie odnalazł. A nie jest Aurorem. Rodzice mają szósty zmysł, jeśli chodzi o odnajdywanie swoich dzieci, wiesz? I poruszą niebo i ziemię, żeby je odnaleźć.
Nie chciała wdawać się w szczegóły, ale to była prawda: jej ojciec wpadł do meliny, w której została zadekowana, i zrobił taką masakrę, że gdyby nie fakt, że ledwo żyła, kto wie czy uszłoby mu to na sucho. Chyba tylko to, że była umierająca sprawił, że odstąpił od napastników. Nieprzyjemny dreszcz przeszedł po jej ciele.
- Chcesz się czegoś napić może? Niedaleko jest pub, taki mały i spokojny - powiedziała, bo absolutnie nie miała pomysłu jak sprawić, żeby Charles przestał się zamartwiać. Czy w ogóle dało się cokolwiek zrobić poza wyłączeniem racjonalności?