17.07.2024, 21:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.07.2024, 19:11 przez Jonathan Selwyn.)
Jakże milej byłoby sobie teraz rozmawiać o dziwnych wyjazdach służbowych, chłostać i odpowiedzieć w jakiś żartobliwy sposób na komentarz Anthony'ego.
Oczywiście nie wyobrażał sobie innego scenariusza, niż taki w którym idzie i sprawdza co tam się właściwie działo niepomny na komentarze Charlotte o cholernych Gryfonach, czy, gdy już otworzyli drzwi, prośby Shafiqa, aby jak najszybciej stąd wyszli.
A pomimo tej odwagi, czuł jak nogi się niemal pod nim ugieły.
To było wielkie różane minstrum. Wielkie cholerne różane monstrum, które śmiała chłostać wszystko co stanęło mu na drodze. Nie, inaczej, które śmiało stanąć jemu na drodze. Wziął głęboki oddech i spróbował zebrać w sobie całą odwagę, aby rzeczywiście nie dać się pociągnąć dłoniom Anthony'ego do tyłu.
– Morphy – powiedział ciszej, niż planował, wciąż jednak starając się zachować pozory lekkości ducha. Morpheus chyba tego wieczoru lekko im się zepsuł i zdecydowanie powinni go ogarnąć, ale może nie tutaj i nie teraz, bo wątpił, czy taka chłosta pomoże przyjacielowi. Zaraz... Przecież on powiedział, aby za nim nie szli! Czemu za nim poszli?! – Może nie planujmy dzisiaj żadnych pogrze–
Chłost.
Ten chwast próbował go uderzyć!
AF na unik
Uskoczył, oczywiście, że uskoczył, był przecież pełny gracji. Szkoda tylko, że o ile był w stanie uniknąć ataku fizycznego, tego psychicznego już nie za bardzo.
Coś w agresji kwiatowej bestii na jego osobę, przywołało wspomnienia, o których strasznie nie chciał myśleć. Skąpana czerwienią róża biła wściekle o szyby. Ten potwór próbował go zaatakować. Ten potwór spróbuje zaatakować jego bliskich. Czuł, jak z nerwów kręci mu się w głowie, a oczy przestały zwracać uwagę na cokolwiek więcej, poza znajdującą się w centrum szklarni roślinką. I jeszcze ten zapach. Ten słodko-zgniły zapach, od którego go mdliło. Jak on nienawidził róż. I niech róże to wiedzą.
– Incendio! – krzyknął próbując trafić w samą głowę potwora ogniem. A niech to wszystko płonie w cholerę!
Kształtowanie
Oczywiście nie wyobrażał sobie innego scenariusza, niż taki w którym idzie i sprawdza co tam się właściwie działo niepomny na komentarze Charlotte o cholernych Gryfonach, czy, gdy już otworzyli drzwi, prośby Shafiqa, aby jak najszybciej stąd wyszli.
A pomimo tej odwagi, czuł jak nogi się niemal pod nim ugieły.
To było wielkie różane minstrum. Wielkie cholerne różane monstrum, które śmiała chłostać wszystko co stanęło mu na drodze. Nie, inaczej, które śmiało stanąć jemu na drodze. Wziął głęboki oddech i spróbował zebrać w sobie całą odwagę, aby rzeczywiście nie dać się pociągnąć dłoniom Anthony'ego do tyłu.
– Morphy – powiedział ciszej, niż planował, wciąż jednak starając się zachować pozory lekkości ducha. Morpheus chyba tego wieczoru lekko im się zepsuł i zdecydowanie powinni go ogarnąć, ale może nie tutaj i nie teraz, bo wątpił, czy taka chłosta pomoże przyjacielowi. Zaraz... Przecież on powiedział, aby za nim nie szli! Czemu za nim poszli?! – Może nie planujmy dzisiaj żadnych pogrze–
Chłost.
Ten chwast próbował go uderzyć!
AF na unik
Rzut O 1d100 - 89
Sukces!
Sukces!
Uskoczył, oczywiście, że uskoczył, był przecież pełny gracji. Szkoda tylko, że o ile był w stanie uniknąć ataku fizycznego, tego psychicznego już nie za bardzo.
Coś w agresji kwiatowej bestii na jego osobę, przywołało wspomnienia, o których strasznie nie chciał myśleć. Skąpana czerwienią róża biła wściekle o szyby. Ten potwór próbował go zaatakować. Ten potwór spróbuje zaatakować jego bliskich. Czuł, jak z nerwów kręci mu się w głowie, a oczy przestały zwracać uwagę na cokolwiek więcej, poza znajdującą się w centrum szklarni roślinką. I jeszcze ten zapach. Ten słodko-zgniły zapach, od którego go mdliło. Jak on nienawidził róż. I niech róże to wiedzą.
– Incendio! – krzyknął próbując trafić w samą głowę potwora ogniem. A niech to wszystko płonie w cholerę!
Kształtowanie
Rzut N 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!