17.07.2024, 22:02 ✶
Powód do rozczarowań w moim przypadku był zgoła inny. I tak w moich oczach Laurent zdecydowanie zyskał, w porównaniu z tym, co o nim myślałem po pierwszym spotkaniu. Ba!, wtedy byłem wręcz na niego wściekły, nie potrafiąc mu udowodnić winy i jednocześnie nie mogąc go ukarać z powodu jego statusu. Ta niechęć we mnie rosła i rosła, może rosła by dalej, gdyby większe problemy nie pojawiły się na mojej drodze... Ostatecznie po spotkaniu z Prewettem pozostała mi niechęć do wody i brak zaufania do istot w nich żyjących, ale...
Rozczarowania.
Rozczarowaniem byłem dla siebie sam, kiedy przypatrywałem się sobie i własnym odczuciem. Pragnąłem kontrolować bestię w sobie, ale znowu traciłem ją z ryz. Wymykała mi się. Myśli stawały się rozbiegane, usilnie wracające do jednego. Byłem rozczarowany, bo sądziłem, że mogę siebie kontrolować, że dam radę, że jestem ponad to, a zamiast tego czułem to cholerne mrowienie w ustach.
I doprawdy... Żałosne. Ja mu mówiłem, że mam problem, a on mi mówił, że Duma to samiec. Chociaż, tak z perspektywy ubiegającego czasu, to była cenna informacja. Samce z reguły były silniejsze, miały bardziej rozbudowane mięśnie. Pojedynek miał być bardziej wymagający. Może jednak powinienem ruszyć się po kuszę...? ...tylko czemu o tym myślałem? Przecież nie chciałem strzelać temu zwierzęciu w oko. Czy może jednak? Sporo znaczyło dla Laurenta. Tak jak dla mnie sporo by znaczyła przyjaźń z Laurentem.
W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem... Zapodziani po głowy, przez długie godziny... Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem... Nie, może to jednak nie był dobry repertuar, chociaż skupianie się na malinowej herbacie, a nie palcach oblanych w malinowym soku, nieco pomagało. Istne wariactwo. Wariowałem jak nic. Ciekawe, czy Victoria byłaby gotowa wynaleźć specyfik na wampirze szaleństwo???
- Mogłem się domyślić, że pismak poprzekręcał słowa... - skomentowałem to tak, nazbyt prędko, może nieco nerwowo. Ponownie napiłem się herbaty. Pachniała malinami, ale czułem jedynie jej gorąco. Wrzątek. Piłem niedawno. Nie mogłem pić tak często. Nie powinienem o tym myśleć. Maliny, tak, maliny.
- I tak ma być! Niech prawnik nie zostawi na nim suchej nitki! - W moim głosie słychać było gratulacje, może nieco za bardzo przesadne. - Ale obstawiam, że artykuł to nie jedyna rzecz, która cię dręczy...? Przy waszym sztabie prawników, to wręcz formalność - zauważyłem z uznaniem, bo jednak kasa w życiu się przydawała. Sam świetnie sobie zdawałem sprawę z tego jak potrafiła ułatwiać życie. Zapewne Ojciec by mnie jednak ubił, gdyby wiedział, ile wydałem na te swoje podróże... Ale to wszystko w ramach zdobywania doświadczenia, no nie? Podróże. Właśnie, na podróżach się skupić. Nie tylko na tych do Ameryki, ale też Meksyku, Włoch czy Południowej Afryki. Chociażby Maroko... Tak, w Maroko było genialnie.
Chciałem również skłonić Laurenta do większego otworzenia się. Nie miałem już życia, więc gdzie to mogłem powtórzyć...? Chciałem tylko... mu pomóc? Ulżyć? Żeby nie był może z tym sam...? Hah! Pewnie miał od groma przyjaciół, towarzystwo potężniejsze od mojej dawnej ekipy, innego kochanka na każdy dzień tygodnia, a ja tu rozwijałem drobne marzenia o... posiadaniu przyjaciela? To z kolei było bardzo smutne. To było potworne i smutne.
Obejrzałem się w bok, jakbym spodziewał się tam ujrzeć Dumę. Czy ten dom nie był za ciasny dla dwóch łowców?
Rozczarowania.
Rozczarowaniem byłem dla siebie sam, kiedy przypatrywałem się sobie i własnym odczuciem. Pragnąłem kontrolować bestię w sobie, ale znowu traciłem ją z ryz. Wymykała mi się. Myśli stawały się rozbiegane, usilnie wracające do jednego. Byłem rozczarowany, bo sądziłem, że mogę siebie kontrolować, że dam radę, że jestem ponad to, a zamiast tego czułem to cholerne mrowienie w ustach.
I doprawdy... Żałosne. Ja mu mówiłem, że mam problem, a on mi mówił, że Duma to samiec. Chociaż, tak z perspektywy ubiegającego czasu, to była cenna informacja. Samce z reguły były silniejsze, miały bardziej rozbudowane mięśnie. Pojedynek miał być bardziej wymagający. Może jednak powinienem ruszyć się po kuszę...? ...tylko czemu o tym myślałem? Przecież nie chciałem strzelać temu zwierzęciu w oko. Czy może jednak? Sporo znaczyło dla Laurenta. Tak jak dla mnie sporo by znaczyła przyjaźń z Laurentem.
W malinowym chruśniaku, przed ciekawych wzrokiem... Zapodziani po głowy, przez długie godziny... Zrywaliśmy przybyłe tej nocy maliny. Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem... Nie, może to jednak nie był dobry repertuar, chociaż skupianie się na malinowej herbacie, a nie palcach oblanych w malinowym soku, nieco pomagało. Istne wariactwo. Wariowałem jak nic. Ciekawe, czy Victoria byłaby gotowa wynaleźć specyfik na wampirze szaleństwo???
- Mogłem się domyślić, że pismak poprzekręcał słowa... - skomentowałem to tak, nazbyt prędko, może nieco nerwowo. Ponownie napiłem się herbaty. Pachniała malinami, ale czułem jedynie jej gorąco. Wrzątek. Piłem niedawno. Nie mogłem pić tak często. Nie powinienem o tym myśleć. Maliny, tak, maliny.
- I tak ma być! Niech prawnik nie zostawi na nim suchej nitki! - W moim głosie słychać było gratulacje, może nieco za bardzo przesadne. - Ale obstawiam, że artykuł to nie jedyna rzecz, która cię dręczy...? Przy waszym sztabie prawników, to wręcz formalność - zauważyłem z uznaniem, bo jednak kasa w życiu się przydawała. Sam świetnie sobie zdawałem sprawę z tego jak potrafiła ułatwiać życie. Zapewne Ojciec by mnie jednak ubił, gdyby wiedział, ile wydałem na te swoje podróże... Ale to wszystko w ramach zdobywania doświadczenia, no nie? Podróże. Właśnie, na podróżach się skupić. Nie tylko na tych do Ameryki, ale też Meksyku, Włoch czy Południowej Afryki. Chociażby Maroko... Tak, w Maroko było genialnie.
Chciałem również skłonić Laurenta do większego otworzenia się. Nie miałem już życia, więc gdzie to mogłem powtórzyć...? Chciałem tylko... mu pomóc? Ulżyć? Żeby nie był może z tym sam...? Hah! Pewnie miał od groma przyjaciół, towarzystwo potężniejsze od mojej dawnej ekipy, innego kochanka na każdy dzień tygodnia, a ja tu rozwijałem drobne marzenia o... posiadaniu przyjaciela? To z kolei było bardzo smutne. To było potworne i smutne.
Obejrzałem się w bok, jakbym spodziewał się tam ujrzeć Dumę. Czy ten dom nie był za ciasny dla dwóch łowców?