17.07.2024, 22:33 ✶
Przytaknął. Jeżeli jej dożyje. Odważnie byłoby zakładać, że obaj dożyją emerytury, chociaż wielu nazwałoby to po prostu głupotą. Nie przy ich trybie życia i nie przy zobowiązaniach, które obaj mieli. Czy jednak Nicholas mógł być w pełni przekonany o tym, że nie istniało dla niego szczęśliwe zakończenie? Wszak każdy jakieś miał - zakończenie, rzecz jasna. Dla każdego jednocześnie czym innym było szczęście. Nie każdy widział się wśród polnych kwiatów, przy domku nad jeziorem, w otoczeniu własnych dzieci. Dla innych odbiciem szczęścia była władza, góra czaszek którą miażdżyło się butami, z wyciągniętą ku górze dłonią, dzierżącą różdżkę, z której strzelały iskry, tworzące jedno z najpotężniejszych zaklęć.
- Sądzisz, że zwróciłbyś na siebie uwagę? Dopóki nie poszedłbyś tańczyć ze szlamą, myślę że nikt nie podniósłby nawet brwi - mruknął, przeczesując palcami włosy. Na samo wyobrażenie tego, że jakakolwiek zbrukana krew mogłaby postanowić dotknąć Nicholasa, robiło mu się niedobrze, a krew zaczynała szybciej płynąć. To była obrzydliwa wizja, której nie chciał dopuścić do swojego umysłu, chociaż sam wyciągnął ten temat. - Chociaż na weselu Blacków nie powinno to być problemem.
Cień złośliwości wymalował się na jego ustach. Ach, Blackowie... Musieliby upaść na głowę, żeby zaprosić kogokolwiek nieczystego na swoje wesele. [/i]Ironia, prawda?[/i]
W przeciwieństwie do Nicholasa, Rodolphus nie unikał spotkań towarzyskich aż tak bardzo. Nie unikał publikowania badań. Ba, pchał je do przodu, grzebał, drążył i wywlekał je na światło dzienne. Był jeszcze młodszy, gdy zdecydował się dołączyć do Lorda Voldemorta. Być może kiedyś uda mu się stanąć u jego boku, nie zaś z tyłu, jak pozostali. To była jednak wizja, którą hamował z kilku względów. Po pierwsze: Louvain. Po drugie: Robert.
- Nie namawiam jednak. A zazdroszczę - powiedział w końcu, wbijając w niego spojrzenie. Wydawać by się mogło, że Lestrange ma wszystko - nazwisko, pieniądze, pozycję, kontakty. Mógł mieć więcej, ale nie chciał. Lecz kilku rzeczy nie mógł mieć i nie był w stanie po nie sięgnąć. Jedną z nich była właśnie odmowa. W tej kwestii postanowił być szczery, bo ich tryb życia był bardzo podobny, podobnież jak pragnienie bycia wykluczonym. Z tym, że w jego przypadku nie dało się być wykluczonym bez odcięcia od pieniędzy. Czy chociażby koneksji.
- Sądzisz, że zwróciłbyś na siebie uwagę? Dopóki nie poszedłbyś tańczyć ze szlamą, myślę że nikt nie podniósłby nawet brwi - mruknął, przeczesując palcami włosy. Na samo wyobrażenie tego, że jakakolwiek zbrukana krew mogłaby postanowić dotknąć Nicholasa, robiło mu się niedobrze, a krew zaczynała szybciej płynąć. To była obrzydliwa wizja, której nie chciał dopuścić do swojego umysłu, chociaż sam wyciągnął ten temat. - Chociaż na weselu Blacków nie powinno to być problemem.
Cień złośliwości wymalował się na jego ustach. Ach, Blackowie... Musieliby upaść na głowę, żeby zaprosić kogokolwiek nieczystego na swoje wesele. [/i]Ironia, prawda?[/i]
W przeciwieństwie do Nicholasa, Rodolphus nie unikał spotkań towarzyskich aż tak bardzo. Nie unikał publikowania badań. Ba, pchał je do przodu, grzebał, drążył i wywlekał je na światło dzienne. Był jeszcze młodszy, gdy zdecydował się dołączyć do Lorda Voldemorta. Być może kiedyś uda mu się stanąć u jego boku, nie zaś z tyłu, jak pozostali. To była jednak wizja, którą hamował z kilku względów. Po pierwsze: Louvain. Po drugie: Robert.
- Nie namawiam jednak. A zazdroszczę - powiedział w końcu, wbijając w niego spojrzenie. Wydawać by się mogło, że Lestrange ma wszystko - nazwisko, pieniądze, pozycję, kontakty. Mógł mieć więcej, ale nie chciał. Lecz kilku rzeczy nie mógł mieć i nie był w stanie po nie sięgnąć. Jedną z nich była właśnie odmowa. W tej kwestii postanowił być szczery, bo ich tryb życia był bardzo podobny, podobnież jak pragnienie bycia wykluczonym. Z tym, że w jego przypadku nie dało się być wykluczonym bez odcięcia od pieniędzy. Czy chociażby koneksji.