Przewróciła oczyma. Jak mogła zapomnieć, że preferował zwracanie się pełnym, ewentualnie drugim imieniem? Tak po prawdzie, choć czasem zdarzało się jej do tego stosować, to uważała ten problem za jeden z tych bzdurnych. Możliwe, że łatwo było jej tak na to patrzeć, kiedy to nie ją nazywali, choćby... no nie wiem, Andrzej. Gdyby role się odwróciły, prawdopodobnie nie byłaby zadowolona.
Było jednak jak było, a odrobina hipokryzji jeszcze nikogo nie zabiła.
Uniosła ku górze prawą brew, kiedy zdecydował się zamknąć drzwi z głośnym trzaskiem. Aż chciało się zapytać, co mu ten nieszczęsny kawałek wzmocnionego magią drewna zrobił? W dupę go ugryzł? W sumie to nie zauważyła, żeby drzwi do Zaczarowanych Różności posiadały zęby, ale może ten drobny szczegół tak po prostu przeoczyła? Nie zapytała o to na głos, ograniczając się do czynienia tych wszystkich przemyśleń, rozważań jedynie w swojej własnej głowie.
- Wystarczy, że zaczniesz zachowywać się jak normalny człowiek. - odpowiedziała, kiedy zapytał o teleportacje. Choć pewnie mogła sobie to darować. I poczekać na ten moment, kiedy wreszcie Regina sam wszystko wytłumaczy. Wyjaśni, co konkretnie go tutaj sprowadziło. Bo na pewno nie była to wizyta, która miała miejsce bez jakiegoś mniej bądź bardziej istotnego powodu. To było widać.
- Jak dla mnie możesz wejść nawet kominem. Aczkolwiek ostrzegam, że nie wiem kiedy ostatnim razem był on czyszczony. - wzruszyła ramionami. Lekka złośliwość? Cóż. Każdy dostawał to, na co sobie zapracował. A Regina od samego początku pracował właśnie na takie złośliwości. I na nic innego.
Wszystko wyjaśniło się, kiedy wreszcie podszedł bliżej i zadał konkretne pytanie. Albo może raczej - rzucił pod jej adresem konkretnym oskarżeniem? Bo i bardziej wyglądało to jednak na jakieś takie oskarżenie. Na odgórne założenie, że coś zrobiła nie tak jak powinna. Swoją drogą, to nawet nie do końca rozumiała, o co mu w związku z tym całym zdarzeniem chodziło. Jaki właściwie miał tutaj problem.
Na początku po prostu milczała, przyglądając mu się w taki sposób, jakby upewniała się czy właśnie nie dostał jakiegoś ataku, porażenia, albo może nie doszło do zamiany głowy z dupą. No niestety. Głowę nadal starał się mieć na właściwym miejscu. Niekoniecznie jednak wraz z nią na tym właściwym miejscu musiał znajdywać się mózg. Tylko czy było to po prawdzie czymś nowym? Stanowiło jakąś niespodziankę?
- Wyobraź sobie, że tak po prostu byłam na przyjęciu u swoich dziadków. Nie jest to coś, czym powinieneś się interesować. - odpowiedziała, zakładając ręce na wysokości klatki piersiowej. Wyraźnie niezadowolona. Gotowa się z nim sprzeczać, jeśli tylko nadal zachowywać będzie się jak ten skończony buc. Albo rozhisteryzowana księżniczka. Szkoda, że powodu tej histerii tak trochę... nie rozumiała. - Masz jakiś problem? - zapytał, aczkolwiek wydźwięk tego był jednak nieco inny. Nie tyle pytała o ten problem, co tak naprawdę sugerowała, że jeśli takowy posiada, to powinien sam go rozwiązać. Najlepiej możliwie daleko od niej i Zaczarowanych Różności.