18.07.2024, 00:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.07.2024, 00:26 przez Anthony Shafiq.)
Patrzył przez moment rozciągnięty wiecznością w jego ciemne oczy, przeszywające jego dusze, jak dwie strzały wypuszczone z łuku dedykowanego mu Jeźdźcy. Zaraza, zwycięzca, zbierający obfite plony, bez względu na to jak byś się przed nim chronił, jak daleko byś uciekał... Czuł ciepło dłoni na własnych policzkach, czuł zapach chłodnego błękitu wypływający ze słodkich warg. Słyszał każdy szelest, każde mlaśnięcie języka o podniebienie, każde, w zwolnieniu doświadczenia uderzenie wewnątrz własnej klatki piersiowej.
Rok temu, pomyślałby, że śni. Rok temu oddałby wiele, by móc być tak blisko, by czuć to wszystko, co czuł teraz. Rok temu, z niedowierzaniem, z onieśmielonym wahaniem, sięgnąłby po tę szansę. Możliwość usprawiedliwioną nadmiarem alkoholu, porywem chwili. Rok.
Nim jeszcze Jonathan zabrał dłonie, jego usta otworzyły się, by z melodią języka jednego z największych angielskich przeciwników dokończyć:
– Jest sztuka, która wedle potrzeby przemienia, rozluźnia, ścieśnia węzły naszego sumienia i która umie zmniejszyć złych czynów rozmiary, jeżeli czyste dla nich wynajdzie zamiary. – roześmiał się serdecznie, odsuwając twarz i odwracając się ku niebieskiej kurtynie. – A więc mamy zwycięzcę dzisiejszego spotkania! Świętoszek, no kto by przypuszczał, że doczekam tej chwili tu na deskach tego plugawego teatru. Moje uszy nawet nie krwawią aż tak od Twego akcentu drogi przyjacielu. Popracujemy nad tym, Francuzi nie kochają nic bardziej nad Anglików, którzy do perfekcji opanowali ich mowę.
Dźwignął się z podłogi, czując drżenie kolan. Nie było to proste... Zapanować nad głupim ciałem, przez które przechodziły impulsy myśli i pragnień. Odetchnął głęboko przymykając powieki. Nie było to aż tak trudne, we wspomnieniu czekającego na niego domowego ciepła jego współlokatora, który ufnie wypuścił go ze swoich objęć. Anthony potrafił kłamać w wielu sprawach, wiedział, że tym utoruje sobie drogę na polu zawodowym. W głębi duszy jednak był romantykiem i mimo wszystkich pamfletów i listów spisanych dłońmi wielkich uwodzicieli świata, zakładał, że kłamstwo i zdrada mogą człowieka nader skutecznie pozbawić szansy na przeżycie czegoś prawdziwie doskonałego. Kochać i być kochanym, czegoż więcej chcieć od życia? Lecz prędzej by skonał, niż do takiej słabości przyznał się komukolwiek, łącznie z Morpheusem, któremu powiedział o tym raz, a potem musiał znosić jego śmiech w szkolnych jeszcze korytarzach za każdym razem, gdy ten sobie o tym przypomniał.
Uśmiechnął się więc zadziornie, dając się porwać chwili, choć nie do końca w wymiarze, jaki śniłby się niemym obserwatorom spragnionym wsiąkającej w deski sceny krwi.
–Na zgłębienie tajemnic tych nadejdzie kolej, niech mi się tylko pan prowadzić pozwoli! Chciej spełnić me pragnienia, a ja w tej potrzebie odpowiadam za wszystko, grzech biorę na siebie! – Jakże słodko adekwatnie! Anthony wyciągnął do Jonathana dłoń, by pomóc mu dźwignąć się z przytłaczającej rzeczywistości. Decyzja zapadła, a ten wyjątkowy, skąpany w lśniącym lazurze wieczór, skutecznie nadał kierunek ich znajomości na kolejne lata.
Rok temu, pomyślałby, że śni. Rok temu oddałby wiele, by móc być tak blisko, by czuć to wszystko, co czuł teraz. Rok temu, z niedowierzaniem, z onieśmielonym wahaniem, sięgnąłby po tę szansę. Możliwość usprawiedliwioną nadmiarem alkoholu, porywem chwili. Rok.
Nim jeszcze Jonathan zabrał dłonie, jego usta otworzyły się, by z melodią języka jednego z największych angielskich przeciwników dokończyć:
– Jest sztuka, która wedle potrzeby przemienia, rozluźnia, ścieśnia węzły naszego sumienia i która umie zmniejszyć złych czynów rozmiary, jeżeli czyste dla nich wynajdzie zamiary. – roześmiał się serdecznie, odsuwając twarz i odwracając się ku niebieskiej kurtynie. – A więc mamy zwycięzcę dzisiejszego spotkania! Świętoszek, no kto by przypuszczał, że doczekam tej chwili tu na deskach tego plugawego teatru. Moje uszy nawet nie krwawią aż tak od Twego akcentu drogi przyjacielu. Popracujemy nad tym, Francuzi nie kochają nic bardziej nad Anglików, którzy do perfekcji opanowali ich mowę.
Dźwignął się z podłogi, czując drżenie kolan. Nie było to proste... Zapanować nad głupim ciałem, przez które przechodziły impulsy myśli i pragnień. Odetchnął głęboko przymykając powieki. Nie było to aż tak trudne, we wspomnieniu czekającego na niego domowego ciepła jego współlokatora, który ufnie wypuścił go ze swoich objęć. Anthony potrafił kłamać w wielu sprawach, wiedział, że tym utoruje sobie drogę na polu zawodowym. W głębi duszy jednak był romantykiem i mimo wszystkich pamfletów i listów spisanych dłońmi wielkich uwodzicieli świata, zakładał, że kłamstwo i zdrada mogą człowieka nader skutecznie pozbawić szansy na przeżycie czegoś prawdziwie doskonałego. Kochać i być kochanym, czegoż więcej chcieć od życia? Lecz prędzej by skonał, niż do takiej słabości przyznał się komukolwiek, łącznie z Morpheusem, któremu powiedział o tym raz, a potem musiał znosić jego śmiech w szkolnych jeszcze korytarzach za każdym razem, gdy ten sobie o tym przypomniał.
Uśmiechnął się więc zadziornie, dając się porwać chwili, choć nie do końca w wymiarze, jaki śniłby się niemym obserwatorom spragnionym wsiąkającej w deski sceny krwi.
–Na zgłębienie tajemnic tych nadejdzie kolej, niech mi się tylko pan prowadzić pozwoli! Chciej spełnić me pragnienia, a ja w tej potrzebie odpowiadam za wszystko, grzech biorę na siebie! – Jakże słodko adekwatnie! Anthony wyciągnął do Jonathana dłoń, by pomóc mu dźwignąć się z przytłaczającej rzeczywistości. Decyzja zapadła, a ten wyjątkowy, skąpany w lśniącym lazurze wieczór, skutecznie nadał kierunek ich znajomości na kolejne lata.
Koniec sesji