18.07.2024, 12:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.11.2024, 14:46 przez Anthony Shafiq.)
Czy Basilius poczułby się lepiej, gdyby wiedział, że mimo wszystko któryś z Longbottomów był rzeczywiście zamieszany w tę sprawę? Erik obecnie dopełniał formalności w zupełnie innym miejscu, obiecując swój powrót, choć ciężko było ocenić czas, który funkcjonariusz Brygady Uderzeniowej potrzebował. Anthony nie wykluczał, że w gniewie, gnany instynktem łowcy, ambicją i urażoną dumą, ruszy w pościg choćby dziś, sunąc po nitce magii, czy zeznań do ustalenia tożsamości dwójki oprawców. Znali przestrzenie teatru, z pewnością byli z nim jakkolwiek powiązani. Ale to nie była jego praca, on był... ofiarą. Miał dać się zbadać, przyjąć coś na wzmocnienie, podpisać dokumenty i odpoczywać. I tęsknić. I w otumanieniu stresem nie myśleć jak inaczej miał wyglądać ten wieczór.
Może nie powinien nigdy proponować takiego wyjścia?
Czy była to zła wróżba na ich przyszłość?
Czy mieli jakąkolwiek przyszłość?
Teraz, gdy Basilius do niego podszedł, gdy ból fizyczny powinien odsunąć kotłowaninę myśli, ona tym łatwiej panoszyła się w obolałej głowie.
– Byłem w teatrze, gdy ktoś poprosił mnie o pomoc w przedstawieniu. Gdy w garderobie zmieniałem strój, dostrzegłem smugę na lustrze, a potem zapanowała cisza i mm... – żołądek podszedł mu do gardła. Nienawidził tracić kontroli. Nienawidził nie pamiętać. Nie mieć słów, by opisać, punkt po punkcie, krok po kroku... – ...potem nie pamiętam co się wydarzyło, aż obudziłem się przywiązany do krzesła...– Odruchowo otarł nadgarstki, na których wciąż pozostawały czerwone, nieregularne ślady. Amatorzy. – ...i bardzo bolała mnie głowa. I szczęka. Tak, chyba ktoś mnie uderzył w twarz. – Oba rozcięcia potwierdzały tę wersję wydarzeń. Anthony skrzywiony podciągnął nogi by znów położyć się na łóżku i rozsunąć poły yukaty odsłaniając klatkę piersiową i brzuch. Ten drugi zakwitł już sino-fioletowymi wybroczynami. Mężczyzna nie patrzył na lekarza, woląc utkwić spojrzenie w suficie. Był napięty, czekając na dotyk, zakładał, że trzeba będzie jakoś sprawdzić czy nic nie zostało trwale uszkodzone. Oddychał płytko, był blady i widocznie nerwowy.
– Tam był bardzo duży młotek, ale to chyba była mm... dekoracja? Finalnie okazało się, że cały czas byłem w teatrze, tylko w innej jego części. – Podczas prysznicu, kiedy próbował zmyć z siebie krew i brud, smród podziemnego jeziora i strachu, którym przesiąkł, delikatnie dotykał żeber i zdawało mu się, że są całe. Młotek nie był prawdziwy, ale nienawykły do przemocy człowiek miał zdecydowanie niski próg wejścia w tego typu niezwykłych sytuacjach. Oblizał spierzchnięte wargi, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale poddał ten pomysł, woląc poczekać na to, co miał do powiedzenia Prewett.
Może nie powinien nigdy proponować takiego wyjścia?
Czy była to zła wróżba na ich przyszłość?
Czy mieli jakąkolwiek przyszłość?
Teraz, gdy Basilius do niego podszedł, gdy ból fizyczny powinien odsunąć kotłowaninę myśli, ona tym łatwiej panoszyła się w obolałej głowie.
– Byłem w teatrze, gdy ktoś poprosił mnie o pomoc w przedstawieniu. Gdy w garderobie zmieniałem strój, dostrzegłem smugę na lustrze, a potem zapanowała cisza i mm... – żołądek podszedł mu do gardła. Nienawidził tracić kontroli. Nienawidził nie pamiętać. Nie mieć słów, by opisać, punkt po punkcie, krok po kroku... – ...potem nie pamiętam co się wydarzyło, aż obudziłem się przywiązany do krzesła...– Odruchowo otarł nadgarstki, na których wciąż pozostawały czerwone, nieregularne ślady. Amatorzy. – ...i bardzo bolała mnie głowa. I szczęka. Tak, chyba ktoś mnie uderzył w twarz. – Oba rozcięcia potwierdzały tę wersję wydarzeń. Anthony skrzywiony podciągnął nogi by znów położyć się na łóżku i rozsunąć poły yukaty odsłaniając klatkę piersiową i brzuch. Ten drugi zakwitł już sino-fioletowymi wybroczynami. Mężczyzna nie patrzył na lekarza, woląc utkwić spojrzenie w suficie. Był napięty, czekając na dotyk, zakładał, że trzeba będzie jakoś sprawdzić czy nic nie zostało trwale uszkodzone. Oddychał płytko, był blady i widocznie nerwowy.
– Tam był bardzo duży młotek, ale to chyba była mm... dekoracja? Finalnie okazało się, że cały czas byłem w teatrze, tylko w innej jego części. – Podczas prysznicu, kiedy próbował zmyć z siebie krew i brud, smród podziemnego jeziora i strachu, którym przesiąkł, delikatnie dotykał żeber i zdawało mu się, że są całe. Młotek nie był prawdziwy, ale nienawykły do przemocy człowiek miał zdecydowanie niski próg wejścia w tego typu niezwykłych sytuacjach. Oblizał spierzchnięte wargi, jakby chciał coś jeszcze powiedzieć, ale poddał ten pomysł, woląc poczekać na to, co miał do powiedzenia Prewett.