adnotacja moderatora
Rozliczono - Anthony Shafiq - osiągnięcie Badacz tajemnic I
—26/08/1972—
Anglia
Urlett Reykjavík & Anthony Shafiq
![[Obrazek: UwnuKok.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=UwnuKok.png)
W PAJĘCZYNIE WIELKIEGO MROZU
WYSYSA GWIAZDY CZARNA WDOWA.
ODNÓŻA MA DŁUGIE, STYCZNIOWE
I JEST NIESKOŃCZENIE SZALONA.
![[Obrazek: UwnuKok.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=UwnuKok.png)
W PAJĘCZYNIE WIELKIEGO MROZU
WYSYSA GWIAZDY CZARNA WDOWA.
ODNÓŻA MA DŁUGIE, STYCZNIOWE
I JEST NIESKOŃCZENIE SZALONA.
Po partii w pokera musiał się przewietrzyć. Może to była kwestia starości, tak z pewnością to wiek sprawiał, że tak łatwo tracił panowanie nad sobą. Oczywiście, nie był osobą porywczą, daleko było mu do eksponowania swojego wewnętrznego świata szerszej publiczności. Maska, którą przyjmował w tego typu okolicznościach, wrosła mu już głęboko w skórę pozbawioną potterową magią piegów, pozbawioną lupinową magią niedawnych siniaków i ran. A jednak, Morpheus wodził go za nos cały wieczór, doskonale się przy tym bawiąc, gdy tymczasem Anthony był coraz bliższy wybuchu i opuszczenia przyjęcia w trybie zastraszająco natychmiastowym. Jeszcze parę lat temu potrafiłby to ciągnąc do białego rana, licytując się z przyjacielem, który z nich ma większy dystans do siebie i otaczającej ich doczesności. Kilka lat temu jednak nie umierał z zazdrości, która teraz gorzała w nim podpalając trzewia, mamiąc zmysły, spowalniając reakcję.
Wyszedł na balkon i zapalił papierosa, pogrążając się w zadumie nad tym, jak miałyby wyglądać kolejne tego typu przyjęcia, jak zmienić dotychczasową agendę, ulepszyć ją, jakie linie dialogowe utkać zawczasu, na wypadki takie jak dziś. Na zdania, które wypalały mu mózg i zaciskały szczękę.
– Och, panna... panna Urlette, czyż nie? – rozmyślania przerwało pojawienie się kobiety, którą poznał chwilę temu, a która najwidoczniej również potrzebowała zaczerpnąć świeżego powietrza. – Papierosa? – wyciągnął ku niej złocistą papierośnicę zdobną w wizerunek trójgłowego smoka, ten sam, którym pieczętował swoje listy. Jeśli się zdecydowała, różdżką podpalił wolny koniec, samemu znów zaciągając się głęboko tytoniem. – Na jaką rozrywkę zdecydowała się pani dzisiejszego wieczoru? Ruletka? Do koła fortuny zamierzam podejść za chwilę – przyznał, wypuszczając dym powoli, jakby nie była to rozrywka, a konieczna do utrzymania pionu inhalacja. Sygnety na jego palcach lśniły, podobnie jak oczy lekko zwilżone, nienawykłe do dymu.
Wyszedł na balkon i zapalił papierosa, pogrążając się w zadumie nad tym, jak miałyby wyglądać kolejne tego typu przyjęcia, jak zmienić dotychczasową agendę, ulepszyć ją, jakie linie dialogowe utkać zawczasu, na wypadki takie jak dziś. Na zdania, które wypalały mu mózg i zaciskały szczękę.
– Och, panna... panna Urlette, czyż nie? – rozmyślania przerwało pojawienie się kobiety, którą poznał chwilę temu, a która najwidoczniej również potrzebowała zaczerpnąć świeżego powietrza. – Papierosa? – wyciągnął ku niej złocistą papierośnicę zdobną w wizerunek trójgłowego smoka, ten sam, którym pieczętował swoje listy. Jeśli się zdecydowała, różdżką podpalił wolny koniec, samemu znów zaciągając się głęboko tytoniem. – Na jaką rozrywkę zdecydowała się pani dzisiejszego wieczoru? Ruletka? Do koła fortuny zamierzam podejść za chwilę – przyznał, wypuszczając dym powoli, jakby nie była to rozrywka, a konieczna do utrzymania pionu inhalacja. Sygnety na jego palcach lśniły, podobnie jak oczy lekko zwilżone, nienawykłe do dymu.