18.07.2024, 13:39 ✶
– Cóż, pochodzenie czarodzieja nie może przesądzać o tym, czy będzie wolny, czy nie… a na pewno nie o tym, czy będzie żył. Pisanie na ten temat wydaje się na swój sposób potrzebne – powiedziała Brenna, bo nie, nie miała zamiaru kazać mu siedzieć cicho. Ani po prostu żyć. Rozumiała tych, którzy właśnie na to się decydowali, ale gdyby wszyscy to zrobili, już teraz mogliby oddać władzę Voldemortowi. Pieniądze i starania przodków dawały jej wiele przywilejów. Godziła się z tym, bo rodzice zawsze pracowali na swoje dzieci, ale krew płynąca w żyłach, pochodzenie, konkretne nazwisko, nie powinny same w sobie przesądzać, czy ktoś jest lepszy czy gorszy. Mugolska krew nie powinna zamykać szans. – Chciałabym, żeby to tak wyglądało, ale to utopia, do osiągnięcia z czasem. W tej chwili, przyznaję, wolę, żeby jeśli ktoś nie potrafi się bronić, a ma troje dzieci nie ogłaszał głośno swoich poglądów – westchnęła. Ile było w tym hipokryzji? – Nie powiem ci, żebyś nie pisał. Powiem… działaj powoli. Wiem, że to mało Gryfońskie i w ogóle, ale to coś, w czym trzeba przemyśleć każdy temat i zastanowić, jak pokazać społeczeństwu, że wojna dotyczy każdego i że każdy na miarę swoich sił powinien robić to, co może, na miarę swoich możliwości, aby przeciwdziałać śmierciożercom. To nie musi być wyrażanie swojego zdania. To może być datek na odpowiednie miejsce, zaklęcie ochronne rzucone na dom sąsiada mugola albo anonimowe doniesienie, jeśli zauważy, że ktoś może nosić mroczny znak. Takie jest moje zdanie. I bądź ostrożny, proszę – stwierdziła cicho, a potem przyklękła, ostrożnie zrywając jeden z mleczy, spoglądając na jego puchatą główkę.
– Nie wiem właściwie, chyba w ogóle lubię kwiaty – stwierdziła. Gdy sama miała po jakieś sięgnąć, zwykle odruchowo łapała raczej koniczynę niż róże, i stokrotki albo tulipany niż orchidee, ale nie znaczyło to, że nie lubiła innych: ot brała te bardziej do niej pasujące. Nawet mlecze, z których rodziły się dmuchawce, pasowały do niej dużo bardziej niż inne kwiaty. – Słyszałeś, że mugole wierzą, że zdmuchnięcie dmuchawca pomaga spełniać życzenia? – spytała, a potem dmuchnęła, puszczając na wiatr drobne, białe nasiona.
Nie wierzyła w to tak naprawdę.
Że dmuchawiec może spełnić życzenie, nawet drobne, nie mówiąc już o tym, jakie nosiła w duszy, i które teraz przeszło jej przez myśl: by faktycznie nie musieli się bać.
Podniosła się powoli i machnęła różdżką, kolejne zaklęcie, tym razem wzmagając wiatr, porywając nasiona z reszty dmuchawców, porywając je i rozsiewając daleko, daleko stąd.
– Nie wiem właściwie, chyba w ogóle lubię kwiaty – stwierdziła. Gdy sama miała po jakieś sięgnąć, zwykle odruchowo łapała raczej koniczynę niż róże, i stokrotki albo tulipany niż orchidee, ale nie znaczyło to, że nie lubiła innych: ot brała te bardziej do niej pasujące. Nawet mlecze, z których rodziły się dmuchawce, pasowały do niej dużo bardziej niż inne kwiaty. – Słyszałeś, że mugole wierzą, że zdmuchnięcie dmuchawca pomaga spełniać życzenia? – spytała, a potem dmuchnęła, puszczając na wiatr drobne, białe nasiona.
Nie wierzyła w to tak naprawdę.
Że dmuchawiec może spełnić życzenie, nawet drobne, nie mówiąc już o tym, jakie nosiła w duszy, i które teraz przeszło jej przez myśl: by faktycznie nie musieli się bać.
Podniosła się powoli i machnęła różdżką, kolejne zaklęcie, tym razem wzmagając wiatr, porywając nasiona z reszty dmuchawców, porywając je i rozsiewając daleko, daleko stąd.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.