Lekko uniósł kąciki ust, kiedy usłyszał ten żart i zerknął na Flynna. Starał się zminimalizować swoją reakcję, bo przecież zupełnie nie wypada... a może nie powinien się przejmować tym, co wypada a co nie? Kiedy dobrowolnie chcesz łamać schematy to czy na pewno nie pora była zrzucić płaszcz hipokryzji? Ale to grzeczność, ale tak wypada, ale... Ludzie zawsze mieli mnóstwo "ale". Przesunął jasny błękit oczu na Cedrica i na Viorice - tak, był z nich czworokąt chyba zupełnie skrajnych osobistości, z których każdy wrzucał coś niepasującego do całości. Mieszanka jak w fasolkach Berietgo Botta - z tym, że Laurent nigdy by nie powiedział, że którakolwiek mogła być niesmaczna. To podłoże wydawało się idealne do tego, żeby przejąć pałeczkę, poszukać konsensusu - gdzieś pośrodku leżał ich punkt wspólny, należało go jedynie namierzyć, złapać, potraktować z szacunkiem. Powiązać nici tych ludzi na parę chwil, żeby nastrój zamiast w dół przez społeczne zawiłości wędrował w górę. I przy tym myślał o tym jak o swoim obowiązku.
- Ładnemu we wszystkim ładnie. - Zanim dobrze to powiedział to prawie wymknęło mu się z ust, że gdyby się ozdobił takim kolczykiem na brzuchu to już na pewno sprawa aurorów ciągnęłaby się mocniej. Prawie. Chyba by potem musiał się schować pod ziemią, że w towarzystwie nieznajomych osób nie powstrzymał się przed taką wulgarnością. Tak, tu i teraz, bo wtedy, do niespełnionego klechy, poziom emocji wzniósł się bardzo wysoko. Wrażenie niespełna rozumu robiło swoje. - Pasowałby do ciebie. Ozdabiałbyś go swoją osobą. - Nie, nie pomylił się, powiedział to całkowicie świadomie i celowo. Edge był piękny w swoim zniszczeniu i rozdarciu - rana świata, z której zamiast krew płynęła gęsta sadza. - Choć rękodzieło panienki Zamfir dzielnie walczy, by przyćmić swoim pięknem najurodziwszych. - Gdyby nie miał wystarczającego taktu, to może w swojej próżności powiedziałby: "przyćmić nawet mnie". Dzisiaj jednak zdecydowanie to nie był ten dzień nadmiernej pewności siebie. Był co najwyżej dniem frustracji, która wyostrzała język.
- Życzę w takim razie powodzenia. - Zwrócił się do Viorici po słowach Cedrica, że planuje ona otworzyć własny lokal. Chyba nie dało się NIE zauważyć takiej ozdoby na głowie Cedrica, ale dla Laurenta nie było w tym niczego dziwnego ani nieodpowiedniego. Do twarzy mu w tym było - tak sądził. - Czy posiada panienka jakąś wizytówkę? Obiecuję, że jestem kapryśnym, ale dochodowym klientem. - Trochę zażartował, ale to był fakt - znajomość znajomościami, ale Laurent nie znosił niedopracowanych rzeczy, robionych na pół gwizdka. Nie nazwałby jednak siebie przez to kapryśnym, ledwo: wymagającym, skoro już przychodziło mu rozstawać się z ukochanymi kamieniami szlachetnymi czy galeonami.
Pokręcił przecząco głową na pytanie Flynna, spoglądając na zmagania nauki podstawowych czarów - taka mała zabawa, ale jaki dobry pomysł, żeby w ogóle to zrobić.
- Chętnie posłucham, ale... - o, to to! ten moment! moment, w którym uśmiechnął się szerzej z lekkim rozbawieniem - przecież i tak nie śpiewa lepiej ode mnie. - Tak, to był żart, bo tak nie uważał. On za to nie potrafił robić show, pokazywać się na scenie jako takiej. I raczej, ze swoją skalą kobiecego sopranu, śpiewałby prędzej w oprze niż na takiej scenie. - Zresztą - najpiękniejszy z występów już widziałem. - Obrócił twarz do Flynna i uśmiechnął się do niego ciepło, przymykając oczy. - Nie jestem najsprawniejszym czarodziejem, więc podziwiam i zazdroszczę, jak inni robią to lepiej. - Wyjaśnił lekkim tonem Wronie. Otworzył je dopiero, kiedy usłyszał od Viorici zachętę, żeby iść tańczyć.