18.07.2024, 14:46 ✶
Nie próbowała kwestionować jego osądu, chociaż miała wrażenie, że to bycie przerażającym było bardziej związane z byciem matką niż konkretnym domem – Brenna na przykład uważała, że jej matka też potrafi być bardzo, bardzo przerażająca, a ta w Hogwarcie trafiła do Gryffindoru… Nie zamierzała jednak się wykłócać, bo na pewno znał swoją rodzicielkę.
Świat był mały. Zwłaszcza czarodziejski. Ostatecznie wszystkie dzieciaki z całego kraju w podobnym wieku trafiały do jednego miejsca, masa ludzi pracowała w Ministerstwie, które miało jedną siedzibę, większość czystokrwistych się znała… Brenna nie była więc specjalnie zaskoczona, że czystym przypadkiem wpadła na kogoś, kto miał związki z jednym z ich krewnych.
– Chciałbyś dostać smoka? Roił mi się taki, jak przeczytałam kiedyś jedną książkę, ale potem sobie uświadomiłam, że chyba jednak wolę psy i koty. Futro jakoś jest milsze niż łuska i jak wejdą człowiekowi do łóżka, to jemu też zostaje trochę miejsca. Jakby zrobił to smok, to już nawet do pokoju nie wejdziesz…
Brenna zresztą niezbyt znała się na smokach, ale zdawało się jej, że w ogóle ich trzymanie należało do tych bardzo mało bezpiecznych rzeczy.
– Minister Magii musi przestrzegać zasad. Ministerstwo musi przestrzegać zasad. Każdy Minister prędzej czy później oddaje władzę, a zanim to nastąpi, ludzie mogą go oceniać. Voldemort chce władzy absolutnej, także nad cudzym życiem i śmiercią.
Nie on pierwszy i nie ostatni w historii. W tej chwili, w mglistym, chłodnym listopadzie, Brennie jeszcze się zdawało, że nie może być gorzej niż za Grindewalda. I między innymi dlatego mówiła tak otwarcie, bo miał przyjść czas, kiedy zaczęła uczyć się większej ostrożności, nie chcąc kogoś narazić.
Ani dać broni do ręki komuś, kto tylko na to czekał. W końcu nie znała Jaspera Kelly’ego: obiła się jej o uszy tylko historia jego rodziny.
– To gdzieś tutaj? – spytała, gdy skręcili w ulicę Horyzontalną.
Świat był mały. Zwłaszcza czarodziejski. Ostatecznie wszystkie dzieciaki z całego kraju w podobnym wieku trafiały do jednego miejsca, masa ludzi pracowała w Ministerstwie, które miało jedną siedzibę, większość czystokrwistych się znała… Brenna nie była więc specjalnie zaskoczona, że czystym przypadkiem wpadła na kogoś, kto miał związki z jednym z ich krewnych.
– Chciałbyś dostać smoka? Roił mi się taki, jak przeczytałam kiedyś jedną książkę, ale potem sobie uświadomiłam, że chyba jednak wolę psy i koty. Futro jakoś jest milsze niż łuska i jak wejdą człowiekowi do łóżka, to jemu też zostaje trochę miejsca. Jakby zrobił to smok, to już nawet do pokoju nie wejdziesz…
Brenna zresztą niezbyt znała się na smokach, ale zdawało się jej, że w ogóle ich trzymanie należało do tych bardzo mało bezpiecznych rzeczy.
– Minister Magii musi przestrzegać zasad. Ministerstwo musi przestrzegać zasad. Każdy Minister prędzej czy później oddaje władzę, a zanim to nastąpi, ludzie mogą go oceniać. Voldemort chce władzy absolutnej, także nad cudzym życiem i śmiercią.
Nie on pierwszy i nie ostatni w historii. W tej chwili, w mglistym, chłodnym listopadzie, Brennie jeszcze się zdawało, że nie może być gorzej niż za Grindewalda. I między innymi dlatego mówiła tak otwarcie, bo miał przyjść czas, kiedy zaczęła uczyć się większej ostrożności, nie chcąc kogoś narazić.
Ani dać broni do ręki komuś, kto tylko na to czekał. W końcu nie znała Jaspera Kelly’ego: obiła się jej o uszy tylko historia jego rodziny.
– To gdzieś tutaj? – spytała, gdy skręcili w ulicę Horyzontalną.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.