Zamykanie się w swoich odczuciach, kiedy obok był ktoś, kto potrzebuje pomocy - to nie było fair. Z drugiej strony - co było fair? Dlaczego ciągle miał oglądać się na ludzi, spoglądać na nich, na ich potrzeby i ignorować własne? Mógł długo i mógł wiele, ale powietrza w płuc w końcu brakowało. Astaroth wiele o tym wiedział, kiedy szedł na dno, ponieważ słodki głos ciągnął go do wody. Ładne to wszystko było, co? Intencja ludzkiego egoizmu rozbijająca się na falach człowieczeństwa - a każdy z tu obecnych ze swoim problemem i swoim zamkniętym światem. Astaroth chciał się otworzyć. Nawet to zrobił. Zrobił to... a Laurent nie był na to gotów. Jego odpowiedź była głupia. Debilna. Ale związało go takie zmieszanie i pęczniejący strach, że wypowiedzenie czegokolwiek innego grzęzło mu w gardle. Nawet potem mówienie o tym dziennikarzu wymagało od niego kolosalnego wysiłku, na który nie było go stać. Astaorth zajmował swoje dłonie herbatą, pijąc ją tak, jakby była najlepszym naparem na świecie. I nie miało to znaczenia - i tak nie czuł jej smaku. Może podobał mu się zapach, a może chciał mieć te ręce zajęte, żeby wyglądać mniej żałośnie. Laurent starał się żałośnie nie wyglądać, ale nie miał w sobie energii na próby prostowania się, uśmiechania w nadmiarze i zbrojenia swojego języka na próby bezbłędnego odpowiedzenia na wszelkie animozje. Zawód oczekiwań... zawód oczekiwań... Czasami nie trzeba wcale zdobywać gór, żeby sprawić komuś przyjemność - wystarczy samo zainteresowanie. Wystarczy to, że jesteś, że chcesz być i deklarujesz się, że będziesz. Jak bardzo było to trudne do osiągnięcia w bytności odczucia, w którym boisz się, że osoba obok cię zaatakuje? Nie miał mądrej odpowiedzi na to pytanie swojej głowy. Tak jak zabrakło mu mądrości na wyznanie Astarotha.
Lecz Astaroth mówił i udawał, że wszystko jest w porządku. Udawanie. Nie był dobrym aktorem, a wydawało mu się, że w udawanie jest całkiem niezły. Wystarczy odsuwać myśli, nakrywać temat innym tematem. Szczerość to cenna waluta, którą chciano tutaj sypać - Prewett nie był jednak na to gotowy. Ani na to, żeby rozmawiać o swoich problemach, ani na to, żeby przyjmować jego i trwać przy tym niewzruszenie - rzeźba wyłaniająca się z białego marmuru. Miał w sobie więcej czerni niż chciał pokazać. Więcej brzydoty we wnętrzu niż chciał, żeby widzieli inni. Więc kiedy znów dopytał o to dręczenie to już nie wiedział, co mu powiedzieć. Pohandlować? Tą szczerością? Odepchnąć go? Powiedzieć, że czas na niego, bo on też musi się pojawić w normalnej godzinie u Florence, żeby i normalnie wstać dnia następnego? Gdyby nie strach to pomyślałby, że... ach, nawet i strach nic tu nie zaradzał. Brakowało mu tych silnych ramion Leviathana. Nawet jeśli teraz bał się tego, co się wydarzyło i dziwnego zbiegu okoliczności to zwyczajnie tego potrzebował. Żeby ktoś go potrzymał - jego całego. Żeby go ktoś udźwignął, bo sam już nie mógł wstać.
- Przepraszam, Leviathanie. - Odetchnął i usiadł tak, żeby być bardziej zwróconym do wampira. Żeby na niego w końcu spoglądać, jak starał się trzymać i... sam nie wiedział, co Astaroth do końca próbował przy tym, co przed chwilą mu powiedział. - Tak, to byłoby potworne, gdybyś tak zrobił. - Nie do końca nawyknął do takiej szczerości, która mogła kogoś zranić, ale czasami prawda działała najlepiej. Chyba ten przypadek tak miał. - Może w takich chwilach powinieneś przyznać przed samym sobą, że tak jest - że ten głód jest prawdziwy. A potem zastanowić się, co jest oprócz niego. - Priorytetyzowanie spraw nie było problemem tylko Astarotha, jak i pomieszanie emocji, jak i pomieszanie chęci. Czasami rzeczy układały się naturalnie w piramidę, innym razem cisnęły obok siebie. Nie wiedział, jak jest tutaj. I nie, mówienie o tym nie było proste, bo Laurent nie chciał myśleć znów o tym, że mogła być przelana jego krew. - Przyzwyczaiłem się... - zatrzymał się w tej wypowiedzi. Nie chciał tego powiedzieć. Bo co miał dodać? Do bycia kurwą? Wykorzystywanym ciałem? Dlatego go to zarazem przerażało bardziej, mniej jak i gdzieś w środku potrafiło nakręcić? To była chora mieszanka i było mu od tego niedobrze. Pokręcił głową przecząco. - Nie, artykuł to tylko przelanie czary goryczy. - Nie zamierzał go tu okłamywać, dlaczego zresztą miałby. - Ale ja bardzo nie chcę o tym mówić. Nie chcę się nad tym zastanawiać. Nie chcę przepłakać kolejnego wieczoru. - Czy Astaroth to rozumiał? Bardzo chciał, żeby zrozumiał. - I przede wszystkim nie chcę znów zanieść swojej zapłakanej twarzy do kuzynki, która mnie ugościła. Jestem mężczyzną, tak? Nie powinienem wiecznie chodzić zapłakany. - ... tak? Ktoś mu kiedyś powiedział, że jest jednym z tych, którzy mieli pecha narodzić się w nieodpowiednim ciele.