18.07.2024, 22:52 ✶
Świeczki i kadzidła Rodziny Mulciber
Charlie zaśmiał się lekko.
- Jeśli tak mówisz, tato! - Nie spierał się dalej, chociaż miał swoje zdanie na temat świeczek. Jak mogła być jedynie zwykła, gdy lawenda miała swoje działanie? Nie było powodu, by ciągnąć dyskusję z rodzicem. - Wiesz więcej ode mnie. Porozmawiam jeszcze na ten temat z wujkiem. - Przyznał lekko, choć był pewien, że nie zapyta Roberta o coś tak trywialnego. Z ojcem spierał się tylko o nazewnictwo, lecz mówili o tej samej rzeczy. Nie było sensu zaogniać konfliktu.
Wspomnienie tytoniu sprawiło, że uśmiech młodego Mulcibera tylko się poszerzył.
- Chyba cieszę się, że nigdy nie nauczyłem się palić. - Przyznał, zerkając na papierosa w dłoniach ojca. - Jak możesz to palić, tatku? Nie pachnie zbyt dobrze, a smakuje jeszcze gorzej. Chociaż kiedyś dostałem od kogoś... chyba były wiśniowe. - Zawahał się lekko, nie pamiętając dokładnie. - Ktoś mnie poczęstował. Tamte mógłbym palić.
Niełatwo było usiedzieć w miejscu, gdy świeczki stały nierówno. Charles podniósł się ze skrzynki, by ostatecznie dać upust swojej potrzebie perfekcyjności i poprawić te świeczki, które wcześniej poprzestawiał. Skoro miało być po tatowemu, to niech będzie. Chociaż w półkolu byłoby ładniej!
- Tato, niczego nie kupię od mugola. - Zaparł się, zerkając przez ramię na Richarda. - Choćby robił najlepsze świeczki na świecie i sprzedawał najlepszy wosk. To obrzydliwe.
Charlie zaśmiał się lekko.
- Jeśli tak mówisz, tato! - Nie spierał się dalej, chociaż miał swoje zdanie na temat świeczek. Jak mogła być jedynie zwykła, gdy lawenda miała swoje działanie? Nie było powodu, by ciągnąć dyskusję z rodzicem. - Wiesz więcej ode mnie. Porozmawiam jeszcze na ten temat z wujkiem. - Przyznał lekko, choć był pewien, że nie zapyta Roberta o coś tak trywialnego. Z ojcem spierał się tylko o nazewnictwo, lecz mówili o tej samej rzeczy. Nie było sensu zaogniać konfliktu.
Wspomnienie tytoniu sprawiło, że uśmiech młodego Mulcibera tylko się poszerzył.
- Chyba cieszę się, że nigdy nie nauczyłem się palić. - Przyznał, zerkając na papierosa w dłoniach ojca. - Jak możesz to palić, tatku? Nie pachnie zbyt dobrze, a smakuje jeszcze gorzej. Chociaż kiedyś dostałem od kogoś... chyba były wiśniowe. - Zawahał się lekko, nie pamiętając dokładnie. - Ktoś mnie poczęstował. Tamte mógłbym palić.
Niełatwo było usiedzieć w miejscu, gdy świeczki stały nierówno. Charles podniósł się ze skrzynki, by ostatecznie dać upust swojej potrzebie perfekcyjności i poprawić te świeczki, które wcześniej poprzestawiał. Skoro miało być po tatowemu, to niech będzie. Chociaż w półkolu byłoby ładniej!
- Tato, niczego nie kupię od mugola. - Zaparł się, zerkając przez ramię na Richarda. - Choćby robił najlepsze świeczki na świecie i sprzedawał najlepszy wosk. To obrzydliwe.