18.07.2024, 23:09 ✶
obok Camerona na piasku
wyścig wygrała Heather, niby walkowerem, ale nie oszukujmy się - rozjebała nas okropnie
wyścig wygrała Heather, niby walkowerem, ale nie oszukujmy się - rozjebała nas okropnie
Im dłużej lecieli, tym większa okazywała się być przewaga, jaką udało się uzyskać Heather. Leciała, jakby miało nie być jutra i jakby w życiu nie robiła niczego innego - w sumie może faktycznie trzeba było jej przyznać, że ta kariera zawodowego gracza na coś jej się w życiu przydała. Bulstrode może i mógł się pocieszać, że w tym wszystkim nie był ostatni, ale niezależnie od wymówek zwyczajnie skręcało go w środku, a ponura świadomość że już za nic nie uda mu się wygrać, wreszcie z zadowoleniem rozsiadła się gdzieś w środku niego.
Jak on tego nienawidził. Zwykle robił wszystko, żeby wygrać, ale tutaj musieli się opierać na zwyczajnym szczęściu, jakości miotły i własnych umiejętnościach. Użycie różdżki natomiast w ogóle nie wchodziło w grę, bo by go za to ktoś tutaj pewnie zdezintegrował.
Bulstrode obejrzał się, widząc jak miotła Lupina pikuje w dół, najpierw w stronę wody, a potem szarpie się gwałtownie. Chłopak wystrzelił jak z procy w stronę plaży, kiedy Atreus gwałtownie zakręcił miotłą, zmieniając kierunek. A potem Cameron uderzył w piasek.
Krzyk Camerona był jak objawienie. Znak zesłany z nieba - lepiej już było zatrzymać się nad jego wywrotką, niż smętnie dokończyć ten wyścig daleko za Heather. W ten sposób pokazywał się w o wiele lepszym świetle, nawet jeśli niezadowolenie gotowało się w nim tak samo intensywnie. Ale coś się przegrywa, coś się wygrywa.
Atreus zahamował gwałtownie w ostatniej chwili obok chłopaka, zeskakując z miotły i zaraz przykucając przy nim. Obrzucił go pobieżnym spojrzeniem, ale przynajmniej na pierwszy rzut oka nie wydawał się przesadnie poturbowany. Nogi wydawały się nie wyginać pod dziwnymi kątami, głowa też była cała, tylko za rękę się chyba trzymał.
- Ej, żyjesz? - zapytał. Dobrze, że ta miotła go zrzuciła, a nie zaryła razem z nim i się pod nim nie połamała. - Nie martw się, nic ci nie będzie. Zaraz ktoś cię poskłada... - niby chciał go pocieszyć, ale jakoś robił to bez większego przekonania, w jakiś wyuczony, nieco przytłumiony sposób. Ale przynajmniej z niego nie szydził. Na swoje słowa tez rozejrzał się, czy ktoś już pędził w ich kierunku, zakładając że przynajmniej Brenna i Basilius obserwowali cały wyścig, a jeśli nie to zawołał ich.