18.07.2024, 23:36 ✶
Isaac nie pamiętał, jak trafił tu, gdzie właśnie się znalazł. Pamiętał tylko, że poprosił pana Shafiq'a, żeby zabrał go z sadu Abbotów. Bo tak właśnie było. Chyba? Czy aby na pewno był teraz z Anthony’m, który coś do niego mówił? Nie mógł być tego pewien. Przed oczami migały mu najróżniejsze obrazy. Migawki, niczym w mugolskim kinie, pojawiały się i znikały w ułamkach sekund. Raz widział przed sobą jasne wnętrze, a raz obrazy sprzed lat, które tak naprawdę mogły nigdy nie mieć miejsca. Podobnie było z dźwiękami, które docjoszilo do niego z różnych stron.
Jeśli tylko mógł, oparł się o ścianę i z całych sił starał skupić na słowach Anthony'ego.
-Głodny…?-Na ułamek sekundy wzrok mu się wyostrzył, żeby zaraz na powrót zmętnieć, jakby Shafiq'a już przed nim nie było. Tęczówki mu się rozszerzyły, bo nie znajdował się teraz w przestronnym salonie, a gdzieś zupełnie indziej. Przesunął dłonią po zimnej ścianie.-Przecież pada.-Zauważył i uniósł “mokrą” rękę na wysokość oczu, żeby spojrzeć jak kropelki wody spływały mu po nadgarstku. Przez palce dostrzegł Anthony'ego, a źrenice natychmiast mu się rozszerzyły.-Czy mógłby pan zgasić światło?-Poprosił, osłaniając ramieniem twarz. Coś bardzo go raziło, ale kiedy znów otworzył oczy, to zobaczył swoją skrzatkę, a blask powodujący dyskomfort zniknął. Zaśmiał się cicho pod nosem.-Mimciu, poproszę tatę, to kupi ci różdżkę i razem pojedziemy do Hogwartu.- Obiecał i zamilkną na chwilę. Przetarł rękawem spocone czoło, przez cały czas napierając plecami na ścianę. Schylił głowę i wypuścił głośno powietrze z ust. Odczekał dwie sekundy i zaczął ściągać z siebie płaszcz, tak jak wczesniej polecił mu to gospodarz.-To te rośliny. Za chwilę mi przejdzie.-Zapewnił i złapał palcami za ramię wieszaka, jakby chciał się upewnić, że mebel na pewno tam stał. Był bardzo skupiony, a jego ruchy były powolne. Zdawał sobie sprawę, że to co widział oraz słyszał mogło nie być prawdziwe, ale musiał udawać, że wszystko jest w porządku. Był tutaj z Anthony'm, a przecież nie mógł okazać przed nim słabości. Nie rozumiał go, nie chciał być mu niczego dłużny, ani się do niego przyzwyczaić. Uważał, że mężczyzna nie ma skrupułów, i trzyma go przy sobie tylko dlatego, że ma w tym interes. Tylko czy uda mu się teraz oszukać Shafiq'a? Czy przełożony zauważył już, że coś było nie tak? Był bystry, a Isaac wiedział, że w stanie w jakim aktualnie się znajdował, ciężko mu będzie kłamać.
Bagshot'owi udało się powiesić płaszcz, a jego kolejnym celem było odklejenie się od wieszaka i podążenie za gospodarzem. Tak właściwie to nie pamiętał już, dlaczego tutaj był, ale osoba Anthony'ego w tym momencie wydawała mu się najbardziej realna. I co on wcześniej powiedział? Opieka lekarska?
-Przecież dlatego tutaj jesteśmy, musimy pomóc, bo nie mają żadnego lekarza.-Powiedział, nie do końca wiedząc, czy ostatecznie przeszedł parę kroków, czy nie. Ale zaraz? Co on w ogóle gadał za bzdury?-Nie, nie, panie Shafiq, pomyliło mi się.- Przetarł pięścią oko i ponownie odetchnął, mając nadzieję, że podziała to na niego niczym kubeł zimnej wody. Rośliny... znał rośliny, które stały na parapecie, który nie istniał.
-Lilie kojarzą mi się z cmentarzem. A pamiętasz, jak płakała nad jego grobem? Nie mów jej, dlaczego zginął, okej? Powiedz, że byl bohaterem - to i tak niczego nie zmieni, a jej będzie lżej. Musi jakoś dalej żyć.- Zdał sobie sprawę, że odpowiedział na dialog, który w tym momencie wcale nie miał miejsca. Poszukał spojrzeniem Anthony'ego, a jego świadomość była na tyle łaskawa, że zarejestrował pomieszczenie w jakim się znajdowal, oraz szkło, które mu podano. Zacisnął palce na naczyniu, żeby mieć pewność, że było prawdziwe.
-Muszę chwilę odpocząć. Tylko chwilę. Już późno, prawda? A, a pan czegoś potrzebuje?- Zapytal, starając się brzmieć bardzo lekko i nie uciekać nigdzie wzrokiem.-Postoję, panie Shafiq. Nasiedziałem się dzisiaj na miotle na tren... w pracy.- Nie mógł usiąść na czymś, co mogło nie istnieć. I musiał sobie szybko przypomnieć, czego chciał od niego Anthony. Skupił wzrok na błękitnym ptaszku, który ćwierkał i latał pod sufitem. Nagle jednak zamknął oczy i drgnął - ktoś strzelił do zwierzęcia z broni palnej. Huk był niesamowicie głośny, a Isaac bardzo nie lubił tego dźwięku. Trochę whisky wylało się na posadzkę.
Jeśli tylko mógł, oparł się o ścianę i z całych sił starał skupić na słowach Anthony'ego.
-Głodny…?-Na ułamek sekundy wzrok mu się wyostrzył, żeby zaraz na powrót zmętnieć, jakby Shafiq'a już przed nim nie było. Tęczówki mu się rozszerzyły, bo nie znajdował się teraz w przestronnym salonie, a gdzieś zupełnie indziej. Przesunął dłonią po zimnej ścianie.-Przecież pada.-Zauważył i uniósł “mokrą” rękę na wysokość oczu, żeby spojrzeć jak kropelki wody spływały mu po nadgarstku. Przez palce dostrzegł Anthony'ego, a źrenice natychmiast mu się rozszerzyły.-Czy mógłby pan zgasić światło?-Poprosił, osłaniając ramieniem twarz. Coś bardzo go raziło, ale kiedy znów otworzył oczy, to zobaczył swoją skrzatkę, a blask powodujący dyskomfort zniknął. Zaśmiał się cicho pod nosem.-Mimciu, poproszę tatę, to kupi ci różdżkę i razem pojedziemy do Hogwartu.- Obiecał i zamilkną na chwilę. Przetarł rękawem spocone czoło, przez cały czas napierając plecami na ścianę. Schylił głowę i wypuścił głośno powietrze z ust. Odczekał dwie sekundy i zaczął ściągać z siebie płaszcz, tak jak wczesniej polecił mu to gospodarz.-To te rośliny. Za chwilę mi przejdzie.-Zapewnił i złapał palcami za ramię wieszaka, jakby chciał się upewnić, że mebel na pewno tam stał. Był bardzo skupiony, a jego ruchy były powolne. Zdawał sobie sprawę, że to co widział oraz słyszał mogło nie być prawdziwe, ale musiał udawać, że wszystko jest w porządku. Był tutaj z Anthony'm, a przecież nie mógł okazać przed nim słabości. Nie rozumiał go, nie chciał być mu niczego dłużny, ani się do niego przyzwyczaić. Uważał, że mężczyzna nie ma skrupułów, i trzyma go przy sobie tylko dlatego, że ma w tym interes. Tylko czy uda mu się teraz oszukać Shafiq'a? Czy przełożony zauważył już, że coś było nie tak? Był bystry, a Isaac wiedział, że w stanie w jakim aktualnie się znajdował, ciężko mu będzie kłamać.
Bagshot'owi udało się powiesić płaszcz, a jego kolejnym celem było odklejenie się od wieszaka i podążenie za gospodarzem. Tak właściwie to nie pamiętał już, dlaczego tutaj był, ale osoba Anthony'ego w tym momencie wydawała mu się najbardziej realna. I co on wcześniej powiedział? Opieka lekarska?
-Przecież dlatego tutaj jesteśmy, musimy pomóc, bo nie mają żadnego lekarza.-Powiedział, nie do końca wiedząc, czy ostatecznie przeszedł parę kroków, czy nie. Ale zaraz? Co on w ogóle gadał za bzdury?-Nie, nie, panie Shafiq, pomyliło mi się.- Przetarł pięścią oko i ponownie odetchnął, mając nadzieję, że podziała to na niego niczym kubeł zimnej wody. Rośliny... znał rośliny, które stały na parapecie, który nie istniał.
-Lilie kojarzą mi się z cmentarzem. A pamiętasz, jak płakała nad jego grobem? Nie mów jej, dlaczego zginął, okej? Powiedz, że byl bohaterem - to i tak niczego nie zmieni, a jej będzie lżej. Musi jakoś dalej żyć.- Zdał sobie sprawę, że odpowiedział na dialog, który w tym momencie wcale nie miał miejsca. Poszukał spojrzeniem Anthony'ego, a jego świadomość była na tyle łaskawa, że zarejestrował pomieszczenie w jakim się znajdowal, oraz szkło, które mu podano. Zacisnął palce na naczyniu, żeby mieć pewność, że było prawdziwe.
-Muszę chwilę odpocząć. Tylko chwilę. Już późno, prawda? A, a pan czegoś potrzebuje?- Zapytal, starając się brzmieć bardzo lekko i nie uciekać nigdzie wzrokiem.-Postoję, panie Shafiq. Nasiedziałem się dzisiaj na miotle na tren... w pracy.- Nie mógł usiąść na czymś, co mogło nie istnieć. I musiał sobie szybko przypomnieć, czego chciał od niego Anthony. Skupił wzrok na błękitnym ptaszku, który ćwierkał i latał pod sufitem. Nagle jednak zamknął oczy i drgnął - ktoś strzelił do zwierzęcia z broni palnej. Huk był niesamowicie głośny, a Isaac bardzo nie lubił tego dźwięku. Trochę whisky wylało się na posadzkę.