19.07.2024, 01:40 ✶
Bertie bardzo rzadko nie wiedział co powiedzieć, albo raczej nic nie mówił, bo często zdarzał się zwyczajnie zapchać ciszę czymkolwiek. Ale wyznanie Millie w pierwszej chwili pozostało bez odpowiedzi. W bezdźwięku słów przelatujących przez jego głowę dało się słyszeć tykanie kuchennego zegara, czy odległe głosy innych osób, dobiegające gdzieś z głębi posiadłości lub ogrodu.
Pobyt Millie w lecznicy był ciężkim tematem. Nie chodziło tylko o nią. Tą, która przecież ucierpiała najbardziej, sponiewierana podczas Beltane, a potem zaklęta w śnie z którego nie wiadomo czy miała się kiedykolwiek obudzić. A kiedy wreszcie otworzyła oczy, reszta z nich została postawiona przed jedną wielką niewiadomą - jak powinni sobie z tym poradzić i jak zachować przed nią. To jej należało się najwięcej ciepła i troski, ale Bott był dogłębnie świadomy tego, jak jej niemoc wpłynęła na tych, którzy ją kochali. Nic im nie było, przeżyli Beltane w większości cali i zdrowi, a mimo to też byli poszkodowani. Ranni, ale gdzieś w środku, w rozdzierający i bezradny sposób. A przez to że nie było tego widać, miał wrażenie że czuli się dogłębnie zawstydzeni na myśl by jakkolwiek pokazać swój ból. Wiedział, że on się tak czuł.
Przez moment przez jego twarz przebiegł szybki, dziwny skurcz. Grymas jakiegoś pokrętnego bólu, który szybko rozpogodził się, znikając w mgnieniu oka.
- Nic mu nie powiem - uśmiechnął się do niej ciepło, zapewniając ją o tym, że oto była ich mała tajemnica. Kolejna. Bo Millie lubiła ukrywać przed Alastorem te drobne rzeczy, które gotowe były martwić go dogłębnie. Jej brat robił przecież dokładnie to samo, zobligowany by przed nią być najlepszy starszym bratem. A Bertie był pośrodku tego, jak jakaś skrzyneczka na te wszystkie sekrety.
- O, jasne. Noszę sobie ze sobą ten taki swój zestaw podręczny do dekoracji i tam go mam. Wiesz, na wszelki wypadek gdyby trzeba było dokonać wszelkich poprawek - odsunął się od stołu i pogrzebał w torbie, porzuconej do tej pory na postawionym w kącie taborecie. Wyciągnął stamtąd puzderko, w którym były farbki, barwniki czy inne zdobniki którymi bezpiecznie można było udekorować słodycze.
- Oczywiście, że tak - zapewnił ją znowu, stawiając podróżny zestaw dekoratora tortów na stole obok ciasta. - Mam tylko nadzieję, że wywróżysz mi coś fenomenalnego. Sobie w sumie może też byś chciała? Można sobie samemu wróżyć?
Pobyt Millie w lecznicy był ciężkim tematem. Nie chodziło tylko o nią. Tą, która przecież ucierpiała najbardziej, sponiewierana podczas Beltane, a potem zaklęta w śnie z którego nie wiadomo czy miała się kiedykolwiek obudzić. A kiedy wreszcie otworzyła oczy, reszta z nich została postawiona przed jedną wielką niewiadomą - jak powinni sobie z tym poradzić i jak zachować przed nią. To jej należało się najwięcej ciepła i troski, ale Bott był dogłębnie świadomy tego, jak jej niemoc wpłynęła na tych, którzy ją kochali. Nic im nie było, przeżyli Beltane w większości cali i zdrowi, a mimo to też byli poszkodowani. Ranni, ale gdzieś w środku, w rozdzierający i bezradny sposób. A przez to że nie było tego widać, miał wrażenie że czuli się dogłębnie zawstydzeni na myśl by jakkolwiek pokazać swój ból. Wiedział, że on się tak czuł.
Przez moment przez jego twarz przebiegł szybki, dziwny skurcz. Grymas jakiegoś pokrętnego bólu, który szybko rozpogodził się, znikając w mgnieniu oka.
- Nic mu nie powiem - uśmiechnął się do niej ciepło, zapewniając ją o tym, że oto była ich mała tajemnica. Kolejna. Bo Millie lubiła ukrywać przed Alastorem te drobne rzeczy, które gotowe były martwić go dogłębnie. Jej brat robił przecież dokładnie to samo, zobligowany by przed nią być najlepszy starszym bratem. A Bertie był pośrodku tego, jak jakaś skrzyneczka na te wszystkie sekrety.
- O, jasne. Noszę sobie ze sobą ten taki swój zestaw podręczny do dekoracji i tam go mam. Wiesz, na wszelki wypadek gdyby trzeba było dokonać wszelkich poprawek - odsunął się od stołu i pogrzebał w torbie, porzuconej do tej pory na postawionym w kącie taborecie. Wyciągnął stamtąd puzderko, w którym były farbki, barwniki czy inne zdobniki którymi bezpiecznie można było udekorować słodycze.
- Oczywiście, że tak - zapewnił ją znowu, stawiając podróżny zestaw dekoratora tortów na stole obok ciasta. - Mam tylko nadzieję, że wywróżysz mi coś fenomenalnego. Sobie w sumie może też byś chciała? Można sobie samemu wróżyć?