19.07.2024, 02:41 ✶
- Brzmi ciekawie. Sporo zjeździłeś i nawet troszkę zazdroszczę. Nie mogę sobie nawet wyobrazić, jak sporo może człowiekowi dać takie czerpanie z wielu kultur - westchnęła, wyraźnie odrobinę tylko zazdrosna jego wojaży. Była wyznawcą teorii, że podróże kształcą i poszerzają horyzonty, pozwalając ludziom smakować innego życia. Zmieniały perspektywę, z jakiej ktoś oglądał świat, a przede wszystkim pozwalały pozostawić otwarty umysł. No, przynajmniej póki nie było się sztywną do szpiku kości konserwą. Ale Isaac nigdy nie wyglądał na kogoś takie, raczej prezentując lotny umysł i luźne podejście do życia.
- Nasz świat magiczny był w rozsypce już od dawna - machnęła dłonią lekceważąco. Fakt, rozmowy o polityce nie sprzyjały flirtom. - Manifest był tylko wynikiem czegoś, co gotowało się tutaj od wielu, wielu lat. Fakt że ktoś nie zrobił tego wcześniej to cud - wzruszyła ramionami, nagle wyjątkowo znudzona i może trochę zniechęcona, bo pierwsze co jej przyszło na myśl to jak to wpływa na biznes. Ona jeszcze nie ucierpiała, ale niektórzy co żywsi i bardziej brudni wyznawcy czystokrwistych frazesów, których chyba ktoś za sykla wyciągnął z rynsztoka, rozbijali się po niektórych sklepach. Tych, które prowadziły mugolaki, ale czasem też osoby półkrwi. Drażniło ją to i może się nie bała, ale z pewnym zniecierpliwieniem wypatrywała momentu, kiedy ktoś i w jej przypadku się pomyli.
- Jestem zdania, że nie ma dobrego kryminału bez odrobiny romansu - uśmiechnęła się do niego subtelnie. Isaac w sumie nie zdawał sobie sprawy z tego, jak dosłowne mogły być jego przemyślenia na temat tego, ze jej lokal był przykrywką zupełnie innego biznesu. W końcu pod podłogą miała Głębinę, która znajdowała się już na Podziemnych Ścieżkach, to tam kusząc klientelę klimatem, asortymentem, ale także usługami. Całym wachlarzem.
- Książki? A jakież to książki cię interesują, że nie znajdziesz ich na Pokątnej? - zapytała, unosząc delikatnie brew, ale po ustach błądził jej filuterny uśmieszek. Kiedy wspomniał o wróżeniu z dłoni, jak na komendę ujęła go za rękę, odwracając ją wnętrzem ku górze, ale przez moment jeszcze patrząc na jego twarz. - Uczyłam się u najlepszych francuskich cyganek na najdalszych francuskich bezdrożach. Co byś chciał wiedzieć? - pogładziła jego dłoń opuszkami palców, przebiegając nimi po znajdujących się na jej wnętrzu liniach.
- Nasz świat magiczny był w rozsypce już od dawna - machnęła dłonią lekceważąco. Fakt, rozmowy o polityce nie sprzyjały flirtom. - Manifest był tylko wynikiem czegoś, co gotowało się tutaj od wielu, wielu lat. Fakt że ktoś nie zrobił tego wcześniej to cud - wzruszyła ramionami, nagle wyjątkowo znudzona i może trochę zniechęcona, bo pierwsze co jej przyszło na myśl to jak to wpływa na biznes. Ona jeszcze nie ucierpiała, ale niektórzy co żywsi i bardziej brudni wyznawcy czystokrwistych frazesów, których chyba ktoś za sykla wyciągnął z rynsztoka, rozbijali się po niektórych sklepach. Tych, które prowadziły mugolaki, ale czasem też osoby półkrwi. Drażniło ją to i może się nie bała, ale z pewnym zniecierpliwieniem wypatrywała momentu, kiedy ktoś i w jej przypadku się pomyli.
- Jestem zdania, że nie ma dobrego kryminału bez odrobiny romansu - uśmiechnęła się do niego subtelnie. Isaac w sumie nie zdawał sobie sprawy z tego, jak dosłowne mogły być jego przemyślenia na temat tego, ze jej lokal był przykrywką zupełnie innego biznesu. W końcu pod podłogą miała Głębinę, która znajdowała się już na Podziemnych Ścieżkach, to tam kusząc klientelę klimatem, asortymentem, ale także usługami. Całym wachlarzem.
- Książki? A jakież to książki cię interesują, że nie znajdziesz ich na Pokątnej? - zapytała, unosząc delikatnie brew, ale po ustach błądził jej filuterny uśmieszek. Kiedy wspomniał o wróżeniu z dłoni, jak na komendę ujęła go za rękę, odwracając ją wnętrzem ku górze, ale przez moment jeszcze patrząc na jego twarz. - Uczyłam się u najlepszych francuskich cyganek na najdalszych francuskich bezdrożach. Co byś chciał wiedzieć? - pogładziła jego dłoń opuszkami palców, przebiegając nimi po znajdujących się na jej wnętrzu liniach.
she was a gentle
sort of horror
sort of horror