19.07.2024, 07:43 ✶
biegnę do spadniętego dalej na plaży Camerona
Brenna nie miała pojęcia, że Cameron nie umie latać na miotle. Nie miała też pojęcia, że ten boi się wysokości. Z tej rodziny znacznie lepiej znała jego starszego brata i matkę: Cameron był o tyle młodszy, że raczej nie przesiadywał z nimi, jeśli wpadała do Cedrica albo pani Lupin. Wprawdzie zdziwiło ją mocno, że chłopak chce ścigać się z dwiema osobami, które po sześć lat grały w szkolnej drużynie, i jedna jakiś czas była profesjonalistką, a druga zapewne mogłaby taką ścieżkę kariery wybrać... Ale nie sądziła, że w ogóle Lupin unika mioteł jak ognia.
Chociaż sposób, w jaki zaczął wyścig, sprawił, że zmarszczyła brwi z niepokoju.
- Ja będę do zakupu pierwsza w kolejce - obiecała Brenna. W sumie to uwielbiała smażyć jedzenie po prostu przy ognisku, ale na imprezach z wieloma gośćmi taki wynalazek mógł bardzo się przydać. - Próbowałeś już drinków? Słowo, że żaden nie zamienia w zwierzęta. Tedy mi obiecał. A w ogóle...
Wyciągnęła z kieszeni szortów różdżkę i wyszeptała accio. W namiocie miała mnóstwo przydatnych potencjalnie rzeczy, bo lubiła być gotowa na różne wypadki: były tam więc koce, poduchy i drugi namiot, był tort dla młodych, były eliksiry, gdyby ktoś spadł z klifów (nie sądziła, że przydadzą się do wypadków miotlarskich), były zapasowe ubrania, kostiumy i... kapelusze.
Żółta czapka z daszkiem przyleciała do jej ręki, a Brenna pochyliła się, by nasadzić ją na ciemne loki Thomasa.
- Chroń głowę - poleciła. Niby sama własną czapkę zdjęła, ale ona w tej chwili nie piła na kocyku, tylko biegała dookoła i wcześniej ją nosiła...
Zwrócona ku Thomasowi, przegapiła sama chwilę, w której Lupin spadł z miotły. Nie miała szansy zareagować: odwróciła się w chwili, w której Cameron już leciał. A chociaż odległość nie była wielka, i tak Brenna miała wrażenie, że mimo ciepłego dnia jej żyły wypełnił lód.
Nie odpowiedziała na propozycję Thomasa, bo po prostu od razu rzuciła się tam biegiem, niewiele myśląc i wyprzedzając zapewne Basiliusa. Ledwo ten jednak dotarł, odsunęła się, robiąc mu miejsce i tylko obserwując Lupina z zaniepokojeniem.
Spadanie z miotły do diaska.
- Mam eliksiry. W namiocie. Wzięłam je na wypadek, gdyby Millie chciała skakać z klifów do wody i coś sobie zrobiła - powiedziała trochę nerwowo, wyjaśnienie dodając całkowicie niepotrzebnie, ale Cameron chociaż żywy, wyglądał cholernie blado. - Trzeba zabrać go do szpitala? Cholera, konfiskuję tu dziś wszystkie miotły i wydaję tylko za okazaniem licencji miotlarskiej i jak ktoś nie wypił więcej niż jednego drinka.
Skoro mieli już dwa wypadki miotlarskie, a ludzie zdążyli wychylić co najwyżej po piwie albo ze dwa drinki, to nie chciała wiedzieć, co im przyjdzie do głowy za godzinę.
Brenna nie miała pojęcia, że Cameron nie umie latać na miotle. Nie miała też pojęcia, że ten boi się wysokości. Z tej rodziny znacznie lepiej znała jego starszego brata i matkę: Cameron był o tyle młodszy, że raczej nie przesiadywał z nimi, jeśli wpadała do Cedrica albo pani Lupin. Wprawdzie zdziwiło ją mocno, że chłopak chce ścigać się z dwiema osobami, które po sześć lat grały w szkolnej drużynie, i jedna jakiś czas była profesjonalistką, a druga zapewne mogłaby taką ścieżkę kariery wybrać... Ale nie sądziła, że w ogóle Lupin unika mioteł jak ognia.
Chociaż sposób, w jaki zaczął wyścig, sprawił, że zmarszczyła brwi z niepokoju.
- Ja będę do zakupu pierwsza w kolejce - obiecała Brenna. W sumie to uwielbiała smażyć jedzenie po prostu przy ognisku, ale na imprezach z wieloma gośćmi taki wynalazek mógł bardzo się przydać. - Próbowałeś już drinków? Słowo, że żaden nie zamienia w zwierzęta. Tedy mi obiecał. A w ogóle...
Wyciągnęła z kieszeni szortów różdżkę i wyszeptała accio. W namiocie miała mnóstwo przydatnych potencjalnie rzeczy, bo lubiła być gotowa na różne wypadki: były tam więc koce, poduchy i drugi namiot, był tort dla młodych, były eliksiry, gdyby ktoś spadł z klifów (nie sądziła, że przydadzą się do wypadków miotlarskich), były zapasowe ubrania, kostiumy i... kapelusze.
Żółta czapka z daszkiem przyleciała do jej ręki, a Brenna pochyliła się, by nasadzić ją na ciemne loki Thomasa.
- Chroń głowę - poleciła. Niby sama własną czapkę zdjęła, ale ona w tej chwili nie piła na kocyku, tylko biegała dookoła i wcześniej ją nosiła...
Zwrócona ku Thomasowi, przegapiła sama chwilę, w której Lupin spadł z miotły. Nie miała szansy zareagować: odwróciła się w chwili, w której Cameron już leciał. A chociaż odległość nie była wielka, i tak Brenna miała wrażenie, że mimo ciepłego dnia jej żyły wypełnił lód.
Nie odpowiedziała na propozycję Thomasa, bo po prostu od razu rzuciła się tam biegiem, niewiele myśląc i wyprzedzając zapewne Basiliusa. Ledwo ten jednak dotarł, odsunęła się, robiąc mu miejsce i tylko obserwując Lupina z zaniepokojeniem.
Spadanie z miotły do diaska.
- Mam eliksiry. W namiocie. Wzięłam je na wypadek, gdyby Millie chciała skakać z klifów do wody i coś sobie zrobiła - powiedziała trochę nerwowo, wyjaśnienie dodając całkowicie niepotrzebnie, ale Cameron chociaż żywy, wyglądał cholernie blado. - Trzeba zabrać go do szpitala? Cholera, konfiskuję tu dziś wszystkie miotły i wydaję tylko za okazaniem licencji miotlarskiej i jak ktoś nie wypił więcej niż jednego drinka.
Skoro mieli już dwa wypadki miotlarskie, a ludzie zdążyli wychylić co najwyżej po piwie albo ze dwa drinki, to nie chciała wiedzieć, co im przyjdzie do głowy za godzinę.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.