19.07.2024, 10:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2024, 11:05 przez Anthony Shafiq.)
Anthony lekko pobladł na wzmiankę o generowanym wietrze. Magia bywała kapryśna, wzdęte żagle wzbudzały w nim wiele obaw, nie wiedział nawet, że to moment gdy są mocno wybrane i naprężone był tym, którego powinien się obawiać. Rozmawianie o łódce wprawiało go w wyraźny dyskomfort, choć próbował to delikatnie maskować:
– Czy wtedy nie wystąpią, te... przechyły? Kiedy ha... kiedy łódź się przechyla i rozbawieni ludzi mogą dotknąć dłonią wody nie wychylając się za bardzo? – Wiedział, że istnieją różne rodzaje łódek, bo z okazji swoich wyjazdów na wiele bywał zapraszany. Regatowe łodzie miały nisko burty, eleganckie kabinówki i jachty potrafiły posiadać magiczne domy w swoich trzewiach. Bardzo liczył, że Erik dysponuje tym drugim rodzajem łodzi, choć – podobnie jak z chatą w lesie – mogło być różnie. Tak to już było z Longbottomami, niby człowiek wiedział czego się spodziewać, a jednak każda wyciągnięta czekoladka z tego pudełka sygnowanego Doliną Godryka mogła mieć bardzo, bardzo różne nadzienie. Wspomnienie o spontanicznym zanurzeniu skwitował tylko nerwowym sapnięciem. A mieli za kilka dni wejść na pokład Ersy. Będzie musiał zdecydowanie wziąć przed tym wieczorem coś na uspokojenie.
Tembr głosu Erika, gdy wspomniał o niebie tak, jakby bał się, że Anthony mógłby mieć mu za złe te poprawki, przywołał tylko uśmiech i sprawił, że stalowe oczy zawiesiły się na twarzy rozmówcy kilka chwil dłużej, w szeleszczącej gnającym po zielonych gałęziach wiatrem ciszy. Dopiero wtedy padła odpowiedź, gdy już wszystkie te wciąż zakazane słowa, wciąż zbyt świeże w delikatnej odbudowie łączącego ich mostu przeminęły:
– Zobaczę co da się zrobić, ale pozwól, że aspekt umierania sobie na razie odpuścimy. Bo z tego co pamiętam, to jest to taki warunek kluczowy. Pomijając całą eschatologiczną resztę – dodał nieco smutniej, ale odwrócił się już i skupił na jakimś krzaku dopytując o to, czy Erik wie, czy jagody z niego są jadalne. Banalne pytanie, żeby tylko tylko ukryć pewne zmieszanie związane z własnymi przekonaniami. Nie miał wątpliwości, że młody Longbottom jest jedną z najszlachetniejszych istot jakie spotkał w swoim życiu. Był ciekaw jakby po ich śmierci zareagował wiedząc, że dusza Anthony'ego wylądowała w zgoła odmiennym miejscu. Czy ruszyłby do piekła ją odnaleźć? Czy upadłby gdzieś niedaleko, tylko po to, by mieć szansę spędzić wieczność obok niego? Shafiq nie znał odpowiedzi na to pytanie, z resztą, były one wciąż osadzone nie w ich kulturze, a judeo-chrześcijańskiej, która lubiła obiecywać i straszyć różnymi rzeczami po śmierci. Kto wie? Może oboje trafią na łono księżycowej Matki, może oboje umkną w kąt Limba pozwalając okazjonalnie przywołać się swoim bliskim. Słaby uśmiech zakwitł na szczupłej twarzy na kształt marzeń w obliczu faktu, że przecież nie byli w relacji, pięć dni temu ze sobą nie rozmawiali, a to nie była nawet randka.
– To dobrze, że nie będziesz stawać mi na drodze, abym mógł z nim spędzać jak najwięcej czasu, bo chcę... bardzo chcę widzieć się z nim jak najczęściej – zapodziany w myślach odpowiedział nieco bezmyślnie opuszczając wewnętrzną gardę. Te słowa przychodziły mu tak łatwo, przy Eriku, przy ciepłym, niekiedy burkliwym świetle zbyt łatwo można było się zapomnieć, szczególnie teraz, kiedy kolejną godzinę był na nogach. – Zatem... jutro masz służbę? Ja chyba też wybieram się do biura, wypadałoby się w końcu w nim pokazać. Może zatem lunch? Albo kolacja wieczorem... na mieście – dodał pospiesznie, nie chcąc sugerować, że miałoby to być spotkanie ze śniadaniem, nawet jeśli bardzo by sobie takiego obrotu spraw życzył.
– Urodziny, taaak...– zawiesił głos, rozmyślając o tym jak temat ugryźć, bo może Morpheus nie życzył sobie, żeby o jego planach przeprowadzkowych rozmawiać z kimkolwiek poza kręgiem najbliższych przyjaciół. Ciężko było ustalić te fakty, a lojalność stała się nagle bardzo płynną materią, granice tego co można powiedzieć, a co nie zaczęły być mgliste. Niejasne. Anthony nie lubił takich sytuacji, szczególnie w relacjach na których zależało mu najbardziej. Transparentność była trudna. Zwłaszcza jeśli przed drugą osobą chciało się wypaść jak najlepiej. – Wiesz, może nie jestem częstym gościem w Warowni, – to był zdecydowanie eufemizm, Anthony w Warowni był ostatnim razem przeszło dwadzieścia lat temu. – i może dbam o to, by nie było to za bardzo widoczne i nagłośnione, ale Morpheus jest moim przyjacielem od lat. Po prostu lubimy się spotykać w mniejszym gronie. Przyjęcie miałoby być przy innej niż urodzinowa okazji, nie wiem... może dla Ciebie też to będzie przyjęcie niespodzianka? Pomijając fakt, że z pewnością będziesz na nie zaproszony. Chyba, że chcesz pomóc mi w organizacji, to powiem Ci o co chodzi od razu. – Kalkulował. Wspólny projekt, z daleka od Ministerstwa i współzależności przełożony-podwładny. To brzmiało zbyt pięknie, żeby było prawdziwe.
– Czy wtedy nie wystąpią, te... przechyły? Kiedy ha... kiedy łódź się przechyla i rozbawieni ludzi mogą dotknąć dłonią wody nie wychylając się za bardzo? – Wiedział, że istnieją różne rodzaje łódek, bo z okazji swoich wyjazdów na wiele bywał zapraszany. Regatowe łodzie miały nisko burty, eleganckie kabinówki i jachty potrafiły posiadać magiczne domy w swoich trzewiach. Bardzo liczył, że Erik dysponuje tym drugim rodzajem łodzi, choć – podobnie jak z chatą w lesie – mogło być różnie. Tak to już było z Longbottomami, niby człowiek wiedział czego się spodziewać, a jednak każda wyciągnięta czekoladka z tego pudełka sygnowanego Doliną Godryka mogła mieć bardzo, bardzo różne nadzienie. Wspomnienie o spontanicznym zanurzeniu skwitował tylko nerwowym sapnięciem. A mieli za kilka dni wejść na pokład Ersy. Będzie musiał zdecydowanie wziąć przed tym wieczorem coś na uspokojenie.
Tembr głosu Erika, gdy wspomniał o niebie tak, jakby bał się, że Anthony mógłby mieć mu za złe te poprawki, przywołał tylko uśmiech i sprawił, że stalowe oczy zawiesiły się na twarzy rozmówcy kilka chwil dłużej, w szeleszczącej gnającym po zielonych gałęziach wiatrem ciszy. Dopiero wtedy padła odpowiedź, gdy już wszystkie te wciąż zakazane słowa, wciąż zbyt świeże w delikatnej odbudowie łączącego ich mostu przeminęły:
– Zobaczę co da się zrobić, ale pozwól, że aspekt umierania sobie na razie odpuścimy. Bo z tego co pamiętam, to jest to taki warunek kluczowy. Pomijając całą eschatologiczną resztę – dodał nieco smutniej, ale odwrócił się już i skupił na jakimś krzaku dopytując o to, czy Erik wie, czy jagody z niego są jadalne. Banalne pytanie, żeby tylko tylko ukryć pewne zmieszanie związane z własnymi przekonaniami. Nie miał wątpliwości, że młody Longbottom jest jedną z najszlachetniejszych istot jakie spotkał w swoim życiu. Był ciekaw jakby po ich śmierci zareagował wiedząc, że dusza Anthony'ego wylądowała w zgoła odmiennym miejscu. Czy ruszyłby do piekła ją odnaleźć? Czy upadłby gdzieś niedaleko, tylko po to, by mieć szansę spędzić wieczność obok niego? Shafiq nie znał odpowiedzi na to pytanie, z resztą, były one wciąż osadzone nie w ich kulturze, a judeo-chrześcijańskiej, która lubiła obiecywać i straszyć różnymi rzeczami po śmierci. Kto wie? Może oboje trafią na łono księżycowej Matki, może oboje umkną w kąt Limba pozwalając okazjonalnie przywołać się swoim bliskim. Słaby uśmiech zakwitł na szczupłej twarzy na kształt marzeń w obliczu faktu, że przecież nie byli w relacji, pięć dni temu ze sobą nie rozmawiali, a to nie była nawet randka.
– To dobrze, że nie będziesz stawać mi na drodze, abym mógł z nim spędzać jak najwięcej czasu, bo chcę... bardzo chcę widzieć się z nim jak najczęściej – zapodziany w myślach odpowiedział nieco bezmyślnie opuszczając wewnętrzną gardę. Te słowa przychodziły mu tak łatwo, przy Eriku, przy ciepłym, niekiedy burkliwym świetle zbyt łatwo można było się zapomnieć, szczególnie teraz, kiedy kolejną godzinę był na nogach. – Zatem... jutro masz służbę? Ja chyba też wybieram się do biura, wypadałoby się w końcu w nim pokazać. Może zatem lunch? Albo kolacja wieczorem... na mieście – dodał pospiesznie, nie chcąc sugerować, że miałoby to być spotkanie ze śniadaniem, nawet jeśli bardzo by sobie takiego obrotu spraw życzył.
– Urodziny, taaak...– zawiesił głos, rozmyślając o tym jak temat ugryźć, bo może Morpheus nie życzył sobie, żeby o jego planach przeprowadzkowych rozmawiać z kimkolwiek poza kręgiem najbliższych przyjaciół. Ciężko było ustalić te fakty, a lojalność stała się nagle bardzo płynną materią, granice tego co można powiedzieć, a co nie zaczęły być mgliste. Niejasne. Anthony nie lubił takich sytuacji, szczególnie w relacjach na których zależało mu najbardziej. Transparentność była trudna. Zwłaszcza jeśli przed drugą osobą chciało się wypaść jak najlepiej. – Wiesz, może nie jestem częstym gościem w Warowni, – to był zdecydowanie eufemizm, Anthony w Warowni był ostatnim razem przeszło dwadzieścia lat temu. – i może dbam o to, by nie było to za bardzo widoczne i nagłośnione, ale Morpheus jest moim przyjacielem od lat. Po prostu lubimy się spotykać w mniejszym gronie. Przyjęcie miałoby być przy innej niż urodzinowa okazji, nie wiem... może dla Ciebie też to będzie przyjęcie niespodzianka? Pomijając fakt, że z pewnością będziesz na nie zaproszony. Chyba, że chcesz pomóc mi w organizacji, to powiem Ci o co chodzi od razu. – Kalkulował. Wspólny projekt, z daleka od Ministerstwa i współzależności przełożony-podwładny. To brzmiało zbyt pięknie, żeby było prawdziwe.
◀▶
– Obawiam się...– zaczął bardzo powoli, utrzymując kontakt wzrokowy z gospodarzem tego wspaniałego domostwa, ale jego twarz wyrażała dużo zwątpienia i niepewności. Palce złożył do wnętrza dłoni i kciukami niepewnie przejechał po utworzonych w ten sposób półkolach, jakby chcąc zetrzeć ze skóry resztki brudu. – Obawiam się, że mam ze sobą... eee.... kanapki? – Był dziwnie napięty przy tym, trochę jak dziecko, które musiało przyznać się do zjedzenia wszystkich ciastek z puszki ukrytej na najwyższej półce w kuchni. – ...i koce, na wypadek gdyby się okazało, że... – Rozejrzał się po zarośniętej okolicy. Prace ogrodowe to było coś, czym zajmował się nigdy jeśli nie liczyć incydentu sprzed dwóch tygodni u Abbotów. Wtedy nawet podlał trawę. Przełknął ślinę, zaglądając Erikowi przez ramię do wnętrza chaty, która zgodnie ze słowami zapraszającego była chatą i była dawno nie używana. Nie miał "pietra", chyba żeby policzyć lęk przed Upiorem Kurzem i Banshe Pleśnią.
– Mógłbym podjąć próbę przygotowania nam miejsca do odpoczynku przed powrotem. Tutaj wydaje mi się, że jest wystarczająco ciepło. – Może nie będzie to aż tak trudne? W końcu ciął złocistą żyłką wielką grubą łodygę monstrualnej rośliny chcącej ich pożreć, co mogło być trudnego w całym stadzie cienkich witek? Podrapał się po karku i uciekł spojrzeniem w stronę zachodu by ocenić ile mają czasu do tego, by pojawiło się rozgwieżdżone niebo. Zdało się, że w przeciwieństwie do ostatniej nocy, gdy mieli okazję rozmawiać, tym razem było bezchmurnie, a to niosło ze sobą bardzo dobre rokowania. – Chcesz, żebym pomógł Ci w rytuale, czy wolisz pomodlić się sam? – zagadnął jeszcze, mając świadomość, że religijność można przeżywać na wiele sposobów. Jemu o poranku wystarczyła świadomość obecności Morpheusa w okolicy, ale nie wiedział jakie preferencje pod tym względem miał Erik. Nigdy dotąd nie mieli okazji o tym rozmawiać uczciwie.
– Mógłbym podjąć próbę przygotowania nam miejsca do odpoczynku przed powrotem. Tutaj wydaje mi się, że jest wystarczająco ciepło. – Może nie będzie to aż tak trudne? W końcu ciął złocistą żyłką wielką grubą łodygę monstrualnej rośliny chcącej ich pożreć, co mogło być trudnego w całym stadzie cienkich witek? Podrapał się po karku i uciekł spojrzeniem w stronę zachodu by ocenić ile mają czasu do tego, by pojawiło się rozgwieżdżone niebo. Zdało się, że w przeciwieństwie do ostatniej nocy, gdy mieli okazję rozmawiać, tym razem było bezchmurnie, a to niosło ze sobą bardzo dobre rokowania. – Chcesz, żebym pomógł Ci w rytuale, czy wolisz pomodlić się sam? – zagadnął jeszcze, mając świadomość, że religijność można przeżywać na wiele sposobów. Jemu o poranku wystarczyła świadomość obecności Morpheusa w okolicy, ale nie wiedział jakie preferencje pod tym względem miał Erik. Nigdy dotąd nie mieli okazji o tym rozmawiać uczciwie.