Potrafiła to zrozumieć. O ile chciała, żeby ludzie mówili, żeby cały czas o niej, tak po prostu pamiętali, to zarazem chciała do pewnego stopnia kontrolować to, co na jej temat krążyło. Nie wszystko pasowało do wizerunku, który Celine starała się kreować. A wizerunek ten, wizerunek odpowiedni, miał dla Delacour olbrzymie znaczenie. Od niego bowiem zależało zdecydowanie zbyt wiele w kontekście kariery. Obydwoje z Philipem, nie musieli jednak na ten temat w ogóle rozmawiać. Starać się tego drugiego uświadamiać w tym, jak to wyglądało. Doskonale bowiem to rozumieli. Znali zasady gry. Potrafili się odpowiednio poruszać. Mieli dość czasu na to, żeby się tego nauczyć.
Kelner faktycznie już po chwili pojawił się z deską serów i winogronem. Wyglądały one całkiem apetycznie. Serów było 6 rodzajów, winogrona natomiast tradycyjnie - białe oraz czerwone. Najpopularniejsze ale i najłatwiej dostępne odmiany.
- Wiesz, są wina które dobrze komponują się z ciastem czekoladowym. - pozwoliła sobie na drobną uwagę. Kto bowiem jeśli nie ona, Delacour z krwi i kości, miałby się w tych tematach odpowiednio orientować? - Ja uwielbiam łączyć je z półsłodkim Merlotem. Powinieneś kiedyś tego spróbować. Najlepiej przy okazji wizyty w Bordeaux. Nie wiem czy zdajesz sobie z tego sprawę, ale Bordeaux to prawdziwa stolica Merlota. A sama Francja jest jego ojczyzną. - zakończyła, choć gdyby była taka potrzeba, Philip wyraził tematem zainteresowanie, mogłaby powiedzieć coś więcej. Trochę się na tym znała. Kwestia wychowania w rodzinie, dla której tematyka ta pozostawała szczególnie bliska.
Eloise? Cóż... młoda była, może doradców posiadała nie najlepszych. Gdyby Celine była na jej miejscu, zwolniłaby osobę, która namówiła piosenkarkę do tego występu. Przecież to był wstyd. Na takich jarmarkach występowały przebrzmiałe gwiazdy. Takie, którym nie pozostawało w życiu już nic więcej jak odcinanie kuponów. Inne drzwi? Inne drzwi zdążyły już się zamknąć. Celine miała nadzieje, szczerą nadzieje, że w jej przypadku do tego nie dojdzie. A przynajmniej - nie dojdzie zbyt wcześnie.
- Cóż. Każdy artysta znajdzie swoich fanów, Philipie. - uśmiechnęła się, nie dziękując za ten komplement. Przyjmując go bardziej jako oczywistość. Bo i sama również uważała się za lepszą od tej piosenkarki. I przede wszystkim mądrzejszą. Nie popełniała bowiem takich błędów. Nie pozwoliła na to, aby świat usłyszał, że hej! Celine Delacour można zaprosić na jarmark, chętnie na czymś takim wystąpi.
Francja. Ah, ta Francja. Z jednej strony faktycznie była ona ojczyzną Celine. To tam urodził się jej ojciec. To z Francji wywodziła się rodzina Delacour. Zarazem jednak blondynka zawsze powtarzała, że ojczyzny ma dwie. To co francuskie, mieszało się z tym, co brytyjskie. Matka była Bletchley. Była Brytyjką. Celine nie czuła się z tego powodu jakoś tak gorsza. Nie uważała, żeby miała się w związku z tym czego wstydzić.
- Koniec sierpnia? Musiałabym pierw upewnić się czy mam na ten czas jakieś plany. - zastanowiła się, ostatecznie nie decydując się na to, aby cokolwiek obiecać. Nie tak szybko. Nie tak wcześnie. Życie nauczyło ją, żeby się z niczym nadmiernie nie spieszyć. - Być może udałoby mi się zorganizować tych kilka wolnych dni, ale nie chce niczego obiecywać zanim nie porozmawiam z moją asystentką. - wyjaśniła, postawiła sprawę jasno. O ile nie była od tej asystentki uzależniona przez 24 godziny na dobę, to ta w dalszym ciągu była dla niej kimś istotnym. Bez konsultacji z tą kobietą, nie zgadzała się na nic. Takie postępowanie wychodziło jej z reguły na dobre.