19.07.2024, 14:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2024, 14:08 przez Millie Moody.)
za sceną z Bertiem i Guinevere
Była podekscytowana. Była najarana. Była roztrzęsiona. Zabrała patyczek od waty i roztrzepała czarne znów włosy. Jej peleryna mieniła się brokatem.
– Dobrze było? Dobrze? Myślisz? Myślisz że dobrze było? – dopytywała Bertiego, bo próżno było szukać w tłumie brata. Pewnie nie widział.. Dobrze, że nie widział, przecież się zbłaźniła, przyniosła wstyd nazwisku i Brygadzie. Dobrze, że... – O gratuluje jeszcze raz – zwróciła się energicznie do Ginny – musisz zrobić mase, potem rzeźbę, ale myślę że spokojnie sobie poradzisz, ale oczywiście nie życzę Ci żeby coś takiego Cię spotkało, żebyś musiała...– urwała nerwowy słowotok, a miała obecnie sążnisty problem, żeby go urwać. – Ja pierdole ale się kurwa stresowałam i jeszcze Morfina był doskonały, gdzie on jest? – rozejrzała się, ale nie mogła go znaleźć, bo już się zmył i zniknął w tłumie dziad jebany, tak to jest z tymi facetami. Ale potem się obróciła i znów zauważyła Bertiego który był obok i to było bardzo miłe.
Jeśli więc zapytałby "ale kim ja jestem" odpowiedziałaby - kimś obok, to miłe.
Millie nie lubiła miłych rzeczy, bo brat ją uczył że mili są Ci co chcą Cię wykorzystać i porzucić, ale Alastor lubił Bertiego, więc być może jego bycie miłym było bardziej akceptowalne niż mniej.
No i Bertie robił zajebiste słodycze.
– No dobra, to ten, wymieńcie się sowami i chodźmy na shopping bejb, muszę się rozładować, a pewnie ta cała imba spod świeczek już się skończyła, jestem ciekawa co mają, widziałam że ktoś sprzedawał cytrynówkę. – Podskakiwała koło niego jak żywe srebro, próżno było szukać łez i strachu, który zmienił jej twarz w straszliwy grymas beznadziejności ledwie kilka chwil temu. Zupełnie jakby się obudziła z koszmaru, a teraz śniła zupełnie inny sen, miły sen, słodki jak uśmiech swojego towarzysza.