19.07.2024, 14:24 ✶
Siedzę przy barze z Dorą, Isaaciem, Tessą i Teddym.
Mało kto na dobrą sprawę rozumiał, jak wielkim przekleństwem było udzielanie pomocy innym w tych ciężkich dla zwykłych czarodziejów czasach. Zwłaszcza gdy trzeba było być lojalnym wobec więcej niż jednej organizacji. Chociaż dylematy związane z przewidywanym atakiem Śmierciożerców na Beltane nie były łatwe, tak mogło być ich coraz więcej. To nie niezdolnością do pomocy martwił się Erik, a tym czy na pewno robił wszystko, co było w jego mocy. I gdzie leżała granica.
Gdzie kończyło się wspieranie Ministerstwa Magii w obronie społeczności, a gdzie zaczynała wiara w organizację Albusa Dumbledore'a? Czy ostrzeżenie Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów o nadchodzącym ataku było warte uratowania kilku istnień czy też nijak miało się do tego, że pozwolenie na spodziewany atak mogło przynieść Zakonowi więcej korzyści? Dostarczyć im informacje, które w ogólnym rozrachunku uratują większą liczbę ludzi i pozwolą pokrzyżować plany Śmierciożerców? To były dylematy, które martwiły Longbottoma. I które miał nadzieję odkładać w czasie jak najdłużej.
— Obawiam się, że w pewnym momencie wyrzuty sumienia związane z tym, czy ''cokolwiek zrobiłem'' zmieniają się w to ''czy zrobiłem wystarczająco'' — mruknął, starając się odpędzić od siebie negatywne myśli. Eh, czy nawet na przyjęciu własnej siostry nie mógł po prostu żyć tymi paroma okruszkami prywatnego życia, jakie jeszcze mu zostały? — My? Twoim światełkiem? — Zamrugał zdziwiony, czując, jak ciężar niesiony przez nich na swych barkach zaczyna wzrastać. — Ach, tak! — Uśmiechnął się minimalnie, przypominając sobie o wymianie listów z Brenną. — Faktycznie wspominała mi o tym, że odbyliście rozmowę na temat twoich badań? Artykułów?
Nie bardzo wiedział, jak sklasyfikować obecną pracę Bagshota. Seria artykułów promujących hasła anty-śmierciożercze? Zbiór reportaży związanych z atakami z ostatnich lat? Książka podsumowująca działalność czarnoksiężników w Wielkiej Brytanii? Wiedział, że siostra rozważała wprowadzenie Isaaca do struktur, jednak starał się za bardzo nie wtrącać w ten proces. Ich poglądy na temat tego, jak obecnie powinna wyglądać rekrutacja, nieco się różniły, ale tylko jedno z Longbottomów zajmowało wystarczająco wysoką pozycję w organizacji, aby rządzić ''standardami'' w tej kwestii. Mimo to przekazał Brennie parę informacji na temat przyjaciela ze szkoły.
— Nie, czemu? — Zmarszczył brwi na słowa ciotki Tessy, która do nich dołączyła. Zerknął w stronę nieba, spodziewając się, że ujrzy tam zbierające się nad nimi burzowe chmury lub zapowiedź wielkiej wichury. — Wszystko jest w porządku. Trzeba korzystać z pogody, póki jest okazja. Zaraz wrócimy do ulewnej rutyny.
Erik obserwował zdziwiony, jak Isaac przechodzi na parkiet z ciotką Quintessą. Zamrugał parokrotnie, jakby chciał się upewnić, że to na pewno mu się śni. Zerknął nawet nieco oskarżycielsko w kierunku Teddy'ego, jakby zakładał, że znowu ktoś majstrował przy drinkach. Tak jak na potańcówce w stodole, tak jak na weselu Perseusza Blacka, kiedy ludzie zaczęli spontanicznie zmieniać się w świnki morskie z zagranicy. W końcu wypuścił głośno powietrze przez usta. Z drugiej strony... To była w końcu impreza.
— Wiesz co? W takich chwilach czasem się boję, że Isaac poderwie mi kogoś z rodziny — przyznał rozbawionym tonem, kierując swe słowa do Menodory. — Jeszcze kilka obrotów, a okaże się, że w przyszłym roku będę musiał na niego wołać per stryjku. — Pokręcił lekko głową, po czym odmówił drinka krótkim ruchem dłoni. — Niee, wstrzymam się na razie.
Ktoś powinien trwać na posterunku trzeźwości, pomyślał przelotnie, zerkając w stronę plaży. Co jakiś czas tu i ówdzie przemykała mu sylwetka siostry. Czy powinien ją zganić, że zamiast dobrze się bawić, to biegała od jednego gościa do drugiego, sprawdzając, czy wszystko było w porządku? Wprawdzie była gospodynią, ale to przecież nie oznaczała, że sama nie mogła spędzić chwili czasu przy przekąskach, po prostu dobrze się bawiąc...
Mało kto na dobrą sprawę rozumiał, jak wielkim przekleństwem było udzielanie pomocy innym w tych ciężkich dla zwykłych czarodziejów czasach. Zwłaszcza gdy trzeba było być lojalnym wobec więcej niż jednej organizacji. Chociaż dylematy związane z przewidywanym atakiem Śmierciożerców na Beltane nie były łatwe, tak mogło być ich coraz więcej. To nie niezdolnością do pomocy martwił się Erik, a tym czy na pewno robił wszystko, co było w jego mocy. I gdzie leżała granica.
Gdzie kończyło się wspieranie Ministerstwa Magii w obronie społeczności, a gdzie zaczynała wiara w organizację Albusa Dumbledore'a? Czy ostrzeżenie Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów o nadchodzącym ataku było warte uratowania kilku istnień czy też nijak miało się do tego, że pozwolenie na spodziewany atak mogło przynieść Zakonowi więcej korzyści? Dostarczyć im informacje, które w ogólnym rozrachunku uratują większą liczbę ludzi i pozwolą pokrzyżować plany Śmierciożerców? To były dylematy, które martwiły Longbottoma. I które miał nadzieję odkładać w czasie jak najdłużej.
— Obawiam się, że w pewnym momencie wyrzuty sumienia związane z tym, czy ''cokolwiek zrobiłem'' zmieniają się w to ''czy zrobiłem wystarczająco'' — mruknął, starając się odpędzić od siebie negatywne myśli. Eh, czy nawet na przyjęciu własnej siostry nie mógł po prostu żyć tymi paroma okruszkami prywatnego życia, jakie jeszcze mu zostały? — My? Twoim światełkiem? — Zamrugał zdziwiony, czując, jak ciężar niesiony przez nich na swych barkach zaczyna wzrastać. — Ach, tak! — Uśmiechnął się minimalnie, przypominając sobie o wymianie listów z Brenną. — Faktycznie wspominała mi o tym, że odbyliście rozmowę na temat twoich badań? Artykułów?
Nie bardzo wiedział, jak sklasyfikować obecną pracę Bagshota. Seria artykułów promujących hasła anty-śmierciożercze? Zbiór reportaży związanych z atakami z ostatnich lat? Książka podsumowująca działalność czarnoksiężników w Wielkiej Brytanii? Wiedział, że siostra rozważała wprowadzenie Isaaca do struktur, jednak starał się za bardzo nie wtrącać w ten proces. Ich poglądy na temat tego, jak obecnie powinna wyglądać rekrutacja, nieco się różniły, ale tylko jedno z Longbottomów zajmowało wystarczająco wysoką pozycję w organizacji, aby rządzić ''standardami'' w tej kwestii. Mimo to przekazał Brennie parę informacji na temat przyjaciela ze szkoły.
— Nie, czemu? — Zmarszczył brwi na słowa ciotki Tessy, która do nich dołączyła. Zerknął w stronę nieba, spodziewając się, że ujrzy tam zbierające się nad nimi burzowe chmury lub zapowiedź wielkiej wichury. — Wszystko jest w porządku. Trzeba korzystać z pogody, póki jest okazja. Zaraz wrócimy do ulewnej rutyny.
Erik obserwował zdziwiony, jak Isaac przechodzi na parkiet z ciotką Quintessą. Zamrugał parokrotnie, jakby chciał się upewnić, że to na pewno mu się śni. Zerknął nawet nieco oskarżycielsko w kierunku Teddy'ego, jakby zakładał, że znowu ktoś majstrował przy drinkach. Tak jak na potańcówce w stodole, tak jak na weselu Perseusza Blacka, kiedy ludzie zaczęli spontanicznie zmieniać się w świnki morskie z zagranicy. W końcu wypuścił głośno powietrze przez usta. Z drugiej strony... To była w końcu impreza.
— Wiesz co? W takich chwilach czasem się boję, że Isaac poderwie mi kogoś z rodziny — przyznał rozbawionym tonem, kierując swe słowa do Menodory. — Jeszcze kilka obrotów, a okaże się, że w przyszłym roku będę musiał na niego wołać per stryjku. — Pokręcił lekko głową, po czym odmówił drinka krótkim ruchem dłoni. — Niee, wstrzymam się na razie.
Ktoś powinien trwać na posterunku trzeźwości, pomyślał przelotnie, zerkając w stronę plaży. Co jakiś czas tu i ówdzie przemykała mu sylwetka siostry. Czy powinien ją zganić, że zamiast dobrze się bawić, to biegała od jednego gościa do drugiego, sprawdzając, czy wszystko było w porządku? Wprawdzie była gospodynią, ale to przecież nie oznaczała, że sama nie mogła spędzić chwili czasu przy przekąskach, po prostu dobrze się bawiąc...
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞