19.07.2024, 17:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.07.2024, 17:01 przez Thomas Hardwick.)
Podchodzę z Gerry do baru, gdzie są Erik, Isaac, Dora, Thomas drugi i Tessa (i Teddy)
Jesień rzeczywiście mogła okazać się jednym z jego lepszych okresów w życiu. Szczególnie, że była to chyba jego ulubiona pora roku. Szczególnie jej początek, ze złocistymi liśćmi, wspomnieniem powrotu do Hogwartu, kubkami gorącej kawy z cynamonem i deszczowych wieczorów, które zdecydowanie nie mu nie przeszkadzały. Deszcz padający za oknem miał w sobie coś niezwykle uspokajającego a jednocześnie leniwego, co wprawiało go może w lekko nostalgiczny choć przyjemny nastrój.
Na razie jednak mogli cieszyć się ostatnimi chwilami lata, które nadal ich rozpieszczało całkiem ładną pogodą i ciepłymi wieczorami, z których mogli tak radośnie korzystać, bawiąc się do białego rana.
Thomas znajdował się wśród przyjaciół, nie zdążył jednak nikomu powiedzieć o małej zmianie w swoim życiu i dziś trochę tego żałował, z drugiej strony, był trochę podekscytowany ich nagłym pojawieniem się tu razem. Chwycił dłoń Geraldine, ciesząc się, że pomimo zawahania chciała się z nim tu pokazać. Tak naprawdę nie pomyślał, jakie konsekwencje mogło mieć dla niej bycie z mugolakiem. Po prostu był szczęśliwy, że kobieta która podobała mu się od tak dawna, naprawdę odpuściła mu wszystkie grzechy i chciała z nim być. Tylko to się dla niego dziś liczyło.
- Najwyżej ktoś zakrztusi się dziś piwem albo kiełbaską na nasz widok. Może uda nam się zobaczyć jakieś ciekawe reakcje. - Uśmiechnął się szeroko, podchodząc coraz bliżej głównej imprezy, która coraz bardziej się rozkręcała. Musiał nawet przystanąć na chwilę widząc pędzącego do wody niedźwiedzia, szybko jednak przypomniał sobie o Samie i jedynie spojrzał na Gerry, wzruszając ramionami.
- Dziś nie aportuje jak coś. - Zaśmiał się, przypominając o swojej formie animaga.
Czuł, że mało co mogło mu dziś popsuć humor i chciał z tego korzystać.
Uniósł brwi słysząc o zaprawianych drinkach na weselu, spoglądając ostrożnie w stronę baru.
Z tego co mówiła Brenna będzie parę drinków ze specjalnymi efektami, ale są też te zwykłe, jeśli tylko je wolisz. Dla pewności zapytaj barmana, choć jeśli ja zacznę gadać zwierzęcym głosem, to się proszę nie obraź - zaznaczył, wiedząc, że sam nie odmówi sobie zabawy.
Pomachał gromadce która zebrała się przy barze, nie puszczając ręki Gerry, czując, że najgorsze powinien mieć za sobą. Wiedział, że byli przyjaciele z Gryffindoru najwięcej wiedzieli o tym co się właśnie stało i czuł, że może najlepiej było od nich zacząć.
- Hej! Widzę, że już dobrze się bawicie. Nie obrazicie się, że przyprowadziłem towarzystwo? - zapytał, czując, że zrobiło mu się trochę cieplej.
Poprosił na początek dla siebie piwo, czując, że może mu to pomóc przeżyć tę chwilę.
- Co dla ciebie? - zapytał Geraldine, gotowy złożyć zamówienie też dla niej.
Jesień rzeczywiście mogła okazać się jednym z jego lepszych okresów w życiu. Szczególnie, że była to chyba jego ulubiona pora roku. Szczególnie jej początek, ze złocistymi liśćmi, wspomnieniem powrotu do Hogwartu, kubkami gorącej kawy z cynamonem i deszczowych wieczorów, które zdecydowanie nie mu nie przeszkadzały. Deszcz padający za oknem miał w sobie coś niezwykle uspokajającego a jednocześnie leniwego, co wprawiało go może w lekko nostalgiczny choć przyjemny nastrój.
Na razie jednak mogli cieszyć się ostatnimi chwilami lata, które nadal ich rozpieszczało całkiem ładną pogodą i ciepłymi wieczorami, z których mogli tak radośnie korzystać, bawiąc się do białego rana.
Thomas znajdował się wśród przyjaciół, nie zdążył jednak nikomu powiedzieć o małej zmianie w swoim życiu i dziś trochę tego żałował, z drugiej strony, był trochę podekscytowany ich nagłym pojawieniem się tu razem. Chwycił dłoń Geraldine, ciesząc się, że pomimo zawahania chciała się z nim tu pokazać. Tak naprawdę nie pomyślał, jakie konsekwencje mogło mieć dla niej bycie z mugolakiem. Po prostu był szczęśliwy, że kobieta która podobała mu się od tak dawna, naprawdę odpuściła mu wszystkie grzechy i chciała z nim być. Tylko to się dla niego dziś liczyło.
- Najwyżej ktoś zakrztusi się dziś piwem albo kiełbaską na nasz widok. Może uda nam się zobaczyć jakieś ciekawe reakcje. - Uśmiechnął się szeroko, podchodząc coraz bliżej głównej imprezy, która coraz bardziej się rozkręcała. Musiał nawet przystanąć na chwilę widząc pędzącego do wody niedźwiedzia, szybko jednak przypomniał sobie o Samie i jedynie spojrzał na Gerry, wzruszając ramionami.
- Dziś nie aportuje jak coś. - Zaśmiał się, przypominając o swojej formie animaga.
Czuł, że mało co mogło mu dziś popsuć humor i chciał z tego korzystać.
Uniósł brwi słysząc o zaprawianych drinkach na weselu, spoglądając ostrożnie w stronę baru.
Z tego co mówiła Brenna będzie parę drinków ze specjalnymi efektami, ale są też te zwykłe, jeśli tylko je wolisz. Dla pewności zapytaj barmana, choć jeśli ja zacznę gadać zwierzęcym głosem, to się proszę nie obraź - zaznaczył, wiedząc, że sam nie odmówi sobie zabawy.
Pomachał gromadce która zebrała się przy barze, nie puszczając ręki Gerry, czując, że najgorsze powinien mieć za sobą. Wiedział, że byli przyjaciele z Gryffindoru najwięcej wiedzieli o tym co się właśnie stało i czuł, że może najlepiej było od nich zacząć.
- Hej! Widzę, że już dobrze się bawicie. Nie obrazicie się, że przyprowadziłem towarzystwo? - zapytał, czując, że zrobiło mu się trochę cieplej.
Poprosił na początek dla siebie piwo, czując, że może mu to pomóc przeżyć tę chwilę.
- Co dla ciebie? - zapytał Geraldine, gotowy złożyć zamówienie też dla niej.