Nie przeszło jej nawet przez myśl, że kiedy ona chciała kobiecie pomóc, zająć się nią tak, jak powinna, ta z jej towarzystwa cieszyła się... cóż, jakoś tak nieszczególnie. Całe szczęście niczego takiego nie dostrzegła. Kobieta jak to kobieta - raz przez kogoś urażona, tę urazę potrafiła trzymać w sobie naprawdę długo.
- Kiedyś musiał nadejść ten pierwszy raz, prawda? - odpowiedziała na wyznanie Urlett. Pierwsze razy, tak uważała, miały w sobie pewien urok. Warto było poznawać nowe rzeczy. Zanurzać się w nich. Dobrze bawić. Sama Celine nigdy się tego nie obawiała.
Aryaman Birla? Nic jej to imię i nazwisko nie mówiło. Czyżby kolejna maskotka Anthony'ego? W zasadzie mało zaskakujące. Nie zamierzała dzielić się tą myślą z Urlett. Kiedyś sama się we wszystkim tym połapie. Zauważy pewne prawidłowości. Wzorce. O ile oczywiście znajdzie dla siebie miejsce w towarzystwie.
- Myślę, że nasz drogi Anthony później bardzo chętnie spędzi z Tobą nieco czasu. - uśmiechnęła się grzecznie. Nie ciepło, a właśnie grzecznie. Uprzejmie. Na takie zachowania pozwalała sobie w towarzystwie blondynki najczęściej. - Ale nie przeciągajmy tutaj, chodźmy.
Upiła łyk wina, wina niemalże równie czerwonego co jej usta. Następnie gestem dała znać Urlett, aby za nią podążyła. Kilka chwil później zniknęła już za drzwiami prowadzącymi do pomieszczenia, w którym znajdywał się stół przeznaczony do gry w ruletkę.