19.07.2024, 19:45 ✶
Zasmarkana i zapłakana dziewczynka, spojrzała na Ritę i zaszlochała żałośnie.
-B-bo... mój kotek uciekł. O tam!-Wskazała palcem w stronę jednego z dachu budynku.-Franek...- Załkała. W dłoniach trzymała pustą miseczkę po kocim jedzeniu, a z nosa zwisał jej gil. Miała może pięć lub sześć lat i właśnie przeżywała swój pierwszy życiowy dramat. Bardzo kochała swojego kotka i nie wyobrażała sobie, że miałoby go zabraknąć! Szkoda tylko, że Franek nie podzielał jej entuzjazmu. Mała Marcella uwielbiała bawić się z nim w dom, w kociego fryzjera, magiczną pralnię oraz we wszystko, co tylko przyszło jej do głowy. Zabawa w dom polegała na łapaniu Franka i wkładaniu go do lewitującego wózka dla lalek. Jeśli nie zdążył jej podrapać lub uciec, to ubierała mu dziecięcą czapeczkę i próbowała karmić z zabawkowej butelki. U fryzjera, obcinała mu sierść i raz nawet wąsy, co dla kota była traumatycznym przeżyciem. O zabawie w pralnię lepiej nie wspominać, ale Franek nie raz wkładany był do pralki tylko po to, żeby Marcella kręciła bębnem i udawać, że z pralni magicznie przenieśli się do wesołego miasteczka...
Franek miał dość i postanowił uciec. Pech jednak chciał, że płacz dziewczynki zwabił Isaac'a, który postanowił pomóc. Kot był na tyle zdesperowany, że robił wszystko, aby tylko nie dać się złapać. Bagshot musiał eksplorować brudne piwnice, wdrapywać się na płoty i wspinać po dachach, co przypomniało mu o latach młodości...
-Pan poszedł go szukać...- Powiedziała dziewczynka, wycierając gila rękawem. Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale wtedy z dachu zeskoczył Isaac. Trzymał w rękach kota, więc Marcella pisneła z radości!
Isaac i Franek wyglądali jak siedem (łącznie czternaście) nieszczęść. Kot był zestresowany i prychał, a historyk cały brudny od kurzu oraz sadzy. Na jego prawym policzku oraz dłoniach, widniały ślady po pazurach. Nie zdążył nawet przywitać się z Ritą, ponieważ zwierzę zaczęło się szarpać.
-B-bo... mój kotek uciekł. O tam!-Wskazała palcem w stronę jednego z dachu budynku.-Franek...- Załkała. W dłoniach trzymała pustą miseczkę po kocim jedzeniu, a z nosa zwisał jej gil. Miała może pięć lub sześć lat i właśnie przeżywała swój pierwszy życiowy dramat. Bardzo kochała swojego kotka i nie wyobrażała sobie, że miałoby go zabraknąć! Szkoda tylko, że Franek nie podzielał jej entuzjazmu. Mała Marcella uwielbiała bawić się z nim w dom, w kociego fryzjera, magiczną pralnię oraz we wszystko, co tylko przyszło jej do głowy. Zabawa w dom polegała na łapaniu Franka i wkładaniu go do lewitującego wózka dla lalek. Jeśli nie zdążył jej podrapać lub uciec, to ubierała mu dziecięcą czapeczkę i próbowała karmić z zabawkowej butelki. U fryzjera, obcinała mu sierść i raz nawet wąsy, co dla kota była traumatycznym przeżyciem. O zabawie w pralnię lepiej nie wspominać, ale Franek nie raz wkładany był do pralki tylko po to, żeby Marcella kręciła bębnem i udawać, że z pralni magicznie przenieśli się do wesołego miasteczka...
Franek miał dość i postanowił uciec. Pech jednak chciał, że płacz dziewczynki zwabił Isaac'a, który postanowił pomóc. Kot był na tyle zdesperowany, że robił wszystko, aby tylko nie dać się złapać. Bagshot musiał eksplorować brudne piwnice, wdrapywać się na płoty i wspinać po dachach, co przypomniało mu o latach młodości...
-Pan poszedł go szukać...- Powiedziała dziewczynka, wycierając gila rękawem. Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale wtedy z dachu zeskoczył Isaac. Trzymał w rękach kota, więc Marcella pisneła z radości!
Isaac i Franek wyglądali jak siedem (łącznie czternaście) nieszczęść. Kot był zestresowany i prychał, a historyk cały brudny od kurzu oraz sadzy. Na jego prawym policzku oraz dłoniach, widniały ślady po pazurach. Nie zdążył nawet przywitać się z Ritą, ponieważ zwierzę zaczęło się szarpać.