09.01.2023, 18:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2023, 18:02 przez Fergus Ollivander.)
Fergus nie potrafił rozkoszować się naturą w samotności z obawy przed tym, że coś mogłoby go skrzywdzić. I tak też zazwyczaj się działo. Nie pływał bez towarzystwa kogoś bardziej doświadczonego i tak samo nie powinien był wchodzić do lasu, dopóki Regina nie pojawiła się przy jego boku. Sam był sobie winien, że chochliki się na niego rzuciły i doskonale o tym wiedział. Z drugiej strony mógł ryzykować starciem z jakimś wężem, nawet jeśli niemagicznym, to wciąż groźnym i wywołującym u niego nieprzyjemne dreszcze i mdłości.
- Łatwo ci mówić – odkrzyknął, kręcąc się w kółko i machając rękami, by strącić chochliki, które szarpały go za włosy i kurtkę. Miał wrażenie, że zaraz powyrywają mu całe pasma z głowy, byle tylko spróbować go unieść, co nie było zbyt łatwe względem dorosłego mężczyzny.
Prawie wytrąciły mu z ręki różdżkę, ciągnąc za nią, podczas gdy on starał się wzmocnić swój uścisk. Zaklęcie Rowle, choć słabe, zatrzymało je na moment, pozwalając Fergusowi złapać równowagę. Jeśli w ten sposób miała wyglądać jego praca, to chyba powinien ją zmienić. Nikt nigdy nie myślał o tym, że wytwórca różdżek musiał biegać między drzewami, walcząc z magicznymi stworzeniami. Widzieli tylko efekt w postaci zakurzonych pudeł wypełnionych patykami.
Chochliki znów się uaktywniły, tym razem pędząc w stronę Reginy. Wyciągnął przed siebie różdżkę, naśladując zaklęcie, które olbrzymka starała się wcześniej rzucić. Ufał jej w kwestii doboru uroku, choć nie dziwił się, że nie zatrzymało tych przeklętych stworków na dłużej. Były nadaktywne.
Machnął w odpowiedni sposób, wypowiadając inkantację.
I zupełnie nic się nie stało. Cholera jasna! Nie potrafił się skupić, nadal nakręcony tym, by odgonić się od nich.
- Jak się ich pozbyć? - zawołał, biegnąc w kierunku Rowle i szukając u niej pomocy, choć sama musiała odpędzić się od niebieskich, skrzydlatych robali.
- Łatwo ci mówić – odkrzyknął, kręcąc się w kółko i machając rękami, by strącić chochliki, które szarpały go za włosy i kurtkę. Miał wrażenie, że zaraz powyrywają mu całe pasma z głowy, byle tylko spróbować go unieść, co nie było zbyt łatwe względem dorosłego mężczyzny.
Prawie wytrąciły mu z ręki różdżkę, ciągnąc za nią, podczas gdy on starał się wzmocnić swój uścisk. Zaklęcie Rowle, choć słabe, zatrzymało je na moment, pozwalając Fergusowi złapać równowagę. Jeśli w ten sposób miała wyglądać jego praca, to chyba powinien ją zmienić. Nikt nigdy nie myślał o tym, że wytwórca różdżek musiał biegać między drzewami, walcząc z magicznymi stworzeniami. Widzieli tylko efekt w postaci zakurzonych pudeł wypełnionych patykami.
Chochliki znów się uaktywniły, tym razem pędząc w stronę Reginy. Wyciągnął przed siebie różdżkę, naśladując zaklęcie, które olbrzymka starała się wcześniej rzucić. Ufał jej w kwestii doboru uroku, choć nie dziwił się, że nie zatrzymało tych przeklętych stworków na dłużej. Były nadaktywne.
Machnął w odpowiedni sposób, wypowiadając inkantację.
Rzut O 1d100 - 12
Akcja nieudana
Akcja nieudana
I zupełnie nic się nie stało. Cholera jasna! Nie potrafił się skupić, nadal nakręcony tym, by odgonić się od nich.
- Jak się ich pozbyć? - zawołał, biegnąc w kierunku Rowle i szukając u niej pomocy, choć sama musiała odpędzić się od niebieskich, skrzydlatych robali.