20.07.2024, 00:30 ✶
W Londynie dało się natrafić na różnych dziwaków. Ludzie lubili rzeczy powszechnie uchodzące za popaprane - krzyczenie na siebie, obrażanie, bicie, szarpanie za włosy. Żyli latami w toksycznych, wysysających z nich życie związkach... No generalnie czerpali przyjemność lub życiową satysfakcję z bycia krzywdzonymi. Flint do tego grona nie należał, ale nie zaczęłam tego wątku bez powodu - kiedy chcesz być uderzonym, rozkosznie nadstawiasz drugi policzek, a kiedy chcesz być okradzionym, natrętnie napełniasz trzymaną na wierzchu sakiewkę kilkoma syklami, żeby skusić potencjalnego złodziejaszka.
Tak, Dægberht chciał być okradziony, a O'Dwyer wpadł w jego pułapkę tak, jak kociak wpadłby w pułapkę zastawioną z kłębka włóczki toczącego się po zakurzonej podłodze.
- Ciekawe, obrabowany właśnie zostałem, w biały dzień na Alei Horyzontalnej, wszechświat zechciał kogoś ukarać akurat dziś - oświadczył, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, a przecież Leo wciąż znajdował się w zasięgu jego głosu. Nie, Flinty nie był kimś, kto by się taką rzeczą wcale nie przejął - teraz jednak zachowywał się jak kompletny odklejeniec - stał tak jak słup soli, wpatrując się niby to w uciekającego kieszonkowca, ale tak naprawdę to w nic się nie wpatrywał.
- Berty, a niech to, nawet nie zauważyłam go, jak się zbliżał...!
- Mhm. To co z tym waflem?
Pani Pippins zmarszczyła brwi, wychylając się zza tej lady. Kobiecina nie miała pojęcia co robić, cmoknęła ustami i wzruszyła ramionami, zabierając się za smażenie tego wafla, mogła go przecież w ten sposób jakoś pocieszyć, tak? Ale Flint nie potrzebował pocieszenia. Wręcz przeciwnie, pocił się teraz z zupełnie innego powodu, niż można się było spodziewać po kimś, kto właśnie stracił jakiś skrawek swojego dobytku i został przy tym popchnięty jak nic nieznacząca kukła.
- Pani Pippins wie pani co, ja... chyba poczucie winy mam jednak. Popilnowałaby chwilę pani mojego wózka? - Kopnął ten odstający dynks, dzięki któremu wózek stał w miejscu, zamiast toczyć się w dół ulicy, po czym poprawił swój kapelusz i ruszył w pościg za O'Dwyerem. - Poczekaj! Poczeeekaj! Coś ci muszę powiedzieć o tej sakiewce, coś baaardzo ważnego!
Tak, Dægberht chciał być okradziony, a O'Dwyer wpadł w jego pułapkę tak, jak kociak wpadłby w pułapkę zastawioną z kłębka włóczki toczącego się po zakurzonej podłodze.
- Ciekawe, obrabowany właśnie zostałem, w biały dzień na Alei Horyzontalnej, wszechświat zechciał kogoś ukarać akurat dziś - oświadczył, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie, a przecież Leo wciąż znajdował się w zasięgu jego głosu. Nie, Flinty nie był kimś, kto by się taką rzeczą wcale nie przejął - teraz jednak zachowywał się jak kompletny odklejeniec - stał tak jak słup soli, wpatrując się niby to w uciekającego kieszonkowca, ale tak naprawdę to w nic się nie wpatrywał.
- Berty, a niech to, nawet nie zauważyłam go, jak się zbliżał...!
- Mhm. To co z tym waflem?
Pani Pippins zmarszczyła brwi, wychylając się zza tej lady. Kobiecina nie miała pojęcia co robić, cmoknęła ustami i wzruszyła ramionami, zabierając się za smażenie tego wafla, mogła go przecież w ten sposób jakoś pocieszyć, tak? Ale Flint nie potrzebował pocieszenia. Wręcz przeciwnie, pocił się teraz z zupełnie innego powodu, niż można się było spodziewać po kimś, kto właśnie stracił jakiś skrawek swojego dobytku i został przy tym popchnięty jak nic nieznacząca kukła.
- Pani Pippins wie pani co, ja... chyba poczucie winy mam jednak. Popilnowałaby chwilę pani mojego wózka? - Kopnął ten odstający dynks, dzięki któremu wózek stał w miejscu, zamiast toczyć się w dół ulicy, po czym poprawił swój kapelusz i ruszył w pościg za O'Dwyerem. - Poczekaj! Poczeeekaj! Coś ci muszę powiedzieć o tej sakiewce, coś baaardzo ważnego!
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr