Lecąca w twoją stronę niebieska szarańcza mogła być całkiem ciekawym, a nawet pięknym widokiem. O ile jednocześnie nie była to chmara stworzonek, które za sens życia wzięły sobie uprzykrzanie go innym stworzeniom, w tym i czarodziejom.
— Jak się dowiem, to wyślę ci sowę! — krzyknęła zła, że jej pierwsze zaklęcie nie podziałało.
Regina mocniej ścisnęła różdżkę i krótkim gestem wyczarowała przed sobą barierę, chcąc zdobyć sobie nieco czasu na rzucenie kolejnego zaklęcia. Co prawda jeszcze nie wiedziała jakiego, ale to już inna kwestia.
Akcja nieudana
To nie był ich dzień. Ani Fergusa, ani Reginy, ani różdżek należących do nich. Nim zorientowała się, że zaklęcie nie zadziałało, chochliki wleciały w nią z impetem i poczęły szarpać, za co tylko się dało. Włosy, kurtkę, uszy, nogawki spodni nawet. Do tego piski i chichoty, które ogłuszyłyby nawet głuchego.
— Fergus, rzuć Immobulusa! — krzyknęła do kompana, kuląc się pod naporem tych szkodników.