09.01.2023, 18:42 ✶
Będzie mógł przekomarzać się z nim przez resztę wieczoru. Mogą porozmawiać na temat posiadania nudnej osobowości, przepracowania i omawiania w jaki sposób można wykorzystać czas przerwy od pracy. Czuł w kościach, że ich plany mogą się ze sobą pokrywać a skoro najwyraźniej Fergus też ma wolne popołudnie to będzie można zaczerpnąć z reszty dnia należyty odpoczynek. Im dłużej o tym myślał tym chętniej się stąd zbierał. Posłał mu pełne obietnic spojrzenie i ruszył do łazienki aby się obmyć, ocucić i przywrócić do pełnej świadomości. Powinien w końcu pozbyć się schematu działania dotyczącego artefaktu. Nie ucieknie mu, ma na to cały rok a dziś był pierwszy dzień. Z lekkim uśmiechem na ustach spędził w łazience całe dwie minuty. Co mogłoby się stać w tym czasie? Nie spodziewał się, że ten dźwięk krzyku Fergusa mógłby go tak zmrozić. Nie pamiętał w jaki sposób wydostał się z łazienki, słyszał tylko dźwięk trzaskających o ścianę drzwi. Wzrok zakotwiczył w Fergusie, na którego ręku wisiała… szkatuła.
- Kurwa, nie.- dopadł do niego w dwóch susach i rozbieganym wzrokiem wodził od otwartego wieczka, które od spodu skrywało szpikulce przypominające zęby do bladej twarzy Olivandera. Aktualnie były zatopione w nadgarstku Fergusa, z którego zaczęła cieknąć krew.
- Kurwa. Usiądź. Powoli, ostrożnie usiądź. - jedną ręką przytrzymał jego łokieć a drugą przysunął krzesło, pomagając mu bez paniki usiąść. Krwistoczerwona krew brudziła już ubranie i to go przerażało. Zgiął jego łokieć tak, aby szkatułka opierała się dnem o jego mostek, a nadgarstek był powyżej serca - podstawowe zasady tamowania krwotoku.
- Słuchaj mnie. Słyszysz? To ważne.- pochylił się i położył dłoń na jego policzku.
- Nie możesz ruszyć ręką. Mów mi, jeśli ból będzie silniejszy albo słabszy. Rozumiesz? - mówił śmiertelnie poważnie, przesuwając dłoń na jego szyję, zauważając, że bardzo szybko się nagrzał.
Podwinął rękaw jego koszulki i przyjrzał się miejscu ugryzienia. Szkatułka do połowy miała zatopione "zęby" w skórze. Nasłuchiwał i wyodrębnił od dźwięku zębatek cykanie. Przez chwilę liczył szeptem te piknięcia a gdy nastąpiła pauza (wieko zacisnęło się wówczas mocniej) i nastąpiło kolejne odliczanie, to go zmroziło. Do złudzenia przypominało mu to czas aktywacji. Sięgnął po różdżkę i z zaciśniętymi mocno ustami omiótł jasnym światłem zaklęcia łapczywie wczepiony w Fergusa artefakt. Zaklęcie diagnozujące podpowiadało, że to nie jest pełna aktywacja przedmiotu. Sęk w tym, że nie wiedział co będzie dalej. Nie zdążył go rozpracować, ledwie zaczął!
- Kurwa.- zaklął kolejny raz bo w życiu nie przypuszczał, że będzie musiał z kogokolwiek - zwłaszcza z bliskiej osoby zrywać artefakt! Podniósł z biurka lampkę a resztę jednym zamaszystym ruchem całej ręki zrzucił na podłogę. Lampkę przysunął na środek blatu.
- Ostrożnie wyprostuj rękę. Połóż ją z tym na biurku. Wytrzymaj, muszę to z ciebie zdjąć. - ale to, że nie wie jak to mu nie mówił. Pomagał mu, trzymał jego ramię i starał się nie spanikować na widok gęstej cieczy.
- Kurwa, nie.- dopadł do niego w dwóch susach i rozbieganym wzrokiem wodził od otwartego wieczka, które od spodu skrywało szpikulce przypominające zęby do bladej twarzy Olivandera. Aktualnie były zatopione w nadgarstku Fergusa, z którego zaczęła cieknąć krew.
- Kurwa. Usiądź. Powoli, ostrożnie usiądź. - jedną ręką przytrzymał jego łokieć a drugą przysunął krzesło, pomagając mu bez paniki usiąść. Krwistoczerwona krew brudziła już ubranie i to go przerażało. Zgiął jego łokieć tak, aby szkatułka opierała się dnem o jego mostek, a nadgarstek był powyżej serca - podstawowe zasady tamowania krwotoku.
- Słuchaj mnie. Słyszysz? To ważne.- pochylił się i położył dłoń na jego policzku.
- Nie możesz ruszyć ręką. Mów mi, jeśli ból będzie silniejszy albo słabszy. Rozumiesz? - mówił śmiertelnie poważnie, przesuwając dłoń na jego szyję, zauważając, że bardzo szybko się nagrzał.
Podwinął rękaw jego koszulki i przyjrzał się miejscu ugryzienia. Szkatułka do połowy miała zatopione "zęby" w skórze. Nasłuchiwał i wyodrębnił od dźwięku zębatek cykanie. Przez chwilę liczył szeptem te piknięcia a gdy nastąpiła pauza (wieko zacisnęło się wówczas mocniej) i nastąpiło kolejne odliczanie, to go zmroziło. Do złudzenia przypominało mu to czas aktywacji. Sięgnął po różdżkę i z zaciśniętymi mocno ustami omiótł jasnym światłem zaklęcia łapczywie wczepiony w Fergusa artefakt. Zaklęcie diagnozujące podpowiadało, że to nie jest pełna aktywacja przedmiotu. Sęk w tym, że nie wiedział co będzie dalej. Nie zdążył go rozpracować, ledwie zaczął!
- Kurwa.- zaklął kolejny raz bo w życiu nie przypuszczał, że będzie musiał z kogokolwiek - zwłaszcza z bliskiej osoby zrywać artefakt! Podniósł z biurka lampkę a resztę jednym zamaszystym ruchem całej ręki zrzucił na podłogę. Lampkę przysunął na środek blatu.
- Ostrożnie wyprostuj rękę. Połóż ją z tym na biurku. Wytrzymaj, muszę to z ciebie zdjąć. - ale to, że nie wie jak to mu nie mówił. Pomagał mu, trzymał jego ramię i starał się nie spanikować na widok gęstej cieczy.