09.01.2023, 20:05 ✶
- Wierzę ci.- odpowiedział bez pomyślunku bo to była ostatnia rzecz o jakiej myślał. Nie chciał dokładać mu zmartwień skoro mieli zdecydowanie poważniejsze problemy. Kiedy wszystko skończy się dobrze - a musi! - wrócą do tego tematu. Teraz Fergus nie może się załamać, Castiel też musiał zapanować nad emocjami i dłońmi, próbując potraktować sytuację z dystansem. Niech to szlag, nie potrafił. To Fergus. Do jasnej avady, to Fergus. Musiał ułożyć go tak, aby mieć pełen dostęp do wbitego w jego nadgarstek wieczka. Wgryzło się w najgorszym miejscu - tam gdzie skóra jest cienka i gdzie goi się najdłużej. Próbował to zdiagnozować czarem ale efektem było wzmocnienie naporu wieka. Niech to szlag, ma pracować nad bombą…
- Nie odgryzie ci ręki. Dziabnęło kawałek nadgarstka. Nie dotrze do kości.- próbował go uspokoić jednak sądząc po artefakcie to miał wielkie możliwości aby dostać się do kości. Nie podobało mu się, że ten zaczyna tu mdleć.
- Nie zasypiaj.- pochylił się nad szkatułką, oświęcając ją lampą. Analizował na szybko wszystkie możliwe uniwersalne zaklęcia, które mogłyby pomóc. Kiedy Fergus krzyknął z bólu, coś w nim pękło. Przytrzymał zgięcie jego łokcia i wycelował tuż obok wbitych szpikulców zaklęcie spowalniające - nie tylko napór ale i być może trochę przepływu krwi. Mimo wszystko krew wypłynęła nieprzyjemnym bulgotaniem na biurko. Rzucił się do szuflady, wyciągnął zapakowanego wyjca i zapisał głosem w nim wiadomość do Brenny. Dobiegł do sowy, przymocował zwitek do jej nogi i błagalnie pospieszającym tonem poprosił Cholerę aby czym wiatr w skrzydłach znalazła Brennę. Tylko ona przyszła mu teraz do głowy. Wypuścił sowę na zewnątrz, patrząc sekundę jak ta zrywa się gwałtownie do lotu. Wrócił do Fergusa, który prawie spadł z krzesła. Złapał go chyba w ostatniej chwili i poprawił aby cały ciężar ciała był na biurku.
- Fergus, ocknij się. Mów do mnie. Powiedz mi gdzie będziesz chciał iść ze mną na randkę jak to z ciebie zdejmę. Mów! - próbował go ocucić i wrócił do jego ręki. Nie mógł zająć się dezaktywacją artefaktu póki nie przyjdzie pomoc. Póki co wtłaczał w szkatułkę zaklęcie zakłócające, konfundujące. Raz za razem, bo większość razy nie działała. Na dziesięć prób tylko dwie na kilka chwil wyciszyły dźwięk poruszających się zębatek. Wciąż trzymał dłoń w zgięciu jego łokcia, a różdżkę miał wycelowaną w artefakt. Cały się wewnątrz siebie trząsł. Był blady ale skupiony, zaciskał mocno palce na ciemnoszarym drewnie i inkantował zaklęcia zamiennie spowalniające, zakłócające i schładzające.
Nie wiedział ile czasu minęło zanim usłyszał kroki. Podniósł głowę i popatrzył blady na Brennę, a potem na ledwie przytomnego Fergusa. Biurko przesiąkło kałużą krwi, tak samo jak ich ręce.
- Szybko, przejmij go. Czary spowalniające i zakłócające obok wieka. Muszę to z niego zdjąć zanim się ostatecznie aktywuje.- rzucił do dziewczyny, jak nigdy ciesząc się, że ją widzi. Zamienił się z nią miejscami i przysunął lampę do wgryzionego w nadgarstek wieka. Wpadł na pomysł jak to unieszkodliwić ale nie wiedział na ile mu się uda.
- Fergus, do jasnej avady, nie zasypiaj. Zaraz poczujesz ulgę. Wytrzymaj.- cedził z nerwami w głosie i nachylił się z różdżką do zawiasów łączących wieko z dnem.
- Nie odgryzie ci ręki. Dziabnęło kawałek nadgarstka. Nie dotrze do kości.- próbował go uspokoić jednak sądząc po artefakcie to miał wielkie możliwości aby dostać się do kości. Nie podobało mu się, że ten zaczyna tu mdleć.
- Nie zasypiaj.- pochylił się nad szkatułką, oświęcając ją lampą. Analizował na szybko wszystkie możliwe uniwersalne zaklęcia, które mogłyby pomóc. Kiedy Fergus krzyknął z bólu, coś w nim pękło. Przytrzymał zgięcie jego łokcia i wycelował tuż obok wbitych szpikulców zaklęcie spowalniające - nie tylko napór ale i być może trochę przepływu krwi. Mimo wszystko krew wypłynęła nieprzyjemnym bulgotaniem na biurko. Rzucił się do szuflady, wyciągnął zapakowanego wyjca i zapisał głosem w nim wiadomość do Brenny. Dobiegł do sowy, przymocował zwitek do jej nogi i błagalnie pospieszającym tonem poprosił Cholerę aby czym wiatr w skrzydłach znalazła Brennę. Tylko ona przyszła mu teraz do głowy. Wypuścił sowę na zewnątrz, patrząc sekundę jak ta zrywa się gwałtownie do lotu. Wrócił do Fergusa, który prawie spadł z krzesła. Złapał go chyba w ostatniej chwili i poprawił aby cały ciężar ciała był na biurku.
- Fergus, ocknij się. Mów do mnie. Powiedz mi gdzie będziesz chciał iść ze mną na randkę jak to z ciebie zdejmę. Mów! - próbował go ocucić i wrócił do jego ręki. Nie mógł zająć się dezaktywacją artefaktu póki nie przyjdzie pomoc. Póki co wtłaczał w szkatułkę zaklęcie zakłócające, konfundujące. Raz za razem, bo większość razy nie działała. Na dziesięć prób tylko dwie na kilka chwil wyciszyły dźwięk poruszających się zębatek. Wciąż trzymał dłoń w zgięciu jego łokcia, a różdżkę miał wycelowaną w artefakt. Cały się wewnątrz siebie trząsł. Był blady ale skupiony, zaciskał mocno palce na ciemnoszarym drewnie i inkantował zaklęcia zamiennie spowalniające, zakłócające i schładzające.
Nie wiedział ile czasu minęło zanim usłyszał kroki. Podniósł głowę i popatrzył blady na Brennę, a potem na ledwie przytomnego Fergusa. Biurko przesiąkło kałużą krwi, tak samo jak ich ręce.
- Szybko, przejmij go. Czary spowalniające i zakłócające obok wieka. Muszę to z niego zdjąć zanim się ostatecznie aktywuje.- rzucił do dziewczyny, jak nigdy ciesząc się, że ją widzi. Zamienił się z nią miejscami i przysunął lampę do wgryzionego w nadgarstek wieka. Wpadł na pomysł jak to unieszkodliwić ale nie wiedział na ile mu się uda.
- Fergus, do jasnej avady, nie zasypiaj. Zaraz poczujesz ulgę. Wytrzymaj.- cedził z nerwami w głosie i nachylił się z różdżką do zawiasów łączących wieko z dnem.