09.01.2023, 20:40 ✶
Choćby bardzo chciał, nie mógł stracić przytomności. Modlił się o to w tych przypływach świadomości, kiedy jego myśli łapały kontakt z rzeczywistością i nie skupiały się tak bardzo na bólu. Gdy jednak tak się działo, szkatułka zaraz przypominała o swoim istnieniu. Nawet nie musiała się zaciskać, wystarczało, że Castiel poruszał jego ręką, a czuł, jak kolce wbite w jego skórę się przesuwają.
Naprawdę starał się mu wierzyć, że to paskudztwo nie odgryzie mu ręki. Ale patrząc na to, jak bardzo nieprzywykły był do bólu i jak bardzo intensywny on był, chyba wolałby już stracić kończynę. Pewnie później żałowałby tej decyzji. Teraz jednak to jedyna myśl, która potrafiła przynieść jakąkolwiek ulgę.
Uniósł zdrową rękę i ścisnął palcami brzeg koszulki Castiela, szarpiąc ją lekko, by pokazać, że nadal był przytomny. Zaciskał zęby tak mocno, że bał się, że w przypływie kolejnego bólu mógłby odgryźć sobie język, gdyby tylko zdecydował się coś powiedzieć. Nie podobało mu się to. Jak zresztą by miało?
Przez moment czuł, jak odpływa, ale szarpnięcie ze strony Flinta przywróciło go do życia. Opierał się wciąż o biurko, wsłuchując w cykanie tej durnej szkatułki, która wciąż zaciskała się na jego nadgarstku. Zaczęło przypominać mu to świerszcze, choć żadnego nie było w pobliżu. Zniknęły, tak samo jak zapach morza. A może nigdy ich tutaj nie było? Sam już nie wiedział, ogłupiały przez utratę krwi.
- Pójdziemy na te pieprzone pączki – wymamrotał przez zaciśnięte zęby, wciąż oparty głową o biurko, przez co dźwięk był stłumiony. Jeśli to przeżyje, naprawdę z ogromną radością pójdzie do knajpy Nory, nawet jeśli miałaby zadawać mnóstwo pytań.
Znów zrobiło mu się słabo, ponownie znalazł Castiela, ściskając w palcach jego ubranie, jakby to miało pozostawić go przytomnym. Uścisk ten jednak malał i wzmacniał się w zależności od tego, jak bardzo kręciło mu się w głowie.
W końcu zarejestrował tylko, że ktoś wchodzi, a po głosie rozpoznał Brennę.
Naprawdę starał się mu wierzyć, że to paskudztwo nie odgryzie mu ręki. Ale patrząc na to, jak bardzo nieprzywykły był do bólu i jak bardzo intensywny on był, chyba wolałby już stracić kończynę. Pewnie później żałowałby tej decyzji. Teraz jednak to jedyna myśl, która potrafiła przynieść jakąkolwiek ulgę.
Uniósł zdrową rękę i ścisnął palcami brzeg koszulki Castiela, szarpiąc ją lekko, by pokazać, że nadal był przytomny. Zaciskał zęby tak mocno, że bał się, że w przypływie kolejnego bólu mógłby odgryźć sobie język, gdyby tylko zdecydował się coś powiedzieć. Nie podobało mu się to. Jak zresztą by miało?
Przez moment czuł, jak odpływa, ale szarpnięcie ze strony Flinta przywróciło go do życia. Opierał się wciąż o biurko, wsłuchując w cykanie tej durnej szkatułki, która wciąż zaciskała się na jego nadgarstku. Zaczęło przypominać mu to świerszcze, choć żadnego nie było w pobliżu. Zniknęły, tak samo jak zapach morza. A może nigdy ich tutaj nie było? Sam już nie wiedział, ogłupiały przez utratę krwi.
- Pójdziemy na te pieprzone pączki – wymamrotał przez zaciśnięte zęby, wciąż oparty głową o biurko, przez co dźwięk był stłumiony. Jeśli to przeżyje, naprawdę z ogromną radością pójdzie do knajpy Nory, nawet jeśli miałaby zadawać mnóstwo pytań.
Znów zrobiło mu się słabo, ponownie znalazł Castiela, ściskając w palcach jego ubranie, jakby to miało pozostawić go przytomnym. Uścisk ten jednak malał i wzmacniał się w zależności od tego, jak bardzo kręciło mu się w głowie.
W końcu zarejestrował tylko, że ktoś wchodzi, a po głosie rozpoznał Brennę.