09.01.2023, 20:54 ✶
- Żyję – mruknął, nie spuszczając wzroku z chochlików, jak gdyby miały się nagle ocknąć i znów zacząć swoją szarańczą szarżę na dwójkę czarodziejów. Niepokoiło go to, choć efekt zaklęcia nadal się utrzymywał. – A ty?
Sądząc po tym, że do niego mówiła, chyba radziła sobie całkiem nieźle. Musiał tylko pamiętać, żeby nikomu nie wspominać, że oboje całkiem polegli w walce ze stadem chochlików kornwalijskich. To był poziom Hogwartu, który skończyli lata temu. Fergus nie miał pojęcia, jakim cudem dożył dwudziestu sześciu lat i nadal był cały.
- Ha, dobrze wam tak – zawołał, krzywiąc się brzydko do chochlików, które naprawdę go zdenerwowały. Nie przejmował się już tym, co pomyśli o nim Rowle. Dostatecznie mocno się ośmieszył, dwukrotnie chrzaniąc podstawowe zaklęcie. Brzydkie gesty i miny nie mogły mu już popsuć reputacji. Jak to się stało, że wytwórca różdżek nie potrafił posługiwać się swoją własną? Pewnie wielu zadawało sobie to pytanie.
- Czyli są w stanie z tego uciec? – dopytał z niepokojem, ale podążył za Reginą, starając się zapomnieć o obecności tych paskudztw. I kodując sobie w głowie, aby przypilnować, by tędy nie wracali, jeśli cokolwiek wcześniej znajdą. – Powinna, ale trzy dni temu mieliśmy włamanie do sklepu.
Poprawił włosy, które wciąż sterczały we wszystkie strony przez starcie z niebieskimi szkodnikami i wcisnął dłonie do kieszeni, nie do końca wiedząc, co z nimi zrobić. Nie czuł się swobodnie w tym lesie, nawet w towarzystwie olbrzymki. Miał wrażenie, że za chwilę coś jeszcze na niego wyskoczy.
- Sprawcy połamali większość różdżek z włosami jednorożca, Brygada Uderzeniowa nadal ich szuka, ale my potrzebujemy materiałów na nowe, sama rozumiesz – ciągnął dalej, spoglądając na zmianę na drogę i na swoją rozmówczynię. – Ojciec przechodzi załamanie nerwowe, a ja już nie mogę go słuchać, dlatego uznałem, że załatwię mu te włosy. Jest opcja, że odzyskamy poprzednie, ale nie wiadomo, czy nie są uszkodzone.
Sądząc po tym, że do niego mówiła, chyba radziła sobie całkiem nieźle. Musiał tylko pamiętać, żeby nikomu nie wspominać, że oboje całkiem polegli w walce ze stadem chochlików kornwalijskich. To był poziom Hogwartu, który skończyli lata temu. Fergus nie miał pojęcia, jakim cudem dożył dwudziestu sześciu lat i nadal był cały.
- Ha, dobrze wam tak – zawołał, krzywiąc się brzydko do chochlików, które naprawdę go zdenerwowały. Nie przejmował się już tym, co pomyśli o nim Rowle. Dostatecznie mocno się ośmieszył, dwukrotnie chrzaniąc podstawowe zaklęcie. Brzydkie gesty i miny nie mogły mu już popsuć reputacji. Jak to się stało, że wytwórca różdżek nie potrafił posługiwać się swoją własną? Pewnie wielu zadawało sobie to pytanie.
- Czyli są w stanie z tego uciec? – dopytał z niepokojem, ale podążył za Reginą, starając się zapomnieć o obecności tych paskudztw. I kodując sobie w głowie, aby przypilnować, by tędy nie wracali, jeśli cokolwiek wcześniej znajdą. – Powinna, ale trzy dni temu mieliśmy włamanie do sklepu.
Poprawił włosy, które wciąż sterczały we wszystkie strony przez starcie z niebieskimi szkodnikami i wcisnął dłonie do kieszeni, nie do końca wiedząc, co z nimi zrobić. Nie czuł się swobodnie w tym lesie, nawet w towarzystwie olbrzymki. Miał wrażenie, że za chwilę coś jeszcze na niego wyskoczy.
- Sprawcy połamali większość różdżek z włosami jednorożca, Brygada Uderzeniowa nadal ich szuka, ale my potrzebujemy materiałów na nowe, sama rozumiesz – ciągnął dalej, spoglądając na zmianę na drogę i na swoją rozmówczynię. – Ojciec przechodzi załamanie nerwowe, a ja już nie mogę go słuchać, dlatego uznałem, że załatwię mu te włosy. Jest opcja, że odzyskamy poprzednie, ale nie wiadomo, czy nie są uszkodzone.