— Również. — odrzekła, marszcząc brwi i poprawiając poły kurtki.
Nie podobały się jej dwie rzeczy w tym wszystkim. Jedna, że różdżka dwa razy jej odmówiła, a druga, że w ogóle chochliki tutaj były. Nawet przez myśl jej nie przemknęło, by pomyśleć o tym, że Fergusowi też zaklęcia nie wychodziły, ani tym bardziej posądzać go o słabe umiejętności rzucania jakichkolwiek czarów. Zawsze bardziej skupiała się na swoich niedociągnięciach.
— Są w stanie z tego uciec, ale nie powinny nas gonić. To upierdliwe stworzonka, ale łatwo je przepędzić. — powiedziała spokojnie i kiedy usłyszała o kradzieży, zaniepokojona spojrzała na Ollivandera. — Włamanie? Tylko te różdżki czy jeszcze jakieś? Zabrali rdzenie czy po prostu zniszczyli i tyle?
Trzy pytania wystrzeliły z ust Rowle bez przerw koniecznych, by otrzymać odpowiedź.
— Przepraszam, opowiedz po kolei, co się działo. A twojemu ojcu w zupełności się nie dziwie, tyle waszej pracy zmarnowane przez jakichś kretynów, na brodę Merlina. Oby brygadziści znaleźli ich, przecież niemożliwe, żeby nie pozostawili po sobie żadnego śladu. Zresztą na Nokturnie pewnie zaraz będzie się o tym mówiło...