10.01.2023, 08:04 ✶
Ramiona kobiety lekko zadrżały, zapewne od hamowanego śmiechu – mimo wszystko nie wypadało parsknąć na całą herbaciarnię, niezależnie od tego, jak bardzo się było rozbawionym. Ale tak, w sumie miał rację, będzie wyglądał poważniej. Dojrzalej. A posągi jakoś tak miały to do siebie, że przedstawiały postaci w sile wieku lub starsze.
- Ewentualnie każą ci wypić eliksir postarzający, zrobią odpowiednie szkice i voila, nie trzeba czekać tych lat, bo już będzie wiadome, jak wyglądasz jako trzydziestolatek. Albo i pięćdziesięciolatek – zaśmiała się cicho. Dość interesująca wizja, na dobrą sprawę, inna sprawa, że zapewne wywołałoby to serię mniej lub bardziej zabawnych pomyłek w sytuacji, gdy ktoś znający posąg zetknąłby się z Darcym z krwi i kości.
- Może mi ją opowiesz? Sama ocenię – zasugerowała; owszem, twórczość dziecka nijak się nie umywała do tej dorosłego, ale… poniekąd mogłaby ją puścić dalej w świat. To nie tak, że nie miała w otoczeniu pędraka, którego mogłaby uraczyć opowiastką, prawda…?
- Och, cóż, nie możesz mnie winić, że próbowałam – rozłożyła ręce z równie czarującym uśmiechem. Cóż poradzić na to, że naprawdę była ciekawa, a do tego te wszystkie historie, jakie wychodziły spod jego pióra były jednocześnie tymi, które lubiła czytać? I najwyraźniej nie tylko ona… - Musi się sprzedać – oświadczyła pewnie, jakby nie przewidywała innej możliwości – Swoją drogą, pisałeś, że „Magię” kierowałeś głównie do kobiecego odbiorcy. Myślę, że nie tylko do kobiet trafia, Perseusowi również się spodobało – zniżyła konspiracyjnie głos, jakby zdradzała największy sekret.
Natomiast w odpowiedzi na zadane pytanie uśmiechnęła się dość szczególnie. Jakby z satysfakcją. Ale i też niczym kot, co dostał spodek najprzedniejszej śmietanki czy tam tuńczyka. Waza była drzazgą w oku, której z wielką radością się pozbyła; zapewne gdyby nie otrzymali jej od Daphne, patrzyłaby na nią zgoła inaczej, ale tak…
- Och, raczej mojej teściowej, dała ją nam w prezencie ślubnym – machnęła przy tym lekko dłonią, jakby mówiła, iż jest to bardzo nieistotny detal. Znaczący tyle co pył na wietrze. Umilkła na chwilę, podziękowała krótko kelnerce, przysunęła do siebie talerzyk z ciastem – Nie powiem, ma swoją wartość, ale jednak zdecydowanie wolę zegar. Tak, przewspaniały antyk, nie da się ukryć, reprezentujący sobą o wiele lepszy gust niż ta cała waza – prychnęła cicho. Zdecydowanie w tym wszystkim musiało być jeszcze jakieś drugie dno.
- Ewentualnie każą ci wypić eliksir postarzający, zrobią odpowiednie szkice i voila, nie trzeba czekać tych lat, bo już będzie wiadome, jak wyglądasz jako trzydziestolatek. Albo i pięćdziesięciolatek – zaśmiała się cicho. Dość interesująca wizja, na dobrą sprawę, inna sprawa, że zapewne wywołałoby to serię mniej lub bardziej zabawnych pomyłek w sytuacji, gdy ktoś znający posąg zetknąłby się z Darcym z krwi i kości.
- Może mi ją opowiesz? Sama ocenię – zasugerowała; owszem, twórczość dziecka nijak się nie umywała do tej dorosłego, ale… poniekąd mogłaby ją puścić dalej w świat. To nie tak, że nie miała w otoczeniu pędraka, którego mogłaby uraczyć opowiastką, prawda…?
- Och, cóż, nie możesz mnie winić, że próbowałam – rozłożyła ręce z równie czarującym uśmiechem. Cóż poradzić na to, że naprawdę była ciekawa, a do tego te wszystkie historie, jakie wychodziły spod jego pióra były jednocześnie tymi, które lubiła czytać? I najwyraźniej nie tylko ona… - Musi się sprzedać – oświadczyła pewnie, jakby nie przewidywała innej możliwości – Swoją drogą, pisałeś, że „Magię” kierowałeś głównie do kobiecego odbiorcy. Myślę, że nie tylko do kobiet trafia, Perseusowi również się spodobało – zniżyła konspiracyjnie głos, jakby zdradzała największy sekret.
Natomiast w odpowiedzi na zadane pytanie uśmiechnęła się dość szczególnie. Jakby z satysfakcją. Ale i też niczym kot, co dostał spodek najprzedniejszej śmietanki czy tam tuńczyka. Waza była drzazgą w oku, której z wielką radością się pozbyła; zapewne gdyby nie otrzymali jej od Daphne, patrzyłaby na nią zgoła inaczej, ale tak…
- Och, raczej mojej teściowej, dała ją nam w prezencie ślubnym – machnęła przy tym lekko dłonią, jakby mówiła, iż jest to bardzo nieistotny detal. Znaczący tyle co pył na wietrze. Umilkła na chwilę, podziękowała krótko kelnerce, przysunęła do siebie talerzyk z ciastem – Nie powiem, ma swoją wartość, ale jednak zdecydowanie wolę zegar. Tak, przewspaniały antyk, nie da się ukryć, reprezentujący sobą o wiele lepszy gust niż ta cała waza – prychnęła cicho. Zdecydowanie w tym wszystkim musiało być jeszcze jakieś drugie dno.
369/1839