09.01.2023, 22:22 ✶
Rejestrował dźwięki i ruch, ale wciąż czuł się, jakby wepchnęli go pod wodę, zaburzając ostrość otoczenia. Ból stawał się na zmianę lżejszy i mocniejszy, w zależności od tego, czy zaklęcia Castiela i Brenny działały. Nie wiedział już, które z nich w ogóle je rzucało. Ręka paliła go niczym żywym ogniem, a spływająca krew lepiła się do skóry, ubrań i włosów. Wciąż opierał się o biurko, co z jednej strony utrzymywało go przytomnym, z drugiej pozwalało odpływać w chwilach, gdy przestawał czuć dotyk którejkolwiek z obecnych z nim osób.
Zaczynał żałować, że w ogóle tutaj przyszedł, że tak bardzo dał się pochłonąć głupiemu przedmiotowi. Przynajmniej utwierdzało go to w przekonaniu, że gdyby sam nie zrezygnował, to i tak nie nadawałby się do tej roboty. Był zbyt impulsywny i lekkomyślny, by zajmować się czarną magią i jej neutralizacją. Najwidoczniej jego przeznaczeniem było struganie drewnianych patyków, o ile dożyje końca tego dnia. A coraz bardziej zaczynał wierzyć w tę przeklętą wróżbę ponuraka i starą wróżkę, która jedynie chciała go nastraszyć.
Coś w jego ręku zelżało, tak jakby szkatułka się obluzowała, choć nadal czuł magię wżerającą się w jego ciało. Było mu coraz chłodniej, chyba się trząsł, ale nie był pewien, czy to na pewno on, czy Brenna, która przy nim siedziała.
Naprawdę nie pamiętał, jak się tutaj znalazła, czy było to przypadkiem, czy wezwał ją Castiel. Był jednak wdzięczny, że oboje przy nim byli i próbowali jakoś zaradzić sytuacji. Sam by pewnie spanikował, gdyby stało się na odwrót. Nie pozwoliłby Castielowi umrzeć, ale próby zneutralizowania tego paskudztwa skończyłyby się fiaskiem.
Krzyki, trzask, ktoś go objął, a potem coś wybuchło, pozostawiając po sobie nieprzyjemny zapach. Nie był już w stanie nawet się odezwać, nie mówiąc o tym, by spojrzeć, co się działo. Czuł, że za chwilę odpłynie na dobre. Byle to wszystko się skończyło i nie czuł już tego okropnego bólu.
Kolejne silne rwanie w ręku, przez które krzyknął. Nawet nie wiedział, że miał na to siłę. Głos wyrwał się z jego gardła automatycznie w tym samym momencie, w którym Flint wyciągnął wieko szkatułki. Ulga była chwilowa, bo ręka wciąż pulsowała. Przekręcił głowę, spoglądając w kierunku rozmazanej postaci, chyba Castiela, jakby chciał przekazać, że jest lepiej. Ale nie było, bo przed oczami zrobiło mu się ciemno i stracił kontakt ze światem.
Zaczynał żałować, że w ogóle tutaj przyszedł, że tak bardzo dał się pochłonąć głupiemu przedmiotowi. Przynajmniej utwierdzało go to w przekonaniu, że gdyby sam nie zrezygnował, to i tak nie nadawałby się do tej roboty. Był zbyt impulsywny i lekkomyślny, by zajmować się czarną magią i jej neutralizacją. Najwidoczniej jego przeznaczeniem było struganie drewnianych patyków, o ile dożyje końca tego dnia. A coraz bardziej zaczynał wierzyć w tę przeklętą wróżbę ponuraka i starą wróżkę, która jedynie chciała go nastraszyć.
Coś w jego ręku zelżało, tak jakby szkatułka się obluzowała, choć nadal czuł magię wżerającą się w jego ciało. Było mu coraz chłodniej, chyba się trząsł, ale nie był pewien, czy to na pewno on, czy Brenna, która przy nim siedziała.
Naprawdę nie pamiętał, jak się tutaj znalazła, czy było to przypadkiem, czy wezwał ją Castiel. Był jednak wdzięczny, że oboje przy nim byli i próbowali jakoś zaradzić sytuacji. Sam by pewnie spanikował, gdyby stało się na odwrót. Nie pozwoliłby Castielowi umrzeć, ale próby zneutralizowania tego paskudztwa skończyłyby się fiaskiem.
Krzyki, trzask, ktoś go objął, a potem coś wybuchło, pozostawiając po sobie nieprzyjemny zapach. Nie był już w stanie nawet się odezwać, nie mówiąc o tym, by spojrzeć, co się działo. Czuł, że za chwilę odpłynie na dobre. Byle to wszystko się skończyło i nie czuł już tego okropnego bólu.
Kolejne silne rwanie w ręku, przez które krzyknął. Nawet nie wiedział, że miał na to siłę. Głos wyrwał się z jego gardła automatycznie w tym samym momencie, w którym Flint wyciągnął wieko szkatułki. Ulga była chwilowa, bo ręka wciąż pulsowała. Przekręcił głowę, spoglądając w kierunku rozmazanej postaci, chyba Castiela, jakby chciał przekazać, że jest lepiej. Ale nie było, bo przed oczami zrobiło mu się ciemno i stracił kontakt ze światem.