Mógł to zrobić. Zabrać pismo, czasopismo i wyjść. Co będzie słuchał przemądrzałej baby zajmującej stanowisko Sędziny Wizengamotu? Żony swojego brata? Lecz został. Pozwolił się jej wyprodukować, gdyż najwyraźniej sprawa dotyczyła także jej osoby. Nosiła ich nazwisko. Jest członkiem rodziny. Czy musiała znów cytować mu coś po włosku? Widocznie musiała, użyć słów, których nie rozumiał.
"Nie ma wyższego dobra nad Rodziną”. Przypomniała mu tym samym jego rozmowę z bratankiem, kiedy się poznali. Wielokrotnie sam się zastanawiał, czy dla ojca też miała jakąś wartość, że nie wydziedziczył go dosłownie. Tak samo jak siostry. Tylko wydalił ich trójkę poza kraj.
Dając przykład Sophie, miał przed oczami ten problem z Charlesem. Która poślubi faceta, sprzedającego świeczkowy erotyczny gadżet? Który publicznie wychwala, wciągając w to rodzinę, zamiast podejść do interesu nieco dyskretniej? Kto w tych czasach będzie chciał Mulcibera w rodzinie? Jakby sama sprawa z Juliusem nie zakończyła ich problemów w rodzinie. Czy Alexandra ładującego się w jakieś bójki.
Z tego miejsca, Lorien potrafiła gadać mądrze. Zwracała uwagę na wiele aspektów problemu tego wywiadu. Mówiła to, co Richard doskonale wiedział, jak źle ten wywiad wpłynie na karierę Leonarda, jego brata i reszty rodziny. Czy przez ten wyskok on sam nie będzie miał problemów z dostaniem się tutaj do pracy?
Jego powaga na twarzy nie zmieniła się. Jej słowa do niego dotarły, ale nie okazał tego po sobie, ukrywając większość emocji. Był zawiedziony synem i wściekły za takie rozegranie. Miał ochotę uprzykrzyć życie dziennikarzowi, ale wiedział, że są pewne granice i nie może sobie na to jawnie pozwolić. Na zastraszanie. Na uśmiercenie go. Dałoby to jednak ostrzeżenie dla innych dziennikarzy, że nie należy manipulować młodszym pokoleniem dla celów swojej kariery, niszczenia relacji rodzinnych, rodu Czystokrwistego Czarodziei.
"Kto jest dla ciebie ważniejszy Richardzie - syn czy brat?" Zadała mocne pytanie. Ale nad odpowiedzią, nie musiał się zastanawiać. "wydziedzicz Charles’a" – odbijało mu się w umyśle. Niczym kusząca żmija w ciele ptaszyny, nawołująca do tego czynu. Czy w ten sposób uratuje resztki godności swojej rodziny? Wszystko zależało od tego, jak potoczy się jego rozmowa z synem. Czy da mu powód do tego, aby podjąć taką decyzję. Nie wykluczone, że miał ją na uwadze.
Milczał. Zaciągnął się ponownie, aby dopalić papierosa. Spojrzał ponownie na wywiad. Wypuścił dym i zgasił peta w popielniczce. Zamknął czasopismo i wstał ze swojego miejsca.
- Doceniam, troskę o moją rodzinę. Zajmę się odpowiednio Charlesem. Jeżeli pozwolisz…Tutaj wskazał jej na czasopismo.
- Wezmę ze sobą.
Sięgnął tym samym po przygotowane przez nią pismo. Spojrzał na treść i złożył dokument, aby schować do wewnętrznej kieszeni marynarki. Wzrok jego spoczął na butelce, kieliszku. Na wyjście postanowił sobie jeszcze nalać i wypić. Jakby tym samym chciał się przygotować na rozmowę z bratem.
Popielniczkę zwrócił jej na biurko. Wzrok utkwił na Lorien, tym razem z wdzięcznością za te informacje.
- Nie będę zabierał ci już czasu. Widzimy się w domu.
Po tych słowach pożegnania, opuścił jej biuro i później całe Ministerstwo. Nie odniósł się w żaden sposób do jej słów postrzegających sytuację z boku. Przyjął tylko do wiadomości jej zdanie. Jej uwagi, rady.