09.01.2023, 22:44 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.01.2023, 22:47 przez Tilly Toke.)
Charlie chodził cicho, zazwyczaj wypominali mu to rówieśnicy, których przyprawiał o zawał serce, gdy podchodził - znienacka, łapiąc za ramiona lub witając się, ni stąd i zowąd. Pomimo swojego wzrostu był w stanie na tyle cicho wyważyć stawianie kroków, że mało kto, chyba że miał naprawdę dobry słuch lub węch, był w stanie wyczuć jego obecność. Miało to wiele wspólnego z umiejętnością rodzinną, dzięki, której każdy cień mógł stać się jego schronieniem. Rookwood nie wiedział dokładnie jak to robi, wiedział, ze od najmłodszych lat potrafił ukryć się tak, ze przy zabawie w chowanego to jego znajdywali jako ostatniego.
Ostatnimi czasy zaczął korzystać z tej umiejętności częściej, nie tylko do trywialnych, młodzieńczych żartów czy wymykania się z domu, ale też do ucieczki, ratowania swojego własnego życia czy też po prostu odsapnięcia. Dom Longbottomów był dla niego wybawieniem, dostał nawet swoje miejsce, czego się nie spodziewał i był im za to bardzo wdzięczny, przede wszystkim Brennie, która bez mrugnięcia okiem zaczęła po prostu działać i to w sytuacji, gdzie wiele osób miałoby wątpliwości o bezpieczeństwo siebie i swoich bliskich. Niemniej, od czasu do czasu potrzebował po prostu być niewidzialny, nieznaleziony. Wolał nie ryzykować i nie włóczyć się po okolicznych polach i lasach zbyt często, jeszcze ktoś zacząłby być podejrzliwy. Cień i ciemność sama w sobie nie kojarzyła się nikomu najlepiej, wzbudzała strach i niepewność, ale jeżeli ich istnienie miało dawać Charliemu ulgę i schronienie, to dlaczego miałby od nich stronić? Czasami, przechadzając się po ulicach późną porą był w stanie po prostu wtopić się w tło. Niby w Londynie było to wręcz automatyczne, w końcu było w nim tyle osób, że trudno było nie być anonimowym, ale taka dodatkowa warstwa ochrony czy prywatności nie mogła być niczym negatywnym.
Teraz, nie chcąc, aby Brenna czuła się niekomfortowo, po prostu nie wyszedł ze swojej kryjówki. Nie to, ze nie chciał pomagać jej w przemeblowaniu, ale zanim zorientował się, ze tu była minęło trochę czasu i było mu niesamowicie głupio tak ją nachodzić i straszyć, zaraz zaczęłaby się go wypytywać dlaczego tak właściwie się ukrywał, a wolał takich pytań uniknąć, bo odpowiedź 'tak z przyzwyczajenia' brzmiała debilnie, nawet jeżeli była w stu procentach prawdziwa. W utrzymaniu kompletnej ciszy i odwróceniu uwagi od robiącej z pokoju armagedon Longbottom pomagał mu czarny pies - ponurak. Zwierze dołączyło do ich licznego grona całkiem niedawno i, chociaż większość czasu spędzało w sypialni Erika, to gdy wychodziło dołączało do Charlesa w jego 'egipskich ciemnościach'. Takie obserwowanie ciszy domowej lub po prostu rutynowych czynności domowników - czy to w kuchni, czy w salonie - sprawiało, że Charlie i pies wytworzyli między sobą pewną więź, niewypowiedzianą umowę, że właśnie w takich warunkach odpoczywają.
Niemniej, nie mógł nie usłyszeć, że jego imię zostało wspomniane w rozmowie, a jej reszta była całkowicie nie jego sprawą - było mu, ponownie głupio, więc w połowie zajmował się drapaniem psa za uchem, w połowie nie słuchał, ale ostatecznie uznał, że ani Brenna, ani Erik się nigdzie nie wybierają, a poza futerkowym problemem tego drugiego, Charlie wolał nie myśleć o czym jeszcze mogliby zacząć rozmawiać.
- Nie chciałem was straszyć ani nic, ale chce wam tylko dać znać żebyście nie zaczynali rozmawiać już o czymkolwiek bardziej prywatnym. - wypalił, bo było to pierwsze, co przyszło mu do głowy - Zajmowałem się psem, więc was nie słuchałem - postawił jeden krok do przodu, czując, jak pokój i też przebywające w nim osoby w końcu zauważyli jego obecność. Uśmiechnął się krzywo, spoglądając na psa.
- A poza tym to jakbyś potrzebowała pomocy z tym wszystkim, to pracowałem w Ministerstwie w takim departamencie, ze mogę pomóc z przesuwaniem rzeczy, dorabianiem ścian i zaklęciami powiększającymi. - kontynuował, bo skoro już się naraził na złość swoich rozmówców, faktem, ze mógł ich podsłuchiwać, tak chciał tę sytuację trochę załagodzić swoją pomocą w urządzeniu domu.
Ostatnimi czasy zaczął korzystać z tej umiejętności częściej, nie tylko do trywialnych, młodzieńczych żartów czy wymykania się z domu, ale też do ucieczki, ratowania swojego własnego życia czy też po prostu odsapnięcia. Dom Longbottomów był dla niego wybawieniem, dostał nawet swoje miejsce, czego się nie spodziewał i był im za to bardzo wdzięczny, przede wszystkim Brennie, która bez mrugnięcia okiem zaczęła po prostu działać i to w sytuacji, gdzie wiele osób miałoby wątpliwości o bezpieczeństwo siebie i swoich bliskich. Niemniej, od czasu do czasu potrzebował po prostu być niewidzialny, nieznaleziony. Wolał nie ryzykować i nie włóczyć się po okolicznych polach i lasach zbyt często, jeszcze ktoś zacząłby być podejrzliwy. Cień i ciemność sama w sobie nie kojarzyła się nikomu najlepiej, wzbudzała strach i niepewność, ale jeżeli ich istnienie miało dawać Charliemu ulgę i schronienie, to dlaczego miałby od nich stronić? Czasami, przechadzając się po ulicach późną porą był w stanie po prostu wtopić się w tło. Niby w Londynie było to wręcz automatyczne, w końcu było w nim tyle osób, że trudno było nie być anonimowym, ale taka dodatkowa warstwa ochrony czy prywatności nie mogła być niczym negatywnym.
Teraz, nie chcąc, aby Brenna czuła się niekomfortowo, po prostu nie wyszedł ze swojej kryjówki. Nie to, ze nie chciał pomagać jej w przemeblowaniu, ale zanim zorientował się, ze tu była minęło trochę czasu i było mu niesamowicie głupio tak ją nachodzić i straszyć, zaraz zaczęłaby się go wypytywać dlaczego tak właściwie się ukrywał, a wolał takich pytań uniknąć, bo odpowiedź 'tak z przyzwyczajenia' brzmiała debilnie, nawet jeżeli była w stu procentach prawdziwa. W utrzymaniu kompletnej ciszy i odwróceniu uwagi od robiącej z pokoju armagedon Longbottom pomagał mu czarny pies - ponurak. Zwierze dołączyło do ich licznego grona całkiem niedawno i, chociaż większość czasu spędzało w sypialni Erika, to gdy wychodziło dołączało do Charlesa w jego 'egipskich ciemnościach'. Takie obserwowanie ciszy domowej lub po prostu rutynowych czynności domowników - czy to w kuchni, czy w salonie - sprawiało, że Charlie i pies wytworzyli między sobą pewną więź, niewypowiedzianą umowę, że właśnie w takich warunkach odpoczywają.
Niemniej, nie mógł nie usłyszeć, że jego imię zostało wspomniane w rozmowie, a jej reszta była całkowicie nie jego sprawą - było mu, ponownie głupio, więc w połowie zajmował się drapaniem psa za uchem, w połowie nie słuchał, ale ostatecznie uznał, że ani Brenna, ani Erik się nigdzie nie wybierają, a poza futerkowym problemem tego drugiego, Charlie wolał nie myśleć o czym jeszcze mogliby zacząć rozmawiać.
- Nie chciałem was straszyć ani nic, ale chce wam tylko dać znać żebyście nie zaczynali rozmawiać już o czymkolwiek bardziej prywatnym. - wypalił, bo było to pierwsze, co przyszło mu do głowy - Zajmowałem się psem, więc was nie słuchałem - postawił jeden krok do przodu, czując, jak pokój i też przebywające w nim osoby w końcu zauważyli jego obecność. Uśmiechnął się krzywo, spoglądając na psa.
- A poza tym to jakbyś potrzebowała pomocy z tym wszystkim, to pracowałem w Ministerstwie w takim departamencie, ze mogę pomóc z przesuwaniem rzeczy, dorabianiem ścian i zaklęciami powiększającymi. - kontynuował, bo skoro już się naraził na złość swoich rozmówców, faktem, ze mógł ich podsłuchiwać, tak chciał tę sytuację trochę załagodzić swoją pomocą w urządzeniu domu.
I won't deny I've got in my mind now all the things we'd do
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you
So I'll try to talk refined for fear that you find out how I'm imaginin' you