20.07.2024, 18:45 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.07.2024, 18:46 przez Brenna Longbottom.)
Na stoisku Potterów, z Thomasem i Mabel
– Cześć, Thomas! – przywitała się Brenna, odwracając do Figga i uśmiechając na jego widok szeroko, i już nie próbując wchodzić w rolę Profesjonalnej Sprzedawczyni. – Ach, nie, mama wystawiła tu towary. Jarmark zablokował nam sklep, poza tym uznała, że to dobra okazja do promowania tej mniej luksusowej serii kosmetyków, przede wszystkim Ulizanny i kremów do rąk… Witaj, moja królowo – powiedziała, wyciągając ramiona ku Mabel, by ją uściskać, a jeśli tylko królowa zechciała, wciąż ją na ręce, by mogła lepiej przyjrzeć się towarom wystawionym na wyższym stoliku i na półkach. – Zastępuję przez chwilę mamę, poszła coś zjeść w strefie gastronomicznej i zakręcić kołem fortuny. Robi prawdziwą furorę – wyjaśniła, a potem wybuchła śmiechem, spoglądając na Karla.
Najwyraźniej jej fryzura nie znalazła jego uznania. Nic dziwnego, bo wprawdzie Brennie zdarzało się za pomocą ulizany i czarów ogarniać włosy na specjalne okazje, by nie były po potterowsku rozczochrane, ale do Figgów raczej rzadko wpadała w sukniach balowych, a Karl też nie przepadał za wielkimi przyjęciami, zwykle widywał ją więc w odrobinę innym wydaniu.
– Nigdy nie słyszałeś, że kobieta zmienną jest? – spytała, mrugając do niego, trochę łobuzersko, mimo tej całej doskonale ułożonej fryzury. Dobrze, że matka nie zdążyła zaserwować córce pełnego makijażu, bo jeszcze córka chrzestna i jej kot w ogóle by jej nie poznali. – Panno Mabel, może zaprezentuję serię kosmetyków dla dzie… młodych dam? Mamy tutaj na przykład szampon o zapachu truskawkowym, dodający połysku i zostawiający we włosach różowe pasemka – powiedziała, wskazując jeden z produktów w ładnym, kolorowym opakowaniu. – Dla panienki specjalna cena, jednego knuta.
Czyli właściwie za darmo, bo za jednego knuta dało się kupić może jedną truskawkę, ale Mabel nie musiała tego wiedzieć.
– Thomas, a ty potrzebujesz czegoś specjalnego, czy tylko wpadliście na chwilę, zanim będziecie się zbierać? – zapytała, zwracając spojrzenie z powrotem na Figga.
– Cześć, Thomas! – przywitała się Brenna, odwracając do Figga i uśmiechając na jego widok szeroko, i już nie próbując wchodzić w rolę Profesjonalnej Sprzedawczyni. – Ach, nie, mama wystawiła tu towary. Jarmark zablokował nam sklep, poza tym uznała, że to dobra okazja do promowania tej mniej luksusowej serii kosmetyków, przede wszystkim Ulizanny i kremów do rąk… Witaj, moja królowo – powiedziała, wyciągając ramiona ku Mabel, by ją uściskać, a jeśli tylko królowa zechciała, wciąż ją na ręce, by mogła lepiej przyjrzeć się towarom wystawionym na wyższym stoliku i na półkach. – Zastępuję przez chwilę mamę, poszła coś zjeść w strefie gastronomicznej i zakręcić kołem fortuny. Robi prawdziwą furorę – wyjaśniła, a potem wybuchła śmiechem, spoglądając na Karla.
Najwyraźniej jej fryzura nie znalazła jego uznania. Nic dziwnego, bo wprawdzie Brennie zdarzało się za pomocą ulizany i czarów ogarniać włosy na specjalne okazje, by nie były po potterowsku rozczochrane, ale do Figgów raczej rzadko wpadała w sukniach balowych, a Karl też nie przepadał za wielkimi przyjęciami, zwykle widywał ją więc w odrobinę innym wydaniu.
– Nigdy nie słyszałeś, że kobieta zmienną jest? – spytała, mrugając do niego, trochę łobuzersko, mimo tej całej doskonale ułożonej fryzury. Dobrze, że matka nie zdążyła zaserwować córce pełnego makijażu, bo jeszcze córka chrzestna i jej kot w ogóle by jej nie poznali. – Panno Mabel, może zaprezentuję serię kosmetyków dla dzie… młodych dam? Mamy tutaj na przykład szampon o zapachu truskawkowym, dodający połysku i zostawiający we włosach różowe pasemka – powiedziała, wskazując jeden z produktów w ładnym, kolorowym opakowaniu. – Dla panienki specjalna cena, jednego knuta.
Czyli właściwie za darmo, bo za jednego knuta dało się kupić może jedną truskawkę, ale Mabel nie musiała tego wiedzieć.
– Thomas, a ty potrzebujesz czegoś specjalnego, czy tylko wpadliście na chwilę, zanim będziecie się zbierać? – zapytała, zwracając spojrzenie z powrotem na Figga.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.