20.07.2024, 22:38 ✶
Południowe stragany
Crow swoich słów za ostre nie uważał. Były zwyczajnie szczere, może odrobinę pozbawione wyczucia, ale... no nie chciał źle, zwyczajnie źle radził sobie w takich sytuacjach i nawet wyczuwając, w jaki sposób powinien się zachować, ostatecznie... tak czy siak robił coś, co zdawało się być tego wyczucia pozbawione. Ale to były emocje, okej? Emocji nie dało się powstrzymać, je trzeba było przeżyć. Przynajmniej w jego malutkim, głośnym, czarno-białym świecie właśnie tak postrzegało się rzeczywistość...
- Ta - powiedział, poruszając przy tym twierdząco głową. - Zanim Vior trafi mnie piorunem za próbę przyspieszenia czegoś, do czego chciała dojść po swojemu. - Pewnie nie powinien tego mówić, ale to przecież i tak stało się oczywiste w kontekście kąśliwej uwagi rzuconej przy straganie, a Laurent musiał bardzo dobrze rozumieć, w jaki pokraczny sposób działał - biorąc garścami, póki mógł, nie bacząc na konsekwencje, częstował się innymi ludźmi w przypływie chwili. Daleko mu było do powolnego budowania relacji i odkrywania siebie nawzajem. Po pierwszych spotkaniach lądował w łóżku, po dziesiątych rozważał zrobienie sobie tatuażu - gdzież mu było do spokojnych rozmów na Lammas prowadzących do chuj wie czego i nieśmiałego chowania wianka za plecy... Vior, jaką pamiętał, też taka była. Otwarta, wyzwolona seksualnie - kimkolwiek był ten Cedric, musiał być człowiekiem wartościowym. Takim, dla którego chciało się zmieniać swoje nawyki, postarać się trochę bardziej. Ciekawe jak wyglądały jej myśli? Odetchnął w taki charakterystyczny sposób, jakby chciał się zaśmiać, ale to w sobie zdusił. Kiedy zmawiał Prewettowi ten pierścionek, zamiast o jego właściwościach snuli jakieś plany o napełnianiu właściciela dodatkową energią pomagającą w robieniu dobrego loda.
- Jesteś chory na coś konkretnego? - Zapytał nagle, przerywając dłuższą ciszę, jaka zapadła z jego strony, kiedy torował im przejście przez gęstniejący z powodu zbliżającego się występu tłum. - Czy tylko dusisz się ze stresu? - Oczywiście, że to nie było coś małego, ale jego oczom również nie umknęło to, jaki Laurent był wychudzony. Jeden z tych przypadków budujących wrażenie, jakby dało się im złamać kość udową jak kij od szczotki. - Nie, nie musisz na to odpowiadać. - Chciał wiedzieć, zanim zrobi coś głupiego. Głupszego niż złapanie go za rękę. Na przykład zapytanie, czy mimo wszystko chciałby pobujać się do tej muzyki...
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.