21.07.2024, 03:11 ✶
Na stoisku Potterów, z Mabel i Brenną
- Czasami zastanawiam się w kogo ty się wdałaś ze swoimi szalonymi pomysłami - powiedział patrząc z mieszaniną zdziwienia i podziwu na samą propozycję takiej nauki strzelania. - Na początek jednak myślę, ze zróbmy to bez jeżdżenia na niedźwiedziu, żebyśmy go czasem nie postrzelili. - doprawdy czasami naprawdę zastanawiał się kto miał taki wpływ na umysł Mabel ,ze potrafiła wymyślić tak wyjątkowe pomysły, a najgorsze w tym wszystkim było to, ze ona sam chętnie by te rzeczy też robił!
Przypatrywał się powitaniu matki chrzestnej ze swoją córką z uśmiechem, który zaraz z twarzy starł mu Karl. Doprawdy czasami nie wiedział jakim cudem kocim towarzyszem młodego dziecka stał się kocur, który zachowywał się jak stary kawaler, który w każdej nawet najmniejszej rzeczy potrafił wynaleźć coś na co trzeba narzekać albo zwrócić uwagę.
Popatrzył na pannę Longbottom, która za bezcen oferowała Mabel kosmetyki- doprawdy, jak to dziecko miałoby być normalne kiedy jest na każdym kroku rozpieszczane, zupełnie jakby każdy chciał mu w tym robić za konkurencję - ciężko było być tym fajnym wujkiem przy nich wszystkich.
- W sumie to powoli chcieliśmy się już zbierać stąd - odpowiedział zgodnie z prawdą, nie miał w nawyku ukrywać swoich zamiarów. Ale teraz kiedy robiła takie "przekręty" cenowe, to nie mógł odejść z pustymi rękoma i nie czuć się głupio - bo może i dziewczynka nie orientowała się w cenach, to on już tak. - Przydałyby mi się jakieś perfumy w sumie, poprzednie już powoli mi się znudziły, chciałbym czegoś nowego - zamyślił się. - Zawsze podobały mi się te z sosnową nutą, ale nie jestem pewien - zasępił się nie będą do końca przekonany czy faktycznie by mu one pasowały.
- Czasami zastanawiam się w kogo ty się wdałaś ze swoimi szalonymi pomysłami - powiedział patrząc z mieszaniną zdziwienia i podziwu na samą propozycję takiej nauki strzelania. - Na początek jednak myślę, ze zróbmy to bez jeżdżenia na niedźwiedziu, żebyśmy go czasem nie postrzelili. - doprawdy czasami naprawdę zastanawiał się kto miał taki wpływ na umysł Mabel ,ze potrafiła wymyślić tak wyjątkowe pomysły, a najgorsze w tym wszystkim było to, ze ona sam chętnie by te rzeczy też robił!
Przypatrywał się powitaniu matki chrzestnej ze swoją córką z uśmiechem, który zaraz z twarzy starł mu Karl. Doprawdy czasami nie wiedział jakim cudem kocim towarzyszem młodego dziecka stał się kocur, który zachowywał się jak stary kawaler, który w każdej nawet najmniejszej rzeczy potrafił wynaleźć coś na co trzeba narzekać albo zwrócić uwagę.
Popatrzył na pannę Longbottom, która za bezcen oferowała Mabel kosmetyki- doprawdy, jak to dziecko miałoby być normalne kiedy jest na każdym kroku rozpieszczane, zupełnie jakby każdy chciał mu w tym robić za konkurencję - ciężko było być tym fajnym wujkiem przy nich wszystkich.
- W sumie to powoli chcieliśmy się już zbierać stąd - odpowiedział zgodnie z prawdą, nie miał w nawyku ukrywać swoich zamiarów. Ale teraz kiedy robiła takie "przekręty" cenowe, to nie mógł odejść z pustymi rękoma i nie czuć się głupio - bo może i dziewczynka nie orientowała się w cenach, to on już tak. - Przydałyby mi się jakieś perfumy w sumie, poprzednie już powoli mi się znudziły, chciałbym czegoś nowego - zamyślił się. - Zawsze podobały mi się te z sosnową nutą, ale nie jestem pewien - zasępił się nie będą do końca przekonany czy faktycznie by mu one pasowały.