Przebywając w pobliżu rodziców swojej towarzyszki nie potrafił znaleźć jakiegokolwiek powodu dla okazania im stosownej sympatii. Podejrzewał, że na dłuższą metę może być trudno mu okazywać należny im szacunek. Utrzymywanie odpowiednich pozorów nie było dla niego wyzwaniem. To wszystko była gra. Poza pokazywana wszystkim zgromadzonym tutaj osobom. Zwłaszcza tym, wobec których miał swoje plany.
— Nie każdego stać na tak szarmancką postawę, pani Mulciber. — Wypowiedziane przez niego słowa w zależności od sposobu, w jaki zostaną odebrane, mogły być oczywistym stwierdzeniem odnośnie przyzwoitego ludzkiego zachowania albo wygłoszonym przytykiem pod adresem męża czarownicy, do której się zwracał. — Jak mniemam... można się od nas czegoś nauczyć. — Nie mówił w tym momencie o tym, jak należy obstawiać. Postawienie wszystkiego na jedną kartę było kwestią indywidualną. Nie wskazywał w tym momencie oskarżycielskim palcem w jakimkolwiek kierunku, jeśli chodzi od odpowiedzialność. Potrafiłby wskazać komu brakuje uprzejmości. Niejako podzielał stanowisko Agnès względem pana Mulcibera. Czarownica wykazała się większą bezpośredniością od niego. Poczuł się całkiem mile połechtany tym, że czarownica wypowiada się o nim w samych superlatywach.
— Pochlebiasz mi, tante. — Zwrócił się do czarownicy, posyłając kobiecie promienny uśmiech. — Zdradzisz nam od kogo usłyszałaś coś takiego? — Matthias w tym momencie przeniósł spojrzenie na swoją drugą kuzynkę, nadając swojemu uśmiechowi kpiący wyraz.
— Je croise les doigts — Zapewnił rudowłosą o tym, że życzy jej powodzenia. W grach losowych jedynie można zdać się wyłącznie na ślepy los. Próba oszukiwania podczas grania w ruletkę wymagałaby posiadania różdżki w dłoni, umiejętności posługiwania się magią bezróżdżkową albo udziału krupiera z taką właśnie umiejętnością. Hazard ma to do siebie, że łatwo jest stracić pieniądze i trudno je wygrać.
Drgnął nieznacznie, zostając niespodziewanie chwyconym pod ramię, przez co raz jeszcze spojrzał na swoją towarzyszkę. Co prawda, starał się śledzić całą dyskusję, jednak pewne zależności przez długi czas będą pozostawać dla niego niejasne. Wynikający z jego niedawnego przybycia do Wielkiej Brytanii brak rozeznania sprawiał, że najpewniej zdecyduje się wypytać gospodynię wieczoru o najbardziej interesujące kwestie.
— Możemy też zrobić sobie przerwę od grania. — Zwrócił się do trzymającej go pod rękę Sophie, która na parę chwil zdołała oderwać go od mimowolnego chłonięcia wszystkich serwowanych tutaj plotek. Może właśnie to sprawiłoby, że przestałaby się tak denerwować. Skoro mieli się cieszyć tym wieczorem to nie powinna się tak denerwować. Zmiana otoczenia wydawała się zasadna, nawet jeśli najwyraźniej udało mu się opanować całą sytuację. — Choć jeśli chcesz obserwować jak gram to również nie mam nic przeciwko temu. — Przekazał Sophie.
— Kiedy masz korzystać z życia jak nie w młodości? Czym zajmujesz się w tym miejscu? — W pierwszej kolejności postanowił zapytać o sprawę wielkiej wagi. Nie bez powodu młodość była najlepszym czasem w życiu każdego człowieka i z czasem przemijała. Mając za doskonały przykład Agnès można było korzystać z życia w po przekroczeniu pewnego wieku, choć na to trzeba było być dobrze ustawionym. Lecznica dusz... była niejako miejscem znanym mu z czasów, kiedy odbywał w tego rodzaju placówce staż. Jego przeszłość sprawiała, że istnienie takich placówek w świecie mugolskim nie stanowiło dla niego zaskoczenia.
— Taki miałem zamysł, abyśmy spróbowali zagrać w pokera. — Potwierdził. Przy stołach do pokera z pewnością rozgrywka trwała w najlepsze, ale może znajdzie się dla nich miejsce.
Odebrał dwa kieliszki od Elise, jeden z nich wręczając towarzyszącej mu dziewczynie. Jego uwadze nie uszło też nadejście drugiej kuzynki wraz z towarzyszącą jej nieznaną mu z imienia kobietą.
— Salut Celine. A zamierzasz z nami zagrać? — Powitał ciepło wchodzącą kobietę. Z Camille darł koty i nie było w tym nic dziwnego, że jak na razie bardziej preferował towarzystwo Celine. — Miło mi cię poznać, Urlett. — Zwrócił się do następnej blondynki w tym pomieszczeniu. Ona mogła nie znać francuskiego, dlatego posłużył się językiem angielskim.
Kolejna runda została rozstrzygnięta. Jedynie kolor. Dzisiejszy wieczorek miał być zabawą, niemającą nic wspólnego z wizytą w kasynie jednak zdobyta przez niego wygrana nie była satysfakcjonująca. Dokonanie jakiegokolwiek zakładu z tak małą ilością żetonów było możliwe, jednak nie oznaczało dużej szansy na wygraną. Potrzebował więcej pieniędzy.
— Ja na razie... pasuje. — Przez potrzebę posiadania większej ilości żetonów musiał oprzeć się przemożnej pokusie obstawienia. Zamierzał wrócić w następnej rundzie. Wspomniana przez Agnès niespodzianka bardzo go zaintrygowała i nie zamierzał tego przegapić. — Sophie, poczekaj tutaj na mnie. — Poprosił o to swoją towarzyszkę, nie chcąc aby w tym momencie mu towarzyszyła. Przez to co zamierzał zrobić obecność dziewczyny nie byłaby korzystna dla wizerunku bogacza, na którego się kreował w tym momencie.
— Excuse-moi. — Pozostawił kieliszek niedopitego szampana pod opieką swojej towarzyszki i po przeproszeniu wszystkich zgromadzonych przy tym stole osób opuścił to pomieszczenie. W tym drugim czekał na niego rzeczoznawca.
Matthias na razie opuszcza salę