21.07.2024, 10:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 29.09.2024, 16:33 przez Lorien Mulciber.)
Zatrzymała się w połowie swojej wydeptanej ścieżki, gdy Longbottom nareszcie postanowił do niej dołączyć. Nawet podniosła głowę, żeby go wysłuchać, nie przerywając jednak nerwowego skubania skórek przy paznokciach.
- Nie ufam sowom.- Przyznała, wracając do kręcenia się po zapleczu jakby pomagało jej to myśleć. Przyjęła wdzięcznie mokry ręcznik, żeby choć trochę otrzeć się z sadzy.- Normalne środki komunikacji są aktualnie… nieco zbyt ryzykowne. Tak przynajmniej mam pewność, że mnie nie wyśledzą.- Odpowiedziała tylko, całkiem żwawo pocierając twarz, jakoś nieszczególnie przejmując się rozmazanym makijażem i tym, że bardziej przypomina małą pandę niż poważną czarownicę. Parę piór spadło na podłogę, gdy potrząsnęła głową. - Od tygodnia nałożyli kontrolę na większość kominków w Ministerstwie, a nie mogę narazić rodziców i podłączyć się w domu. To Nokturn. Mogą coś zwietrzyć i zacząć zadawać niewygodne pytania.- Kim byli ci tajemniczy “oni” Lorien już nie doprecyzowała.
W Ministerstwie było mnóstwo szczurów.
Przysiadła na krześle, ale nie sięgnęła jeszcze po kubek z grzańcem. Najwyraźniej najpierw musiała zebrać jakąkolwiek sensowną myśl.
- Widziałeś co wypisują o tym całym Lordzie?- Zapytała, ale od razu prychnęła nad swoim głupim pytaniem.- Oczywiście, że widziałeś. Prorok uczepił się tematu jak jakieś pijawki. Nie dalej jak wczoraj zaczęli straszyć wojną. Wojną, rozumiesz?!
Nie wyglądała jakby ją ta sprawa przerażała. Jakby na myśl o zbierającym się gdzieś zagrożeniu i bezimiennej armii nie czuła nic poza irytacją i zmęczeniem. Lord Voldemort godził w interesy Ministerstwa Magii, a to wystarczyło, by Lorien odsunęła na bok prywatne przekonania. To czy się z intencjami czarnoksiężników zgadzała, czy była im kompletnie przeciwna,traciło na znaczeniu, gdy zagrożona była integralna struktura jej Departamentu.
- Clem… Woody.- Poprawiła się szybko. Imię objęte tabu, zwłaszcza w tak niesprzyjającym środowisku jakim był Nokturn.- Ministerstwo jest w rozsypce.- Przyznała, a sądząc po jej minie wyznanie to nie przeszło czarownicy wcale gładko przez gardło.- Ludzie oskarżają się nawzajem, jedni wyciągają na drugich kolejne brudy. Ostatni raz widziałam taki burdel jak wybrali Nobby’ego na Ministra Magii.- Westchnęła cicho.
Objęła skostniałymi palcami kubek z grzańcem, próbując choć trochę się zagrzać.
- Nie chcę, żebyś to opacznie zrozumiał Woody, ale… Ja muszę wiedzieć gdzie leży twoja lojalność.
Nokturn zmieniał ludzi. A w czasie wojny wszystkie bolączki i zabutelkowane emocje miały nareszcie szansę ulecieć. Ministerstwo nigdy nie było wobec Longbottoma do końca w porządku. Nawet jeśli całą sprawę zamieciono pod dywan i udało się wszystko zatuszować, nadal nie powinien był dostać wilczego biletu. Nieświadomie rozejrzała się po zapleczu, jakby widziała je po raz pierwszy. Marnował się tutaj.
Wygnaniec i odrzutek.
Czy podejrzewała go o współpracę z tymi całymi ekstremistami? Nie. Ale najwyraźniej potrzebowała choć namiastkę pewności, że choć jedno z nich będzie w stanie cokolwiek zdziałać.
- Nie ufam sowom.- Przyznała, wracając do kręcenia się po zapleczu jakby pomagało jej to myśleć. Przyjęła wdzięcznie mokry ręcznik, żeby choć trochę otrzeć się z sadzy.- Normalne środki komunikacji są aktualnie… nieco zbyt ryzykowne. Tak przynajmniej mam pewność, że mnie nie wyśledzą.- Odpowiedziała tylko, całkiem żwawo pocierając twarz, jakoś nieszczególnie przejmując się rozmazanym makijażem i tym, że bardziej przypomina małą pandę niż poważną czarownicę. Parę piór spadło na podłogę, gdy potrząsnęła głową. - Od tygodnia nałożyli kontrolę na większość kominków w Ministerstwie, a nie mogę narazić rodziców i podłączyć się w domu. To Nokturn. Mogą coś zwietrzyć i zacząć zadawać niewygodne pytania.- Kim byli ci tajemniczy “oni” Lorien już nie doprecyzowała.
W Ministerstwie było mnóstwo szczurów.
Przysiadła na krześle, ale nie sięgnęła jeszcze po kubek z grzańcem. Najwyraźniej najpierw musiała zebrać jakąkolwiek sensowną myśl.
- Widziałeś co wypisują o tym całym Lordzie?- Zapytała, ale od razu prychnęła nad swoim głupim pytaniem.- Oczywiście, że widziałeś. Prorok uczepił się tematu jak jakieś pijawki. Nie dalej jak wczoraj zaczęli straszyć wojną. Wojną, rozumiesz?!
Nie wyglądała jakby ją ta sprawa przerażała. Jakby na myśl o zbierającym się gdzieś zagrożeniu i bezimiennej armii nie czuła nic poza irytacją i zmęczeniem. Lord Voldemort godził w interesy Ministerstwa Magii, a to wystarczyło, by Lorien odsunęła na bok prywatne przekonania. To czy się z intencjami czarnoksiężników zgadzała, czy była im kompletnie przeciwna,traciło na znaczeniu, gdy zagrożona była integralna struktura jej Departamentu.
- Clem… Woody.- Poprawiła się szybko. Imię objęte tabu, zwłaszcza w tak niesprzyjającym środowisku jakim był Nokturn.- Ministerstwo jest w rozsypce.- Przyznała, a sądząc po jej minie wyznanie to nie przeszło czarownicy wcale gładko przez gardło.- Ludzie oskarżają się nawzajem, jedni wyciągają na drugich kolejne brudy. Ostatni raz widziałam taki burdel jak wybrali Nobby’ego na Ministra Magii.- Westchnęła cicho.
Objęła skostniałymi palcami kubek z grzańcem, próbując choć trochę się zagrzać.
- Nie chcę, żebyś to opacznie zrozumiał Woody, ale… Ja muszę wiedzieć gdzie leży twoja lojalność.
Nokturn zmieniał ludzi. A w czasie wojny wszystkie bolączki i zabutelkowane emocje miały nareszcie szansę ulecieć. Ministerstwo nigdy nie było wobec Longbottoma do końca w porządku. Nawet jeśli całą sprawę zamieciono pod dywan i udało się wszystko zatuszować, nadal nie powinien był dostać wilczego biletu. Nieświadomie rozejrzała się po zapleczu, jakby widziała je po raz pierwszy. Marnował się tutaj.
Wygnaniec i odrzutek.
Czy podejrzewała go o współpracę z tymi całymi ekstremistami? Nie. Ale najwyraźniej potrzebowała choć namiastkę pewności, że choć jedno z nich będzie w stanie cokolwiek zdziałać.