21.07.2024, 13:11 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.07.2024, 13:23 przez Alexander Mulciber.)
Wpatrywał się w karty z wzburzeniem w ściągniętych brwiach, choć trudno było stwierdzić, czy to wyraz niezadowolenia z otrzymanego rozkładu czy Mulciber – z twarzą poważniejszą od klasycznych rzeźb jego macedońskiego imiennika – zwyczajnie zastanawia się nad swoim kolejnym ruchem.
Wymienił karty.
Dwójka graczy już spasowała – prześlizgnął się leniwie spojrzeniem po ich twarzach – Atreus Bulstrode nie zamierzał odpuścić (blefował?), Basilius Prewett był, póki co, nieprzenikniony (na jak wiele mógł sobie pozwolić z pensji uzdrowiciela?), ale Severine Crouch wydawała się niepewna posiadanych kart. Spasuje, zastanawiał się, patrząc na naszyjnik z pereł oplatający jej szyję, czy pozostanie w grze? Lubił długie szyje, lubił patrzeć jak wyginają się ulegle pod jego dotykiem, lubił zostawiać na nich ślady. Lubił tanie kobiety w drogiej biżuterii – zimny blichtr metalu chłodzący ciało rozpalone pożądaniem – nie wątpił, że perły wiszące nad kanciastymi obojczykami młódki były prawdziwe, że były drogie – ale nie podobały mu się, Mulciber nie lubił pereł, perły kojarzyły mu się ze smutkiem, nigdy nie kupował pereł Ambrosii. Odsunął od siebie myśli o kolii z siniaków znaczących jej szyję we Francji, nie, teraz patrzył na szyję Severine, ile może mieć lat, rozważał, by po chwili stwierdzić beznamiętnie, że ma to gdzieś.
Gdyby spotkał ją na Nokturnie zalany w trupa, pewnie by ją zaciągnął za te blond włosy do obskurnego zaułka i przeleciał, nazywając imieniem innej.
Tanio się sprzeda, czy będzie grać wyżej? Alexander z rozbawieniem stwierdził, że musi odpowiedzieć sobie na to samo pytanie.
Stawka nie była wysoka. Tylko dwadzieścia żetonów. Nie chciał przegrać z pierdolonym Bulstrodem. Nie chciał też głupio spasować, kiedy istniała szansa na wygraną. Mógłby zaryzykować. Mógłby spojrzeć. Czy powinien kusić los?
Dym tytoniowy koił podrażnione nerwy, ale gdyby potrafił zaspokoić drzemiący w Alexandrze głód, nie byłoby go tutaj.
– Wyrównuję. – Dołożył pięć brakujących żetonów, zaciągając się papierosem.
Wymienił karty.
Dwójka graczy już spasowała – prześlizgnął się leniwie spojrzeniem po ich twarzach – Atreus Bulstrode nie zamierzał odpuścić (blefował?), Basilius Prewett był, póki co, nieprzenikniony (na jak wiele mógł sobie pozwolić z pensji uzdrowiciela?), ale Severine Crouch wydawała się niepewna posiadanych kart. Spasuje, zastanawiał się, patrząc na naszyjnik z pereł oplatający jej szyję, czy pozostanie w grze? Lubił długie szyje, lubił patrzeć jak wyginają się ulegle pod jego dotykiem, lubił zostawiać na nich ślady. Lubił tanie kobiety w drogiej biżuterii – zimny blichtr metalu chłodzący ciało rozpalone pożądaniem – nie wątpił, że perły wiszące nad kanciastymi obojczykami młódki były prawdziwe, że były drogie – ale nie podobały mu się, Mulciber nie lubił pereł, perły kojarzyły mu się ze smutkiem, nigdy nie kupował pereł Ambrosii. Odsunął od siebie myśli o kolii z siniaków znaczących jej szyję we Francji, nie, teraz patrzył na szyję Severine, ile może mieć lat, rozważał, by po chwili stwierdzić beznamiętnie, że ma to gdzieś.
Gdyby spotkał ją na Nokturnie zalany w trupa, pewnie by ją zaciągnął za te blond włosy do obskurnego zaułka i przeleciał, nazywając imieniem innej.
Tanio się sprzeda, czy będzie grać wyżej? Alexander z rozbawieniem stwierdził, że musi odpowiedzieć sobie na to samo pytanie.
Stawka nie była wysoka. Tylko dwadzieścia żetonów. Nie chciał przegrać z pierdolonym Bulstrodem. Nie chciał też głupio spasować, kiedy istniała szansa na wygraną. Mógłby zaryzykować. Mógłby spojrzeć. Czy powinien kusić los?
Dym tytoniowy koił podrażnione nerwy, ale gdyby potrafił zaspokoić drzemiący w Alexandrze głód, nie byłoby go tutaj.
– Wyrównuję. – Dołożył pięć brakujących żetonów, zaciągając się papierosem.
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat