Tak to bywało z komunikatami, szczególnie tymi zawierającymi informacje emocjonalne, że ich odbiór bywał zupełnie inny od tego, co chciałeś nadać. Dla Crowa to ostre nie było - dziwne? Ani trochę. Wrona miała ostry dziób, ostre szpony, ale najlepsze chowała i tak po kieszeniach. Noże i nożyki, którymi tak precyzyjnie rzucał, by nie trafić w Elaine przyczepionej do koła, które w dodatku się poruszało. Na delikatnym ciele dziewczyny nie było żadnego śladu. Ostry też miał język i swoje komentarze. Czasami chlaśnięte, żeby tylko pojawiła się krew na wargach innych, innym razem przypadkowe, w trzeciej opcji byłyby żartami, co miały rozbawić, a nie doprowadzić do łez. Nie, nie dało się w tym świecie powstrzymywać emocji. Można było je tylko wylać, bo jeśli je powstrzymywałeś to zaczynałeś się dusić.
- Zależy ci na niej. - Czy go to w ogóle obchodziło i miało znaczenie? Pewnie nie. - Na Viorice. - Nie, to nie było pytanie, to było stwierdzenie. - Nie zwróciłem dużej uwagi na to, co robił... Cedric. - Zawahał się dłuższy moment próbując sobie przypomnieć imię, które padło. - Ale może wyjdzie im to na dobre. - Ach, optymizm. Laurent się starał tego optymizmu trzymać - szczególnie starał się go trzymać dla innych. Starał się widzieć jasną stronę, bo ta ciemna i ponura była zbyt zniechęcająca. Za bardzo odtrącająca. Powodowała, że człowiek tracił siłę i zachętę do działania.
Grzecznie szedł za swoim podśmiewującym się do własnych myśli taranem, więc pewnie ten taran niekoniecznie zobaczył średnio zadowoloną i trochę zdziwioną minę Prewetta. Bo tak - to było NAGŁE pytanie.
- Na nic konkretnego nie choruję... - odpowiedział po chwili dość ostrożnie. - Zawsze miałem słabe ciało... - zastanawiał się, jak w ogóle dobierać słowa do tej odpowiedzi - ale ostatnio chyba mocniej straciłem na wadze przez... stres. - Stres. Przy którym człowiek tylko się dusił. Wyciągnął rękę po koszyk, kiedy dotarli do koła, żeby Flynn mógł w końcu spełnić swoje małe marzenie Lammas i coś dla siebie wylosować.